
|
Triumfy pierwszych lat Złe wnioski z sukcesów Za „dobrymi komunistami" przeciw „złym komunistom" Pralnia Brudnych Sumień Spór Leopolda Tyrmanda z Nowakiem-Jeziorańskim Zaniechanie prac nad strategią alternatywną wobec komunizmu Konflikt między J. Mackiewiczem a J. Nowakiem Nietolerancja wobec „inaczej myślących" Monachijski „tyran" Konflikt z Marianem Hemarem Jak T. Nowakowski wyszydzał „Napoleona polskiego eteru" |
Nowak-Jeziorański mści się na umarłym Dyktat „jedynie słusznej" linii Ani anioł, ani diabeł J. Nowak-Jeziorański za „daniem szansy" Jaruzelskiemu Straszenie sowiecką interwencją w 1989 r. Kraje bałtyckie muszą siedzieć cicho! Jesienią 1989 r. (!) marzył o finlandyzacji Polski Przeciw usypianiu Polaków w 1989 r. Szantaże na rzecz Balcerowicza Kurier nieprawdy "Zawsze z Unią Wolności Peany „warszawki" i... postkomuny |
'Kurier z Waszyngtonu' Jan Nowak-Jeziorański"
Nasz Dziennik, 20.05.2003
Nie tylko "kurier z Warszawy"
Fragmenty książki prof. Jerzego Roberta Nowaka "Życiorysy bez retuszu.
'Kurier z Waszyngtonu' Jan Nowak-Jeziorański", Wydawnictwo MaRoN, Warszawa
2003
Jan Nowak-Jeziorański ma wszelkie powody, by wspominać z ogromną
satysfakcją swe pierwsze lata zarządzania polską sekcją Radia Wolna Europa
począwszy od 1952 r. W tym trudnym okresie początkowym znakomicie owocowały
jego ogromna energia i przebojowość, siła woli, a także niewątpliwy wielki
talent radiowca. Przybył do RWE z bardzo cennymi doświadczeniami z pracy w
radiu BBC, gdzie był zatrudniony od 1948 roku. Doświadczenia wojenne, praca
w konspiracji i w charakterze kuriera (tak świetnie opisana w jego
bestsellerze "Kurier z Warszawy") przyzwyczaiły go do błyskawicznego
podejmowania różnych trudnych decyzji, co miało wielkie znaczenie w pracy
takiego radia jak RWE. Dość szybko udało mu się również wyjść zwycięsko z
rywalizacji z konkurentami na czołowe stanowisko w RWE. Dziś mało pamięta
się fakt, że Jan Nowak-Jeziorański nie był w RWE od samego początku.
Pierwsze programy radiowe polskiej sekcji RWE były nadawane od 4 sierpnia
1950 r. przez Lesława Bodeńskiego, byłego kierownika Referatu Prasy Polskiej
w MSZ w latach 1935-1939. W 1951 roku miejsce Bodeńskiego zajął Stanisław
Strzetelski, poprzednio kierownik Biura Studiów Komitetu Wolnej Europy.
Strzetelski kierował Stacją Polską RWE w Nowym Jorku. Wraz z wojną w Korei
Amerykanie uznali konieczność zintensyfikowania walki propagandowej z
reżimami komunistycznymi poprzez uruchomienie profesjonalnego radia w
Monachium. Wtedy właśnie pojawiła się i została przyjęta kandydatura Jana
Nowaka-Jeziorańskiego na szefa sekcji polskiej RWE w Monachium. Początkowo
jednocześnie funkcjonowało dwóch kierowników Stacji Polskiej - Stanisław
Strzetelski w Nowym Jorku i Jan Nowak w Monachium. Dochodziło między nimi do
ciągłych konfliktów i rywalizacji. Nowakowi-Jeziorańskiemu stosunkowo szybko
udało się wygrać z rywalem i został formalnie dyrektorem obu ośrodków: w
Monachium i w Nowym Jorku. Później udało mu się skutecznie przezwyciężyć
próbę puczu wewnętrznego w polskiej sekcji RWE, zorganizowanego przez jego
zastępcę Marka Święcickiego.
