
Trwali dzięki „antynacjonalizmowi"
Aprobata dla stalinowskiego procesu
Nieprawdy Turowicza
K. Kozłowski jako wybielacz esbeków
Podważanie przesłania Jana Pawła II
Wyrozumiałość dla osłabiania wiary
Antyreligijne obsesje Stanisława Lema
Chwalca ubeków
Ze stalinowskiej łączki
Turowicz zrzuca maskę
Antypolskie kłamstwa Marcina Króla
Kłamstwa o Drugiej Rzeczypospolitej
Oszczerstwo Gabrieli Lesser
Razem z zagranicznymi siewcami antypolonizmu
Haniebne fałsze J.A. Majcherka
Kompromitująca wpadka „Tygodnika Powszechnego"
„Dyskusja" z pomocą obelg i epitetów
„Kosmopolita od urodzenia"
Popularny autor „Tygodnika Powszechnego" ma również rzecz skądinąd
dość silnie występującą u licznych redaktorów i współpracowników tego tygodnika
- skrajną niechęć, wręcz pogardę do narodu, wśród którego żyje. Pisałem już, że
redaktor „Tygodnika Powszechnego" T. Żychiewicz deklarował w „Gazecie
Wyborczej": jesteśmy głupi naród. Inny redaktor, Marcin Król akcentował, że
Polska jest nienormalna od 200 lat. Lem wzbogaca tę porcję wyzwisk na Polskę i
Polaków stwierdzeniem: nasz naród jest ciemny jak mogiła (tamże, s. 435).
Uzupełnia te stwierdzenia jawnie kłamliwymi informacjami w stylu: Książki zaś
czyta jeden procent Polakowi (s, 414). Jeden procent to byłoby niecałe 400
tysięcy czytających książki. Na pewno nie jest dobrze z czytelnictwem w Polsce.
Pisze się, że połowa Polaków nie czyta ani jednej książki rocznie. Pisać o
zaledwie jednym procencie czytających książki jest to jednak jawne głupawe
oszczerstwo. Typowe dla gardzącego Polską Lema, który bez żenady deklaruje:
Gdybym był o ćwierć wieku młodszy wyemigrowałbym, gdzie by mnie oczy poniosły
(tamże, s. 427). Czy akcentuje (s. 473): Z urodzenia jestem kosmopolita.
Mógłbym jeszcze długo wyliczać różne pełne fobii wynurzenia Lema w związku z
Jedwabnem, o polskich „pogromach" w latach 1945-1946 etc, ale nie chcę już
nadmiernie nadużywać cierpliwości czytelników. Dodam jeszcze dla pełni obrazu
postaci Lema, że ten stary stalinista jest dziś oczywiście zajadłym
przeciwnikiem rozliczeń (tamże, s. 443), że chwali się swym głosowaniem na
Kwaśniewskiego (tamże, s. 444). Że w wywiadzie dla „Przeglądu" z 22 listopada
2001 roku powiedział, że należało głosować na SLD, bo nikogo innego nie ma!
Można tylko „pogratulować" „Tygodnikowi Powszechnemu" hołubienia tego typu
autora!
Kłamstwa o Drugiej Rzeczypospolitej
Szczególnie znamienne były drukowane na łamach „Tygodnika
Powszechnego" rozliczne uogólniające opinie potępiające o czasach Polski
Niepodległej 1018-1939. Jak widać lewicowi „antynacjonaliści" typu Turowicza i
Stommy nigdy nie potrafili się w pełni identyfikować z tamtą Polską sprzed 1939
r. o ileż silniej niż obecna wyrażającą prawdziwe aspiracje Polaków, ich
dążenie do samodzielnego decydowania o swych sprawach, bez różnych nieproszonych
doradców z zagranicy. (Przypomnijmy tu, że premier rządu RP Władysław Grabski
wyrzucił z Polski brytyjską misję gospodarczą, kierowaną przez wiceministra
finansów Younga, nie godząc się na jej ingerowanie w wewnętrzne gospodarcze
sprawy Polski.)
