
| I. U źródeł „nowej cenzury" II. Zakazane filmy Blokowanie filmu o magdalenkowym oszustwie Blokowanie filmu o obaleniu rządu Olszewskiego Blokowanie filmów o zbrodniach komunistycznych „Niebezpieczny" film o upartym antykomuniście Blokowanie filmu o awarii w Czarnobylu Blokowanie prawdy o Jaruzelskim Blokowanie filmu o AK-owskim dowódcy „Niebezpieczna" prawda o antyżydowskiej prowokacji kieleckiej „Niebezpieczny" film o Herbercie Zatrzymany film o Amwayu „Zsyłki" filmów na późne godziny nocne Likwidowane programy telewizyjne III. Książki na indeksie Blokowanie antykomunistycznych publikacji emigracyjnych Niechciane książki o stosunkach polsko-żydowskich |
IV. Co przemilczają media Wyklęci przez środowiskową cenzurę v. Poprawność polityczna w Polsce i na Zachodzie Szaleństwo „poprawności politycznej" Rozwydrzony feminizm Atak na rodzinę Biblia „poprawiona" przez „politycznie poprawnych" „Politycznie poprawny" atak na chrześcijaństwo Szekspir na cenzurowanym „Poprawnościowa nowomowa" Degeneracja prawa w aurze „politycznej poprawności" VI. „Modelowy" zbiór poprawnościowych tabu (paszkwil Kowalskiego iTulli) Nowa Czarna księga cenzury Tematyka żydowska jako główne tabu Piętnowanie rzekomej germanofobii Przeciw przypominaniu polskiej martyrologii Wobec Unii Europejskiej i polskich „elit" Czego jeszcze zakazaliby nowi cenzorzy? VII. Bój o „Antyk" |
Już sto lat temu ostrzegano: Powiadają, że trzeba bać się człowieka, który przeczytał tylko jedną książkę, lecz cóż on znaczy w porównaniu z człowiekiem, który czyta tylko jeden dziennik. Te słowa francuskiego socjologa Gabriela de Tarde przypomniał przed kilku lat były przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Maciej Iłowiecki w pełnym alarmu tekście na temat sytuacji w Polsce. Sytuacji, gdy większość Polaków nic nie czyta, a „wyłącznie i tylko" ogląda telewizję, z niej czerpiąc wyłącznie wiedzę o otaczającej ich rzeczywistości. W takiej sytuacji to media (telewizja) rządzą Polakami, są faktycznie pierwszą władzą w Polsce. Media wciąż kontrolowane przez jedną postkomunistyczną opcję. Komuniści dobrze wiedzieli przy „okrągłym stole" w 1989 r., z czego mogą popuścić, a co muszą bezwarunkowo zatrzymać. Już wtedy szczerze zwierzali się, że mogą zrezygnować z ZOMO, ale za nic nie zrezygnują z prymatu w telewizji. I zadbali konsekwentnie o ten prymat. Nawet po ich strasznej klęsce wyborczej w czerwcu 1989 r. pomógł im w utrzymaniu dominacji w telewizji pierwszy rzekomo „nasz" prezes TVP Andrzej Drawicz (w „Gazecie Polskiej" kiedyś określany jako były TV - tajny współpracownik). Drawicz konsekwentnie zapobiegł znacznym zmianom na niekorzyść komunistów w telewizji, nawet usunięciu osób najbardziej skompromitowanych w stanie wojennym. Nazwano go za to w OKP ironicznie „szambelanem", utrzymującym w telewizji stare komunistyczne „szambo". Później przyszli do władz telewizji kolejni odpowiedni luminarze, w tym najdłużej w niej „trzymający władzę" prezesi z komunistycznymi rodowodami. Najpierw Janusz Zaorski, syn byłego PRL-owskiego wiceministra kultury, potem Robert Kwiatkowski, syn płk. Stanisława Kwiatkowskiego, „wsławionego" w dobie jaruzelszczyzny nadzorem sondaży skrajnie upiększających sytuację władzy i pomniejszających znaczenie opozycji.