W ślad za tymi sukcesami w bojach personalnych w latach 1954-1955 miał
przyjść ogromny sukces Nowaka w działalności RWE na Kraj. Było nim
wykorzystanie w bardzo dużej serii audycji niezwykle demaskatorskich wyznań
Józefa Światło, byłego wicedyrektora Departamentu X Śledczego MBP. Światło (Lichstein),
"krwawy Żyd" (jak go nazywano w więzieniu na Mokotowie) był jednym z
najokrutniejszych katów Polaków w dobie stalinowskiej. W grudniu 1953 roku,
w poczuciu osobistego zagrożenia, po upadku Berii uciekł na Zachód. Znał
doskonale od wewnątrz sytuację w partii i bezpiece, stając się bezcennym
nabytkiem dla Amerykanów. W polskiej sekcji RWE rozgorzała zażarta dyskusja
wokół tego, czy należy skorzystać z okazji nagłośnienia jego "zwierzeń" w
audycjach od Kraju. Przeważająca część zespołu RWE oponowała ze względów
moralnych, nie chcąc mieć nic do czynienia z krwawym katem Polaków. Nie
chcieli, by "głos tego oprawcy sąsiadował z nimi na antenie" (wg wywiadu z
J. Nowakiem-Jeziorańskim dla "Sztandaru Młodych" z 5 czerwca 1992 r.). Jan
Nowak przeforsował jednak decyzję o wykorzystaniu Światły w ogromnej serii
audycji "Za kulisami bezpieki i partii". Okazało się, że miał rację -
"rewelacje" Światły znacząco przyczyniły się do skompromitowania i
osłabienia rządów terroru i bezpieki w Polsce. Był to ogromny spektakularny
sukces RWE i osobiście Jana Nowaka-Jeziorańskiego. (...)
Nowak-Jeziorański osiągnął tak duże sukcesy w pierwszym najtrudniejszym okresie swego "rządu" w polskiej sekcji Radia Wolna Europa, okresie najeżonym ogromnymi przeszkodami. Wtedy je wszystkie potrafił pokonać zwycięsko, ogromnie umacniając swoją pozycję. Jak więc na tym tle wytłumaczyć, że pomimo przybywających wraz z latami doświadczeń, musiał odejść z RWE po 24 latach w bardzo niekorzystnej dla siebie atmosferze. Odchodził nielubiany przez wielką część zespołu RWE, sam też go najwyraźniej nie lubiąc. Jakże wymowne pod tym względem były jego zwierzenia na temat sytuacji w RWE w momencie jego dymisji, wypowiedziane w liście do J. Giedroyca 14 października 1979 roku. Jan Nowak stwierdzał, że w momencie odchodzenia z RWE powiedział swemu amerykańskiemu partnerowi: "z tym zespołem polskim, jaki jest, nie byłbym już w stanie pracować z uwagi na obecność w nim i bezkarne działanie agentów reżimu oraz gruntowną demoralizację sporej ilości ludzi. Należałoby więc radio zamknąć i natychmiast odbudować je z powrotem, pozbywając się szkodników i elementów bezideowych" (J. Nowak-Jeziorański, J. Giedroyc "Listy...", op.cit. s. 512). Moim zdaniem, to wszystko jest wręcz kompromitujące dla J. Nowaka. Przecież to on jako dyrektor polskiej sekcji RWE, rządzący nią zresztą twardą ręką, tyle razy usuwający niewygodnych mu ludzi, ponosił decydującą odpowiedzialność za stan rządzonej przez niego sekcji. A więc także za "bezkarne działanie" w niej "agentów reżimu" i za "gruntowną demoralizację sporej części ludzi". Tej odpowiedzialności nie mógł przecież zrzucić na nikogo innego. (...)
Za "dobrymi komunistami" przeciw "złym komunistom"
Przyjęta przez Nowaka-Jeziorańskiego zasada popierania "dobrych
komunistów" przeciwko "złym komunistom" spowodowała bardzo błędną jak się
okazało decyzję bezkrytycznego zbyt długiego popierania Gomułki po
październiku 1956 roku. Tak jakby nie było coraz wyraźniejszych dowodów jego
gruntownego odchodzenia od obietnic zmian, tak mocno deklarowanych w słynnym
październikowym przemówieniu. Jerzy Giedroyc wspominał na przykład w swej
autobiografii, że Jan Nowak "w noc przed wyborami z 1957 roku wezwał w
Wolnej Europie do głosowania bez skreśleń" na oficjalnych kandydatów
przedstawionych przez PZPR. Giedroyc już wtedy uważał, że należy głosować ze
skreśleniami. Zdumiewał się Giedroyc również faktowi, że "Nowak
powstrzymywał się przez dłuższy czas od atakowania władz PRL". Robił tak
mimo coraz bezwzględniejszych działań Gomułki na rzecz umacniania władzy
PZPR i zwalczania opozycji. Doszło do niesamowitego paradoksu. Kilku
członków redakcji "Po Prostu", w większości członków PZPR-u, w czasie
spotkania z Janem Nowakiem-Jeziorańskim na przełomie lutego i marca 1957 r.