Przygarnięcie ateistów
Nader zdumiewa niezwykła wielkoduszność mieniącego się katolickim
„Tygodnika Powszechnego" wobec zajadłych przeciwników Kościoła typu filozofa
Jana Woleńskiego, wobec zażartych ateistów typu Stanisława Lema etc. W czasie
najbardziej nawet zajadłych ataków wrogów Kościoła w „Tygodniku Powszechnym"
pojawiały się teksty skrajnie minimalizujące zagrożenia dla religii i Kościoła,
a nawet zrzucające na obrońców Kościoła winę za to, że się jeszcze w ogóle
bronią. Jakże charakterystycznym przykładem takiego zamazywania ostrości
istniejących konfliktów i zagrożeń był sławetny tekst jednego z bardziej
znanych członków zespołu „Tygodnika Powszechnego" - ks. Jana Kracika, „Wrogowie
Kościoła", publikowany w „Tygodniku Powszechnym" z 30 lipca 1995 roku. W
artykule tym można było m.in. przeczytać przedziwne stwierdzenie: Zdecydowana
większość chrześcijan to zarazem - rak bardziej, raz mniej - przyjaciele i
wrogowie Kościoła. Bardziej mącącego sprawy twierdzenia nie można było w ogóle
wymyślić. Fakty mówią coś wręcz przeciwnego. Zdecydowana większość chrześcijan,
wszyscy prawdziwi chrześcijanie, nie udawacze, nie pozoranci, są zarazem
przyjaciółmi Kościoła. Wrogowie Kościoła zaś, których nie brakuje, wywodzą się
na ogół nie spośród chrześcijan, lecz różnych grup ateistycznych i masońskich.
Spośród byłych towarzyszy partyjnych (obecnych „czerwonych" i „różowych"),
którzy choć wyrzekli się dawnych form komunizmu, to jakoś nie wyrzekli się walki
z Kościołem i religią.
Wobec tych byłych towarzyszy „Tygodnik Powszechny" okazuje jednak niezwykłą
wprost wyrozumiałość, chciałby ich wprost przytulić, przygarnąć do serca (jakże
odmienne podejście w zestawieniu z niebywałą wrogością, jaką okazuje wobec
„Naszego Dziennika" i Radia Maryja). Przypomnijmy tu jakże znamienną reakcję
obecnego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego" ks. Adama Bonieckiego na
tekst ks. Wiesława Niewęgłowskiego, duszpasterza inteligencji, z Iutegol992 r.
Ksiądz Niewęgłowski z goryczą krytykował przejawy wrogości do Kościoła ze strony
różnych osób, rzekomo nawróconych z inteligencji, które w latach 80. nader
chętnie kryły się pod opiekuńcze skrzydła Kościoła. Ksiądz Boniecki natychmiast
znalazł usprawiedliwienie dla obłudnych koniunkturalistów, sugerując: Może to
my nie dorośliśmy do miary oczekiwań rozbudzonych w czasie próby (...). właśnie
zawiedziona miłość często przemienia się w agresję (ks. A. Boniecki, „List do
księdza Wiesława Niewęgłowskiego, „Tygodnik Powszechny", 8 marca 1992 r.). Dość
szczególny to był przejaw usprawiedliwiania ludzi takich jak A. Szczypiorski,
którzy niejednokrotnie w swym życiu popisali się „arcykoniunkturaymi"
zwrotami. W latach 1982-83 tacy właśnie ludzie najbardziej skwapliwie udawali
cudowne wprost „nawrócenia", aby potem po 1989 roku, czując się silnymi,
dokładać jak najmocniej swoim byłym opiekunom i protektorom. Tak jak Michnik,
który jeszcze w 1988 r. dedykował swą książkę „Kochanemu ks. Henrykowi
Jankowskiemu, memu przyjacielowi i Mentorowi, z pogańską pokorą", aby w połowie
lat 90. odwdzięczyć się ks. Jankowskiemu zainicjowaniem wielomiesięcznej
kampanii potępień przeciw niemu.
Innym przykładem skrajnego zamazywania pojęć i wyjątkowej „tolerancji"
„Tygodnika Powszechnego" wobec wrogów Kościoła był drukowany w „TP" z 14 marca
1993 roku tekst Jerzego Wertensteina-Żuławskiego o piosenkarce 0'Connor. Jak
wiadomo, piosenkarka Shinead CConnor, która publicznie podarła przed kamerą
fotografię Ojca Świętego, spotkała się z powszechnym bojkotem w skądinąd „ultraliberalnych"
Stanach Zjednoczonych. Nikt nie wystąpił w jej obronie. Organizatorzy koncertu
publicznie przeprosili widownię za nieodpowiedzialność piosenkarki. Izolowana
po swym grubiańskim występie „artystka" w końcu sama wybąkała słowa przeprosin
pod adresem Ojca Świętego. Tymczasem u nas w „katolickim" „Tygodniku
Powszechnym" znalazł się obrońca p. O'Connor, wspomniany Jerzy
Wertenstein-Żuławski. Napisał, że piosenkarka 0'Connor jest i tak moralnie
lepsza od rozwydrzonej Madonny. Pytanie - czy ma jakikolwiek sens ten typ
obrony, czy ma jakikolwiek sens takie stopniowanie zła? Tego typu wystąpienia
były, jak jeszcze o tym szerzej napiszę, niejednokrotnie elementem praktyki
pisarskiej „Tygodnika Powszechnego", skądinąd tak zajadłego w zwalczaniu
katolickich mediów: Radia Maryja i „Naszego Dziennika". Ileż to razy w
„Tygodniku Powszechnym" atakowano z grubej rury ludzi broniących wiary i
Kościoła, zarzucając im rzekome należenie do „Kościoła zamkniętego", triumfalizm
etc. Nic dziwnego, że takie zachowanie „Tygodnika Powszechnego" wywołało
jednoznaczne napomnienie ze strony Ojca Świętego Jana Pawła II w liście do
Jerzego Turowicza z 5 kwietnia 1995 roku. Ojciec Święty napisał wtedy m.in.:
Rok 1989 przyniósł w Polsce głębokie zmiany związane z upadkiem systemu
komunistycznego. Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym
atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a
także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich 'ostatnich odwiedzin
w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to,
czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się
oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze
strony Kościoła czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego
społeczeństwa. Pan daruje, jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów
odczuwało się jakoś także w „Tygodniku Powszechnym". W tym trudnym momencie
Kościół w „Tygodniku" nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego
miał poniekąd prawo oczekiwać: „nie czuł się dość miłowany" -jak kiedyś
powiedziałem (...).
Na tle cytowanych wyżej faktów można się tylko zdumiewać nad niebywałą
wyrozumiałością i wielkodusznością „katolickiego" „Tygodnika Powszechnego"
wobec wszelkiego typu ateistów, wolnomyślicieli, nawet zajadłych wrogów religii
i Kościoła. Skądinąd ogromnie przychylny dla „Tygodnika Powszechnego" Michał
Jagiełło stwierdził w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" z 11 maja 2002 r., mówiąc
o „Tygodniku Powszechnym": Często, na przykład, powtarza się, że ludzie
„Tygodnika" w zadziwiający sposób potrafili wyzwolić w sobie ogromne pokłady
tolerancji wobec niewierzących, błądzących, nawet wobec tych, którzy instalowali
stalinizm w Polsce, a potem przejrzeli na oczy, natomiast zachowywali przesadny
krytycyzm wobec narodowego nurtu w polskim katolicyzmie. Dodajmy przy tym, że
ten „przesadny krytycyzm" ludzie „Tygodnika Powszechnego" odnosili również do
największego symbolu polskiego patriotyzmu -Prymasa Tysiąclecia Stefana
kardynała Wyszyńskiego. Cóż, Turowicz i jego koledzy wyraźnie nie mogli strawić
wypowiadanych przez Prymasa Tysiąclecia tak ostrych słów przeciw antypolskim
szydercom, „manii obrzydzania polskich dziejów", fałszywym uogólnieniom o
„polskim antysemityzmie". Czy tak ostrego potępienia przez Prymasa Polski ataku
Stanisława Stommy na polskie powstania. Sympatyzując bezkrytycznie z czołowymi
działaczami opozycyjnej lewicy laickiej redaktorzy „Tygodnika Powszechnego"
wyraźnie nie mogli strawić tak ostrych słów Prymasa Stefana Wyszyńskiego na
temat KOR-u, wypowiedzianych w 1981 roku: W Polsce trzeba bronić spraw własnej
ojczyzny, a nie obcych zamówień.