wyrażało do niego pretensje za skrajne idealizowanie Gomułki. Sam
Nowak-Jeziorański przyznawał we wspomnieniach, opisując to spotkanie: "Byli
pełni pretensji do Wolnej Europy, że nie atakuje ostrzej Gomułki, że go
raczej oszczędza. (...) Ja byłem dyrektorem antykomunistycznej radiostacji.
I oto musiałem bronić się przed zarzutem, że przybierając ton powściągliwy i
umiarkowany, udzielam pośrednio poparcia kierownictwu partii" (J. Nowak,
op.cit., t. II, s. 23).
Już wtedy w pierwszych latach po 1956 roku coraz wyraźniejsza stawała się
taktyka Jana Nowaka stawania po stronie jednej "lepszej" jakoby frakcji
komunistów tzw. "puławian" przeciwko "natolińczykom". By użyć terminologii
Witolda Jedlickiego z jego głośnego tekstu z paryskiej "Kultury" z grudnia
1962 r. o sporze "chamów" i "Żydów", Nowak-Jeziorański stanął po stronie
"Żydów" przeciwko "chamom" (natolińczykom). Nowak argumentował, że
puławianie byli jakoby o wiele liberalniejsi niż ich przeciwnicy -
natolińczycy, a później "partyzanci" (moczarowcy). Tezy te całkowicie obalał
właśnie wspomniany tekst Witolda Jedlickiego z paryskiej "Kultury". Jedlicki
jednoznacznie wskazywał na to, że właśnie wśród "Żydów" (puławian) skupili
się najgorsi stalinowcy. Pisał, że puławianie wykorzystywali sprawę żydowską
do likwidacji tak bardzo niewygodnego dla nich problemu odpowiedzialności za
wyczyny z okresu stalinowskiego. Żądających rozliczenia tych "wyczynów"
natychmiast oskarżali jako "antysemitów". Według Jedlickiego: "Doszło do
tego, że ludzie naprawdę zaczęli wierzyć, że tylko antysemici żądają
odpowiedzialności za zbrodnie stalinowskie i że po to, aby do antysemityzmu
nie dopuścić, należy z żądań tych zrezygnować" (W. Jedlicki "Chamy i Żydy",
podziemne wydawnictwo Krąg, Warszawa 1981, s. 9-10). Według Jedlickiego,
właśnie puławianie, rzekomi liberałowie, ponosili szczególnie ciężką
odpowiedzialność za utrupienie zdobyczy Października 1956 r. w pierwszych
latach rządów Gomułki (rola R. Zambrowskiego, A. Alstera i in.). Twierdzenia
Jedlickiego o tej tak fatalnej roli frakcji żydowskiej (puławian) mają tym
większą wagę, że ich autor nie może być oskarżany o "antysemityzm", był
pochodzenia żydowskiego i w końcu wyjechał na emigrację do Izraela. Na tym
tle tym bardziej szokujące było maksymalne wspieranie przez
Nowaka-Jeziorańskiego na antenie RWE żydowskiej frakcji puławian i
związanych z nią publicystów czy pisarzy. Nowak-Jeziorański wybrał drogę
wspierania jednej frakcji PZPR-owskiej, zamiast wspierania Narodu.
Z idealizowaniem żydowskiej frakcji puławian jako tych "lepszych" komunistów
szło w RWE Nowaka-Jeziorańskiego pomniejszanie zbrodni żydowskich ubeków.