Redaktorom „Tygodnika Powszechnego" wyraźnie nie odpowiadało nader ostre
stanowisko Prymasa Tysiąclecia wobec skrajnego krytykanctwa wobec tego, co się
dzieje w Kościele polskim, połączonego z zachłyśnięciem się wszelkimi
„nowinkami" z Kościołów w Europie Zachodniej, zachłyśnięcia, które po tylekroć
krytykował w swych „Dziennikach" Kisiel. Szczególnie jaskrawym przykładem
takiego krytykanctwa był sławetny tekst J. Turowicza „Kryzys w Kościele",
publikowany w „Tygodniku Powszechnym" w 1959 roku. Tekst ten niesamowicie
oburzył Prymasa Polski, który publicznie, z ambony, skarcił Turowicza, mówiąc,
że nie ma kryzysu w Kościele, jest tylko kryzys dziennikarza, który takie
artykuły publikuje w prasie katolickiej (por. rozmowę E. Koniecznej z J.
Turowiczem, „Zawsze najlepiej słychać krzykaczy", „Życie Warszawy" z 16 lipca
1996 r.). Nawet całe dziesięciolecia później Turowicz wybraniał swój tekst
twierdząc, że był kryzys w Kościele i cały problem polegał tylko na tym,.że:
Ksiądz prymas, który był człowiekiem konserwatywnym uważał, że nie ma kryzysu i
krytycznie odniósł się do mojego artykułu (tamże). Jeszcze w latach
dziewięćdziesiątych przy różnych okazjach ludzie z „Tygodnika Powszechnego"
wypowiadali się z przekąsem o Prymasie Tysiąclecia i jego niektórych poglądach i
działaniach. Na przykład Józefa Hennelowa ostro krytykowała w „Tygodniku
Powszechnym" z 28 czerwca 1998 roku apoteozujący sąd Ryszarda Reiffa o geniuszu
Prymasa podpisującego straszliwy w gruncie rzeczy tekst porozumienia z roku 1950
(...). W rzeczywistości zaś porozumienie to ułatwiło przetrwanie Kościołowi
katolickiemu w Polsce z nieporównanie mniejszymi stratami niż na przykład na
Węgrzech, gdzie nie najlepsza taktyka Prymasa Węgier Józsefa Mindszentyego
została wykorzystana przez władze do zmasowanych okrutnych represji wobec
hierarchii i wiernych. Sam naczelny „Tygodnika Powszechnego" Jerzy Turowicz
otwarcie krytykował nieżyjącego Prymasa Tysiąclecia (m.in. w programie II TV 14
maja 1994 roku) za promowanie „katolicyzmu ludowego" oraz niedostatecznie
gruntowną realizację uchwał II Soboru Watykańskiego i modernizację Kościoła w
Polsce (por. J.S. i W.W.S., „Temat tygodnia", „Myśl Polska" z 5 czerwca 1994
r.). Omawiający wystąpienie Turowicza redaktorzy „Myśli Polskiej" komentowali:
Obok potępienia ataku na zmarłego Prymasa, który był rzeczywistym przywódcą
narodu polskiego w szczególnie trudnym okresie, nasuwają się pytania, jakie były
intencje wystąpienia ]. Turowicza. Czy jest to dalszy krok do oddzielenia
Kościoła od narodu, jak czynił to wytrwałe „Tygodnik Powszechny" pod redakcją J.
Turowicza? (tamże).
Wyrozumiałość dla osłabiania wiary
W redakcji „Tygodnika Powszechnego" niejednokrotnie wyrażano skrajną
wręcz wyrozumiałość dla różnych przejawów podważania najistotniejszych nawet
zasad wiary katolickiej. Bardzo typowe pod tym względem było zachowanie się
redakcji „Tygodnika Powszechnego" po jednoznacznym potępieniu koncepcji jezuity
ojca Anthony de Mello przez Kongregację Nauki Wiary na czele z kardynałem
Josephem Ratzingerem. W głośnej „Notyfikacji odnośnie do pism ojca Anthony de
Mello SJ", opublikowanej w imieniu Kongregacji Nauki Wiary 24 czerwca 1998 roku
stwierdzano m.in.: (...) już w niektórych fragmentach tych pierwszych publikacji
(o. de Mello - J.R.N.), a w sposób nasilony w późniejszych pismach tego Autora,
zauważa się coraz bardziej niebezpieczne odchodzenie od podstawowych treści
wiary chrześcijańskiej. Objawienie dokonane w Chrystusie zastępuje on intuicją
Boga bez żadnej formy i możliwości wyobrażenia dochodząc do określenia Boga
jako ogólnej pustki (...).