Czy było to zupełnie przypadkowe? Nie wiem. Szczególnie znamiennym
zafałszowaniem prawdy o stalinizmie, zawartym w książce
Nowaka-Jeziorańskiego "Z oddali" było zawarte na s. 241 t. II jej
londyńskiego wydania stwierdzenie, że to AL-owcy stanowili rzekomo trzon
bezpieki w okresie stalinowskim. Przypomnijmy tu, że nawet tak zwana
tropicielka antysemityzmu jak Alina Grabowska przyznawała na łamach
paryskiej "Kultury" z grudnia 1989 r., że: "W pierwszych latach powojennych
(a nawet i później) znakomitą, niestety, większość pracowników UB stanowili
Żydzi". Dodajmy, Żydzi najczęściej przybyli ze Wschodu po 1944 roku. (...)
W parze z wyraźnym wspieraniem żydowskiej frakcji puławian na antenach
RWE szła zadziwiająca pobłażliwość i "wielkoduszność" Jana
Nowaka-Jeziorańskiego dla byłych stalinowskich politruków kultury, też
zresztą głównie żydowskiego pochodzenia, od Jana Kotta po Adama Ważyka (Wagmana).
Na antenie rozgłośni Nowaka nagłaśniano i wychwalano jako opozycjonistów
byłych stalinistów, częstokroć nawet tych najgorszych, tych najbardziej
skompromitowanych. Przedstawiano ich jako wyidealizowanych herosów ducha,
przemilczając ich fatalne poplamienia z przeszłości, rolę odegraną w
prześladowaniu inaczej myślących. Wśród nagłaśnianych i wybielanych w RWE
znalazły się m.in. osoby tak niegdyś skompromitowane rolą w stalinizacji
polskiej kultury jak Adam Ważyk, Wiktor Woroszylski czy Jan Kott. Adam
Ważyk, wielki piewca na cześć Stalina, za rolę w stalinizacji literatury był
nazywany jej "teoretykiem". "Wsławił się" między innymi ordynarnym atakiem
na poezję Cypriana Norwida, którą nazwał "napuszoną nędzą myśli". Wiktor
Woroszylski "wyróżnił się" m.in. wierszem wysławiającym "towarzyszy ze
Służby Bezpieczeństwa" i antologią ku czci niezapomnianego szefa Czeki
Feliksa Dzierżyńskiego. Jan Kott "zabłysnął" iście inkwizytorską pasją, z
jaką przez całe dziesięciolecia powojenne "demaskował" różnych "wrogów"
socjalizmu od Kościoła katolickiego, podziemia niepodległościowego i gen. W.
Andersa po różnych "reakcyjnych" twórców. To on jakże skwapliwie odrzucał
"na śmietnik historii" dzieła Z. Krasińskiego i S. Wyspiańskiego, S.
Żeromskiego i J. Conrada. Sam naczelny paryskiej "Kultury" Jerzy Giedroyc w
liście do Witolda Gombrowicza z 18 maja 1963 r. nazwał J. Kotta "szmatą i
bezwzględnym narzędziem nieinteligentnego systemu". (...)
W taki to sposób Radio Wolna Europa pod batutą Jana Nowaka przekształciło
się w wielką Pralnię Brudnych Sumień dla osób najbardziej nawet splamionych
udziałem w stalinizacji polskiej kultury. Nasiliło się to jeszcze bardziej
po marcu 1968 roku wraz z napływem nowej fali pomarcowych emigrantów w
niemałej mierze byłych członków PZPR, po uszy unurzanych w komunizmie.
Spór Leopolda Tyrmanda z Nowakiem-Jeziorańskim
(...) Skąd wynikała tak wyraźna prożydowskość Jana Nowaka-Jeziorańskiego,
okazana w czasie jego maksymalnego poparcia dla walki żydowskiej frakcji
puławian z "chamami" (natolińczykami)? Prożydowskość wyrażająca się również
później w szczególnie dużym nagłaśnianiu byłych stalinowskich politruków
kultury żydowskiego pochodzenia od Jana Kotta po Adama Ważyka, pomniejszaniu
zbrodniczej roli żydowskich ubeków, a później w szczególnie mocnym
forytowaniu emigrantów żydowskiego pochodzenia w RWE po 1968 roku. Pojawiały
się sugestie (m.in. pisarza Janusza Kowalewskiego, Andrzeja Wąsewicza z
chicagowskiego "Expressu" czy byłego współpracownika RWE Bohdana
Stypułkowskiego w "Przeglądzie Podlaskim"), że Jan Nowak sam jest
pochodzenia żydowskiego, pochodząc z rodu frankistów. Osobiście wątpię w
twierdzenia o tym, że prożydowskość Nowaka-Jeziorańskiego wynikała z jego
domniemanego żydowskiego pochodzenia. Przypuszczam raczej, że były zupełnie
inne źródła tej prożydowskości. Z jednej strony mogły to być obawy przed
ujawnieniem przez stronę żydowską niezbyt chlubnego dla
Nowaka-Jeziorańskiego incydentu wojennego z pracą w zarządzie mieniem
pożydowskim, i rozpętania hałaśliwej nagonki, która mogłaby zniszczyć całą
karierę Jana Nowaka. I obawy te przypuszczalnie sprawiły, że wolał, jak to
się mówi: "jeść Żydom z ręki".
Warto tu dodać, że obawy Jana Nowaka-Jeziorańskiego przed atakowaniem go ze
strony żydowskiej nie były całkowicie bezpodstawne. Spotkał się z takim
atakiem, ze strony jednej tylko wpływowej osoby, mimo że przez całe
dziesięciolecia popierał frakcję żydowską w PZPR, maksymalnie nagłaśniał
działaczy politycznych i intelektualistów żydowskiego pochodzenia. Tym
atakującym był Anatol Shub, amerykański dziennikarz, pochodzący z rosyjskiej
rodziny żydowskiej. Shub był kierownikiem centralnej redakcji dziennika
radiowego, którego zadaniem było sprowadzanie i rozsyłanie materiału
informacyjnego poszczególnym redakcjom w Monachium. W 1976 r. został jednym
z dyrektorów BIB (tj. Board for International Broadcasting - Zarządu
Radiofonii Międzynarodowej). Shub konsekwentnie rozgłaszał przeciwko
Nowakowi-Jeziorańskiemu oskarżenia, że jest on "antysemitą i hitlerowskim
treuhänderem, a jego wojenna kariera w AK została wymyślona" (wg: J.
Nowak-Jeziorański, J. Giedroyc "Listy 1952-1998", Wrocław 2001, s. 496).
Nowak-Jeziorański spotkał się z takimi atakami, pomimo iż tak wiele zrobił
dla nadania polskiej sekcji RWE charakteru filosemickiego. Można więc sobie
wyobrazić jak by go potraktowano, gdyby w czymkolwiek naraził się lobby
żydowskiemu. Wszystkie powiązane z tym lobby media rozpoczęłyby natychmiast
niszczącą nagonkę na Nowaka-Jeziorańskiego, do skrajności wykorzystując
nieszczęsny incydent z jego wojenną pracą w zarządzie mienia pożydowskiego.
Nie można w tej sytuacji nawet wykluczyć, że Jan Nowak-Jeziorański był wręcz
szantażowany przez jakichś Żydów groźbą ujawnienia faktu jego roli jako
zarządcy mienia żydowskiego w czasie wojny.
Być może jednak skrajna prożydowskość Nowaka-Jeziorańskiego wynikała po
prostu z zimnych, wyrachowanych obliczeń, skrajnego koniunkturalizmu.
Doszedł po prostu do wniosku, że przy tak dużych wpływach Żydów w różnych
sferach życia amerykańskiego, w tym polityki amerykańskiego Departamentu
Stanu, warto im maksymalnie się przypochlebiać. Jako szef polskiej sekcji
Radia Wolna Europa zależał przecież wyłącznie od łaski i niełaski
amerykańskich zwierzchników, w tym jakże silnego lobby żydowskiego.
Przypomnijmy, że nawet mający o ileż bardziej niezależną pozycję od
Nowaka-Jeziorańskiego redaktor naczelny paryskiej "Kultury" - Jerzy Giedroyc
zdobył się kiedyś na takie, jakże wiele mówiące szczere "wyznanie": "Ważne
jest, żeby przylegać do rzeczywistości. I żeby się liczyć ze światową opinią
(...). Nastawienie żydostwa, szczególnie amerykańskiego, zawsze było
niesłychanie antypolskie. Wobec tego j a w okresie po 1968 r. celowo
przegiąłem pałę, jak to się w Polsce mówi. Cały szereg osób uważało, że
przeholowuję w filosemityzmie. Ale to mi się opłaciło [podkr. - J.R.N.].
Dzisiaj, jeżeli korespondent 'New York Timesa' czy 'Time' - jedzie do Polski
- to zajeżdża do mnie, by porozmawiać" (por. "Rozmowy z Jerzym Giedroycem
sprzed dwunastu lat", podziemny "Aneks" 1986, nr 44, s. 39-44).