W „Notyfikacji" Kongregacji Nauki Wiary zwracano uwagę na szkodliwą wymowę
innych sugestii o. de Mello, prowadzących do konkluzji typu jego sądów na temat
ksiąg świętych; „nie wyłączając Biblii": Księgi te przeszkadzają, aby ludzie
szli za własnym zdrowym rozsądkiem i czynią ich ograniczonymi i agresywnymi.
Religie, włącznie z chrześcijańską, są jedną z podstawowych przeszkód w odkryciu
prawdy. (...) Myśleć, że Bóg własnej religii jest jedynym, znaczy poddać się
fanatyzmowi. „Bóg", według Autora, powinien być widziany jako rzeczywistość
kosmiczna, nieokreślona i wszechobecna. Ignoruje się charakter osobowy Boga, a
praktycznie sie Go zaprzecza (...) Kongregacja Nauki Wiary, mając na celu troskę
o dobro wiernych, uznała za konieczne stwierdzić niniejszą Notyfikacją, że wyżej
przedstawione teorie nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do
poważnych szkód. W czasie audiencji udzielonej kardynałowi Prefektowi, Jego
Świętobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszą Notyfikację, uchwaloną na
zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary i nakazał jej opublikowanie (cyt. za
„Tygodnik Powszechny" z 6 września 1998 r.). W tym samym numerze „Tygodnika
Powszechnego", w którym opublikowano powyższą Notyfikację Kongregacji Nauki
Wiary, ukazał się artykuł Artura Sporniaka „Kłopoty z jezuickim guru", wyraźnie
ironizujący na temat niektórych polskich krytyków poglądów jezuity de Mello.
Sporniak nie ukrywał w końcowych konkluzjach swego tekstu, wyraźnie
pozbawionego krytycyzmu wobec de Mello, również opinii, że potępienie poglądów
de Mello utrudni próby religijnego zbliżenia Europy i Azji. Pisał: Na razie więc
próby religijnego zbliżenia Europy i Azji zdają się być nieudane (...) Kościół
i teologowie wciąż nie potrafią przetłumaczyć praw zawartych w dogmatach na
język filozofii i religii Azji, nie zniekształcając przy tym depozytu wiary.
Dopóki się to nie uda, Kongregacji Nauki Wiary nie pozostanie nic innego, jak
orzekać w coraz to nowych przypadkach „niezgodność z wiarą katolicką" i
ostrzegać wiernych przed „poważnymi szkodami" („Tygodnik Powszechny" z 6
września 1998 roku).
Jak już akcentowałem, zarówno kardynał Joseph Ratzinger w imieniu Kongregacji
Nauki Wiary, jak i zatwierdzający „Notyfikację" Ojciec Święty Jan Paweł II,
jednoznacznie uznali za „niebezpieczne" zawarte w pismach o. de Mello
„odchodzenie od podstawowych treści wiary chrześcijańskiej". Nie przeszkodziło
to redaktorom „Tygodnika Powszechnego" w odpowiednim takim doborze uczestników
publikowanej w tygodniku Turowicza debaty o poglądach de Mello, aby wyraźnie
przeważali w niej obrońcy poglądów tego jezuity (por. „Debata Tygodnika": sprawa
ojca de Mello, „Tygodnik Powszechny" z 13 września 1998 roku). Jeden z tych
obrońców - o. Stanisław Obirek stwierdził m.in.: tekst kardynała Ratzingera
stanowi wykładnię oficjalną, ale nie nieomylną (...) nie bałbym się kard.
Ratzingerowi powiedzieć, że w swoim rozwoju duchowym owocnie czerpię z de Mello.