Zaniechanie prac nad strategią alternatywną wobec komunizmu
Przez dziesięciolecia Radio Wolna Europa było bezcennym źródłem jedynie
wolnych niekontrolowanych informacji, przebijających się przez zagłuszarki
do słuchaczy w Kraju. Przyciągało niektórymi prawdziwie znakomitymi
audycjami typu "Fakty, wydarzenia, opinie" czy "Odwrotną stroną medalu".
Posiadało bardzo cenną warstwę informacyjną. Dużo gorzej stało natomiast pod
względem prac koncepcyjnych z myślą o przyszłości, wypracowywaniem programów
dla Polaków. Trudno się nie dziwić z jakże krytyczną oceną autora
antykomunistycznej "Contry" z 1990 r. - A.R., napisaną z okazji omówienia II
tomu wspomnień Jana Nowaka "Z oddali". Zauważył on: "Po lekturze książki
sądzić można, że rozgłośnia czasów Nowaka popierała naprawę komunizmu i
reformistów partyjnych w sytuacji, gdy społeczeństwo polskie było takiemu
stanowisku przeciwne. Czyżby doskonalenie systemu i władzy komunistycznej
leżało w interesie Stanów Zjednoczonych, finansujących rozgłośnię? (...)
Dysponując ogromnym środkiem wpływu na opinię społeczną w kraju, czyli
radiem oraz jedynym na emigracji zespołem polityczno-dokumentacyjnym, w
którym pracowało ogółem ponad 300 osób - nie przekształcił Nowak rozgłośni w
ośrodek myśli politycznej, alternatywny wobec PZPR. Nie stworzył niestety
żadnej strategii alternatywnej wobec komunizmu. Koncentrował się jedynie na
wytykaniu systemowi komunistycznemu jego wad i poszukiwaniu dróg dla jego
naprawy. (...) Czytelnik dowiaduje się z ogromnym zdumieniem, że Dyrektor
Radia Wolna Europa traktował swoją rozgłośnię jako uczestnika dyskusji i
procesu decyzyjnego wewnątrz PZPR (...) występował jako strona w sporach
frakcyjnych PZPR. Już w 1956 r. podzielił działaczy PZPR na gorszych i
lepszych. Był wrogiem Natolina, a adwokatem Puławian (...)".
To wikłanie się szefa rozgłośni Jana Nowaka w boje frakcyjne w PZPR było na
próżno oprotestowywane przez niektórych pracowników RWE, którzy nie widzieli
żadnego większego sensu w rozróżnianiu między "lepszymi" komunistami typu
puławian czy nawet Gomułki (w połowie lat 60.!) kosztem wyjątkowo
znienawidzonych przez Jana Nowaka moczarowskich "partyzantów". Nader wymowne
pod tym względem było stanowisko znakomitego komentatora politycznego - Jana
Krok-Paszkowskiego. Po konflikcie z Janem Nowakiem zerwał on z RWE (został
później kierownikiem polskiej sekcji w BBC). Jan Krok-Paszkowski tak pisał o
istocie swego oporu wobec dyktowanej przez J. Nowaka polityki redakcyjnej:
"Byłem zdania, że nasze audycje polityczne, przestrzegając stale
społeczeństwo przed możliwością zmian na gorsze, gdy do władzy dojdą
'partyzanci' z Moczarem na czele, wzmacniają pozycję Gomułki. Według mnie,
Gomułka reprezentował już wówczas najgorszy partyjny konserwatyzm, co
oznaczało groźną i demoralizującą całe społeczeństwo stagnację polityczną i
gospodarczą. Uważałem, że należy przede wszystkim zwalczać Gomułkę i
podkreślać, że jego odejście nie musi koniecznie oznaczać dojścia do władzy
Moczara, bo nie jest on jedynym konkurentem pierwszego sekretarza partii. W
kwietniu 1965 roku na konferencji programowej w Feldafingu pod Monachium
doszło na tym tle do publicznego sporu między mną a Nowakiem" (J.
Krok-Paszkowski "Mój bieg przez XX wiek", Londyn 1990, s. 250).