Jeszcze radykalniejszy okazał się inny uczestnik „Debaty" w „Tygodniku
Powszechnym" - Bartłomiej Dobroczyński (znany skądinąd jako skrajny entuzjasta
J. Owsiaka). Wystąpił on z otwartym atakiem na „Notyfikację" Kongregacji Nauki
Wiary, stwierdzając: Odbieram to jako brak szacunku dla mojej wrażliwości
religijnej. Uznał atak kard. Ratzingera na O. de Mello za „groźne oskarżenie",
akcentując równocześnie: Obawiam się, że dokument watykański wzmocni postawy
reprezentowane np. przez rozgłośnię z Torunia. Inny dyskutant - O. Maciej
Bielawski stwierdził, podważając w ten sposób znaczenie „Notyfikacji"
Kongregacji Nauki Wiary, podpartej autorytetem samego Ojca Świętego: Moim
zdaniem watykańska wypowiedź ani nie zamyka dyskusji, ani jej nie otwiera. Tylko
jeden jedyny z czterech uczestników „Debaty" O. Jan Andrzej Kłoczowski wystąpił
ze stanowczą obroną stanowiska Kongregacji Nauki Wiary. Znamienne jest, że także
później redakcja „Tygodnika Powszechnego" opublikowała listy broniące de Mello
(por. listy Stanisławy Grabskiej i Jana Tarnowskiego, „Tygodnik Powszechny" z 27
września 1998 r.).
Najdalej posunęła się w swych osądach działaczka warszawskiego KiK-u Stanisława
Grabska, pisząc m.in. o de Mello: (...) trudno jest widzieć w jego książkach
sprzeczności z treścią chrześcijańskiej doktryny czy z dogmatami (...) Kardynał
Ratzinger z racji swej funkcji stróża doktryny musi się interesować głównie
wiarą, „w którą wierzymy". Ufam, że prędzej czy później zmieni on sąd o de Mello.
Grabska zacierała w ten sposób fakt, że sąd kard. Ratzingera nie był tylko jego
sądem, lecz osądem Kongregacji Nauki Wiary, popartym autorytetem samego Jana
Pawła II. Czyżby redakcja „Tygodnika Powszechnego" wątpiła w dogmat o
nieomylności papieża w sprawach wiary?
Liczne przykłady zajmowania się przez „Tygodnik Powszechny" stanowiska
kolidującego z dogmatami wiary zostały przytoczone w publikowanym pośmiertnie
ważnym tekście wybitnego katolickiego publicysty Józefa Mariana Święcickiego,
szczycącego się niegdyś między innymi przyjaźnią i zaufaniem kardynała Adama
Sapiehy (J.M. Święcicki: O „Tygodniku" memento, „Nasza Polska" z 6 października
1999 r.). Jak pisał Święcicki: Co gorsza, w jego numerach („Tygodnika
Powszechnego") pojawiają się wciąż artykuły wyraźnie kolidujące z katolicką
ortodoksją. Jeden z nich autorstwa ks. Wacława Hryniewicza, zdawał się
solidaryzować ze stanowiskiem synodu anglikańskiego, który zakwestionował
wieczność kar piekielnych jako rzekomo obarczających Boga zarzutem sadyzmu.
Spotkało się to z rewelacyjną, ale mocną repliką ks. Marka Starowieyskiego - ze
względu na to, że taki pogląd narusza dogmat. Zaraz potem ukazał się jednak w „TP"
artykuł ks. Piotrowskiego, traktujący wypowiedź Chrystusa o wieczności kar
piekielnych jako „metaforę" i powołujący się w tej kwestii na autorytet
Orygenesa, którego tezy zostały wszak potępione przez Kościół. Aż wierzyć się
nie chce, że istnieją u nas księża o takim „teologicznym" wykształceniu (...)
Bardzo też przykro wypadła w „Tygodniku Powszechnym" (ostatni numer z 1996 r.)
próba obrony Jacka Kuronia, zajmującego w sprawie aborcji analogiczne do
Kwaśniewskiego stanowisko (...) A czyż nie jest niepokojące, że w czasie, kiedy
coraz bardziej się upowszechnia model katolicyzmu dowolnie selektywnego,
przyjmującego jedne, a odrzucającego inne prawdy wiary, ks. Hryniewicz, pisząc w
„TP" (1997 r., nr 8) o „Wierze wzywanych do nawrócenia", wystąpił w obronie
księdza ze Sri Lanki ekskomunikowanego za uporczywe trwanie w herezji.