Realizm polityczny na pewno skłaniał w pierwszym rzędzie do prób popierania
reform wewnętrznych, osłabiających policyjną naturę systemu. Trudno się
jednak pogodzić z zupełnym zaniechaniem w RWE popularyzowania myśli
koncepcyjnej na temat najbardziej upragnionej sytuacji - upadku komunizmu i
rozpadu ZSRR. Pod tym względem liderom rozgłośni Wolna Europa zupełnie
zabrakło wyobraźni politycznej. Ton nadawał pod tym względem sam
Nowak-Jeziorański. Jeden z czołowych pracowników RWE Kazimierz Zamorski na
łamach "Solidarności Walczącej" z lata 1994 r. przypomniał nader wymowne
stanowisko Nowaka-Jeziorańskiego w dyskusji na konferencji polskiego zespołu
RWE w Feldafing w kwietniu 1965 r.: "Powinniśmy podkreślić, że nie dążymy do
restauracji kapitalizmu, tłumaczył Nowak, pragniemy ewolucji komunizmu w
kierunku socjalizmu demokratycznego. Należy komunistom odebrać słowo
socjalizm w tym znaczeniu, w jakim je używają" [podkr. - J.R.N.].
Skutki takiego podejścia owocowały ogromnymi zaniechaniami w pracach nad
badaniem tego, co należałoby zrobić w sytuacji, gdy jednak wreszcie dojdzie
do upadku komunizmu. Zaniechania trwały przez całe dziesięciolecia i wskutek
braku podjęcia przez RWE odpowiednich analiz politycznych, ekonomicznych,
socjologicznych etc. społeczeństwo polskie okazało się całkowicie
nieprzygotowane do przemian w 1989 r.
Nagłaśnianie w RWE dysydentów z PZPR typu Kuronia szło w parze z wyraźnym
odrzucaniem, przemilczaniem, pomniejszaniem lub odrzucaniem przedstawicieli
nurtów opozycji ostroantykomunistycznej i niepodległościowej.
Nowak-Jeziorański sam mimo woli ujawnia swą skrajną prolewicową
tendencyjność w drugim tomie swych wspomnień "Polska w oddali". Całe strony
poświęca na eksponowanie znaczenia buntu "młodych marksistów" od Kuronia,
Modzelewskiego i Blumsztajna po Michnika i Toruńczyk. Znajduje miejsce nawet
na łzawo-sentymentalne domniemania, że Barbara Toruńczyk musiała
przypuszczalnie "głodować na paryskim bruku". Jakoś nie znalazł natomiast
miejsca na nawet jedno najdrobniejsze zdanie informacji o dużo wcześniejszej
od opozycji Kuronia i Michnika narodowej prawicowej organizacji opozycyjnej
ZMD (Związku Młodych Demokratów) i o wyjątkowo bezwzględnych represjach
wobec jej liderów (por. A. Friszke "Opozycja polityczna w PRL 1945-1980",
Londyn 1994, s. 224-227). Dziwnie nie znalazł również miejsca na omówienie
rozwijanej od lat 60. prężnie działającej i bezwzględnie represjonowanej
przez władze nielegalnej prawicowej organizacji opozycyjnej "Ruch". W tym
szaleństwie jest metoda! Jakże zdumiewająca była przy tym ostra niechęć,
wręcz nienawiść Nowaka-Jeziorańskiego do najbardziej ostrych antykomunistów
poza RWE (J. Mackiewicz, M. Grydzewski i in.) i w samej RWE (W. Trościanko,
J. Ptaczek i in.).
Ciekawe, że zapoczątkowaną przez Jana Nowaka linię odrzucania, a nawet
zwalczania ostrego antykomunizmu i wspierania "socjalizmu demokratycznego"
podjęli później kolejni dyrektorzy polskiej sekcji RWE. Jeden z nich,
Zdzisław Najder nawet zabłysnął "odwagą" w cenzurowaniu wypowiedzi
prezydenta USA Ronalda Reagana jako "zbytnio antykomunistycznych" (por.
tekst J. Darskiego "Czerwona strategia i Radio Wolna Europa", "Solidarność
Walcząca" z lata 1994 r., s. 24).