Krystyna Czuba wystąpiła kiedyś przeciwko próbom zostawiania otwartych furtek
dla eutanazji na łamach „Tygodnika Powszechnego". Pisała: Cywilizacja śmierci
wkrada się do wszelkich mediów. „Tygodnik Powszechny" (21 marca 1993 r.)
zamieścił artykuł Tadeusza Jagodzińskiego „Śmierć na życzenie?". W artykule
czytamy: „Postawy religijnej uznającej, że człowiekowi nie wolno niszczyć życia
darowanego przez Boga, nie da się pogodzić z tymi nurtami filozofii wolności i
autonomii jednostki, które zakładają prawo człowieka do nieskrępowanej swobody
decydowania o własnym losie. Jedyną płaszczyzną porozumienia może być tolerancja
oraz wzajemny szacunek przy równoczesnym dyplomatycznym założeniu, że obie
strony są zgodne co do tego, że się nie zgadzają. Błędem byłoby jednak
wyciągnięcie z tego wniosku o bezsensie dialogu na temat eutanazji". W
„Tygodniku Powszechnym" ukazują się często publikacje przedstawiające tzw.
pogranicze etyczne. Te granice etyczne zostały zatarte. Skutki tej filozofii dla
człowieka i narodu są przerażające.
Skrajnym przykładem wyjątkowej pobłażliwości „Tygodnika Powszechnego" dla
najbardziej nawet agresywnych odstępców od wiary katolickiej były dwa teksty
poświęcone postaci suspendowanego księdza Eugene Drewermanna w przedświątecznym
numerze „Tygodnika Powszechnego" z 20 grudnia 1992 roku. Suspendowany ksiądz
Eugene Drewermann znany jest z książek niezwykle napastliwych wobec Kościoła
katolickiego, z niezwykłą gorliwością dążących do zniszczenia struktur Kościoła
instytucjonalnego. Jego publikacje pełne są fanatycznych wręcz uprzedzeń i
uproszczeń, zawierające wiele stwierdzeń całkowicie rozmijających się z prawdą.
Tym bardziej zdumiewające było więc poświęcenie takiej to postaci aż dwóch
bardzo obszernych materiałów: artykułu księdza Dariusza Oko „Sprawa Drewermanna",
czyli Luter dwudziestego wieku" i „Drewermann ma głos. Z (suspendowanym)
księdzem dr Eugenem Drewermannem rozmawia Wojciech Pięciak". Zdumiewał aż tak
przesadny ton tekstu ks. Oko, już w tytule niezwykle wyolbrzymiającego pozyq'ę
Drewermanna jako rzekomego „Lutra XX wieku". Trudno byłoby też pogodzić się z
końcową konkluzją tekstu ks. Oko: Spotkanie z Drewermannem może obudzić Kościół
i teologię z dogmatycznej drzemki (...). Co jak co, ale pełne zacietrzewienia i
agresywności teksty Drewermanna trudno traktować jako bodziec do rzeczywiście
poważnej dyskusji.
Zrozumiałe, że Drewermann jest chętnie nagłaśniany w czasopismach niezbyt
przychylnie nastawionych do Kościoła, od postkomunistycznego „Wprost" do
postkomunistycznej „Polityki". Trudno zrozumieć, po co jest jego tak przesadne
nagłaśnianie w mieniącym się katolickim tygodniku. Stąd nie zaskoczył mnie ton
ostrego wystąpienia krytycznego wobec tego nagłośnienia, wyrażony przez
redaktora naczelnego „Ateneum Kapłańskiego" ks. Jerzego Bagrowicza w artykule
pt. „Czy należy pisać o Drewermannie?", publikowanym w „Tygodniku Powszechnym"
z 17 stycznia 1993 r. Ks. Bagrowski pisał m.in.: Tytuł artykułu ks. Oko (...)
jasno określa stanowisko zarówno autora, jak i redakcji: widzi się w
Drewermannie zjawisko dla naszego czasu znaczące. „Trudno udawać, że go nie ma"
- napisano w redakcyjnym wprowadzeniu. Na takie „uhonorowanie" suspendowanego
księdza i tak szeroką prezentację jego poglądów ostro zareagował red. Marek
Skwarnicki w bożonarodzeniowym numerze „Tygodnika" (...) Podzielam wątpliwości
red. Skwarnickiego co do sensowności zamieszczenia wywiadu z Drewermannem,
przeprowadzonego przez red. Pięciaka (...) To Drewermann panuje nad rozmową,
prowadzi ją w zamierzonym przez siebie kierunku, widząc okazję upowszechnienia
swego posłannictwa także przez poważny polski tygodnik (...) Sposób, w jaki red.