Konflikt Jana Nowaka z prezesem Edwardem Moskalem
Na przełomie maja i czerwca 1996 roku doszło do otwartego ostrego
konfliktu między prezesem Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwardem Moskalem a
Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Jak doszło do tego konfliktu? Główną przyczyną
była decyzja prezesa Moskala o potrzebie stanowczego przeciwstawienia się
antypolskiej postawie żydowskiego lobby w USA, wbrew bardzo ugodowej
postawie Jana Nowaka. Sam prezes KPA Moskal długi czas unikał otwartego
zderzenia się z żydowskim lobby w USA, zdając sobie sprawę z jego potęgi. W
pewnej chwili uznał jednak, że przebrała się miarka, po wyświetleniu w USA
dla wielomilionowej widowni skrajnie oszczerczego antypolskiego i
antykatolickiego filmu "Shtetl" Mariana Marzyńskiego. Oburzenie Polonii
amerykańskiej tym filmem spotęgował fakt, że szkalujący polskie
duchowieństwo żydowski reżyser sam uratował życie w czasie wojny tylko
dzięki pomocy polskich zakonnic.
Na tle bardzo ostrych stwierdzeń prezesa Moskala w sprawie filmu "Shtetl"
doszło do jego otwartego zderzenia z Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Sam Jan
Nowak przyznawał, że "Shtetl" był oszczerczym filmem antypolskim. Pisał na
ten temat: "Padłem także ofiarą perfidnie antypolskiego filmu 'Shtetl'.
Każdy Polak amerykański mógł się sam przekonać, w jaki sposób poglądy
wyrażane przez Polaków przed kamerami telewizyjnymi były zniekształcone w
tłumaczeniu na angielski po to, by przestawić Polskę i Polaków przed
milionami amerykańskich telewidzów w możliwie jak najgorszym świetle i
wyrządzić jak największą szkodę naszemu dobremu imieniu i reputacji. Zarówno
groźby ze strony Światowego Kongresu Żydów, jak i ten film wyprodukowany
przez żydowskiego reżysera uratowanego z Holocaustu przez polskie zakonnice
wywołały wybuch emocji i gniewu społeczności polsko-amerykańskiej. Właśnie
pod wpływem tych nastrojów gniewu prezes KPA złożył swoje niefortunne
oświadczenie, które spowodowało moją rezygnację" (cyt. za: J.
Nowak-Jeziorański "Polska wczoraj, dziś i jutro", Warszawa 2000, s. 191).
Jak widzimy, sam Nowak-Jeziorański przyznawał, że prezes Moskal miał powody
do wzburzenia. Oburzał się jednak na jego bardzo ostre słowa krytyczne pod
adresem Żydów, zwłaszcza zaś za porównanie śmierci niewinnych arabskich
cywili zamordowanych przez Izraelczyków do zbrodni Holocaustu.
Nowak-Jeziorański był przeciwny stanowczym protestom ze strony polskiej
wobec Żydów, uważając, że tylko zaogniają sytuację i odbiją się
niekorzystnie na Polakach ze względu na siłę żydowskiego lobby. Opowiadając
się za dużo bardziej ustępliwą postawą, sugerował, że jedynym wyjściem
pozostaje spokojne znoszenie uraz i cierpliwe poszukiwanie dialogu z Żydami.
Ustępliwość J. Nowaka wobec Żydów wyraźnie przebijała z jego ówczesnego
listu do naczelnego dyrektora Komitetu Żydów Amerykańskich Dawida A.
Harrisa. Nowak-Jeziorański bił się w tym liście jako Polak w piersi za tych
Polaków, którzy w czasie wojny "wydawali Żydów wrogowi dla osobistego
zysku", przypominał "antysemicką czystkę" gen. M. Moczara. Równocześnie ani
słowem nie wspomniał o fatalnym antypolskim zachowaniu dużej części
środowisk żydowskich na Kresach w latach 1939-1941 czy o jakże licznych
zbrodniach żydowskich ubeków w dobie stalinizmu. O wspomnianym niegdyś przez
niego samego jako sygnatariusza listu 3 kurierów i 3 żydowskich działaczy
społecznych we wrześniu 1983 r. fakcie, że "w okresie stalinowskim wiele
kluczowych stanowisk w aparacie terroru i w partii było obsadzonych przez
Żydów".
Szybko okazało się, że Polonia amerykańska w ogromnej większości popiera
stanowisko prezesa Moskala. Całkowicie izolowany Jan Nowak-Jeziorański nie
widział w tej sprawie innego wyjścia niż demonstracyjna dymisja ze
stanowiska jednego ze 164 dyrektorów krajowych Kongresu Polonii
Amerykańskiej.
prof. Jerzy Robert Nowak, Nasz Dziennik, 2003-05-20