Pięciak usiłuje zaczepiać Drewermanna, przypomina raczej nieśmiałe pytania w
rodzaju: „I co jeszcze masz do objawienia, nasz drogi mistrzu?". Zadziwiał taki
właśnie styl prowadzenia wywiadu w tygodniku „katolickim" z człowiekiem będącym
zdecydowanym wrogiem Kościoła instytucjonalnego, traktującego Biblię jako
„zespół symboli i mitów zbliżonych do innych kultur". Onieśmielenie i
ugrzecznienie redaktora „Tygodnika Powszechnego" zamiast próby przyparcia
przeciwnika Kościoła do muru, wskazania na uproszczenia i sprzeczności jego
wywodów.
Dyskusja" z pomocą obelg i epitetów
Takiego to autora, pełnego uprzedzeń wobec Kościoła katolickiego,
jego wyraźnego przeciwnika, postanowił wykorzystać „katolicki" „Tygodnik
Powszechny" w ataku na Radio Maryja i „Nasz Dziennik". 22 września „Tygodnik
Powszechny" zamieścił jako główną pozycję numeru, ciągnący się od pierwszej
kolumny ogromniasty wywiad z Woleńskim (przeprowadzili go Krzysztof Burnetko i
Michał Nawrocki). Wywiad pt. „Głupota nie zna standardów" pełen jest obelg pod
adresem „Naszego Dziennika" i Radia Maryja, rzucanych najwyraźniej za aprobatą
redaktorów „Tygodnika Powszechnego". W jednym z pytań zadanych Woleńskiemu
dziennikarze zaatakowali rzekome tezy szowinistyczne, zamieszczane przez „Nasz
Dziennik" czy w Radiu Maryja głupstwa w najbardziej potocznym sensie docierające
z aprobatą, a nawet czynną pomocą wielu hierarchów kościelnych do paru milionów
Polaków. Stwierdzenia te, uwłaczające nie tylko Radiu Maryja czy „Naszemu
Dziennikowi", ale również wielu hierarchom kościelnym, publikowane były w
„Tygodniku Powszechnym" bez choćby cienia krytycznego komentarza czy polemiki ze
strony jego redaktorów. Najwyraźniej cieszyli się, że wreszcie znaleźli
„odpowiedniego" sojusznika w ataku na nielubiane przez nich katolickie media.
Woleński ciągle powtarzał pod adresem Radia Maryja i „Naszego Dziennika" epitety
w stylu „głupota", „polityczne szaleństwo", ku zadowoleniu jego rozmówców z
„Tygodnika Powszechnego".
Dodajmy, że wszystkie szczodrze rzucane przez Woleńskiego obelgi były oparte na
gołosłownych pomówieniach i nie miały żadnego oparcia w realnych faktach. Cóż
można bowiem powiedzieć na przykład o stwierdzeniu Woleńskiego: Można lubić
Żydów albo też nie, ale sposób, w jaki „Nasz Dziennik" i Radio Maryja prezentują
konflikt izraelsko-palestyński czy problem jedwabnego jest rozpowszechnianiem
niechęci narodowościowej czy nawet nienawiści. Woleński nie dostrzegł, jak
widać, że duża część mediów Polski i Europy Zachodniej w ostatnich miesiącach
bardzo ostro piętnowała Izrael i jego premiera Ariela Szarona właśnie za ich
zajadłą nienawiść do Palestyńczyków, za tyle przykładów stosowania wobec nich
okrutnego, nieludzkiego terroru. Woleński nie zauważył, że nawet z kręgów
izraelskich wywodzą się publikacje porównujące do metod hitlerowców z SS fakty
strzelania przez żołnierzy izraelskich do palestyńskich karetek pogotowia jak
do kaczek. Może warto by kiedyś wyliczyć, jak wiele rezolucji ONZ i Rady
Bezpieczeństwa zostało całkowicie zlekceważone i podeptane przez rząd izraelski
(tak jak potępiająca Izrael za akcję w Ramallah najnowsza rezolucja Rady
Bezpieczeństwa).