„Nowa cenzura" w zdominowanych przez postkomunistów mediach, od radia i telewizji po przeważającą część tytułów prasowych i w wydawnictwach książkowych dążyła do blokowania prawdy o magdalenkowym oszustwie i sile wpływów komunistyczno-ubeckich, jakie pozostały dominującymi w różnych sferach życia dalej po utworzeniu rzekomego „naszego rządu" T. Mazowieckiego. „Nowi cenzorzy" chcieli także w maksymalnym stopniu zablokować rozliczanie komunistycznych zbrodni. Te ich wysiłki miała skutecznie wspierać zapożyczona z lewicowych i liberalnych kręgów Zachodu filozofia „politycznej poprawności". Filozofia oparta na głoszeniu potrzeby otwartości innych, na „wszystkie typu ludzkie i ideologie", uważaniu, by nie urażać innych, maksymalnej tolerancji dla „myślących inaczej". W myśl tego typu zasad następowało rozmywanie pojęć dobra i zła, prawdy i nieprawdy, zamazywanie różnych kryteriów ocen. A to wszystko
było szczególnie na rękę tym wszystkim, którzy byli umaczani w zbrodniach upadłego systemu komunistycznego. Stąd takie poparcie dla idei „poprawności politycznej" w polskich środowiskach postkomunistycznych. Szybko okazało się, że koncepcje „poprawności politycznej", prowadzące do wielkiej narodowej amnezji o niedawno minionych czasach pasowały jak ulał również do liberalno-lewicowych sojuszników komunistów z „warszawki" i „krakówka", na czele ze środowiskami „Gazety Wyborczej", „Więzi" i „Tygodnika Powszechnego". Wielu z nich było aż nadto upapranych w kompromitujących związkach z systemu komunistycznym i to nawet w jego najgorszej stalinowskiej postaci (od Mazowieckiego po Szymborską). By odwrócić uwagę od tych niemiłych zaszłości rzucano hasła tropienia rzekomego „antysemityzmu", „nacjonalizmu" czy rzekomej groźby państwa wyznaniowego. Podziały wokół tych spraw uznano za najdogodniejsze dla lewicy komunistycznej i liberalnej, ułatwiające jej wspólny sojusz.
Chciałbym w tym tomiku, choć w części, pokazać drastyczne rozmiary cenzury w okresie po 1989 r., szczególnie mocno eksponując przykłady jej działania w odniesieniu do telewizji na szkodę wielu milionów telewidzów, pozbawionych w ten sposób dostępu do prawdy o niedawnej historii Polski i jej aktualnych problemach. Chciałbym też zwrócić szczególnie wiele uwagi na niebezpieczeństwa samej filozofii „poprawności politycznej", wskazując zarówno na jej dzisiejsze funkcjonowanie w polskim życiu kulturalnym, jak i potencjalnego dalszego nasilenia w różnych dziedzinach na wzór patologicznych wręcz sytuacji w niektórych krajach Zachodu. Ze względów objętościowych jestem zmuszony pominąć różne przykłady „nowej cenzury" po 1989 r., o których szerzej pisałem w innych książkach lub czasopismach (na czele z tak niebezpiecznymi i tak systematycznymi skoordynowanymi atakami na Radio Maryja). Pomijam również różne przykłady ataków „nowych cenzorów" na podręczniki Andrzeja Leszka Szcześniaka (pisałem o nich szerzej w rozdziale Bój o podręczniki w książce Spory o historię i współczesność) CPf szerzej znanych ataków na książki różnych patriotycznych autorów, w tym i moje, w ostatnich latach, próby doprowadzenia do zamknięcia " „Naszej Polski" i „Myśli Polskiej" etc. etc. Za to tym szerzej podjąłem niepokojące „cenzorskie" wydarzenia ostatnich miesięcy, takie jak skoordynowanie działania dla likwidacji patriotycznej księgarni „Antyk" czy opublikowanie „modelowego" wręcz wzoru tropienia wszystkiego, co tylko się nie podoba „poprawnościowych" autorów - książki S. Kowalskiego i M. Tulli Zamiast procesu.
„Zsyłki" filmów na późne godziny nocne
O stosowanej w TVP cichej cenzurze, znający telewizję od podszewki przewodniczący Rady Programowej TVP SA Robert Tekieli. W wywiadzie pt. Zawoalowana cenzura z 8 lipca 1998 roku Tekieli powiedział m.in., że cenzura istnieje w telewizji: w subtelnej i zawoalowanej formie (...) jest to cenzura bardzo skuteczna. Chociaż zachowywane są pozory obiektywizmu. Programy istotne dla kultury narodu są emitowane w godzinach nocnych. I tak np. emitowanie filmu o Mackiewiczu po godzinie 24.00 jest właściwie równoznaczne z odebraniem młodym ludziom możliwości jego obejrzenia. Choć formalnie pojawia się on na antenie (...) puszcza się filmy po północy i bez prasowych zapowiedzi.
Nie ma co ukrywać: postkomunistom w dużej mierze udało się pozbawienie Polaków historii, zabicie narodowej pamięci. Jeśli tak wielka część narodu, bo aż 46 procent według sondaży z marca 2003 roku nie uważa Stalina za ludobójcę. Jeśli tylko 49 procent Polaków, a więc mniej niż połowa słyszała cokolwiek o ludobójczych masakrach ponad 100 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Likwidowane programy telewizyjne
Powtarzającą się praktyką po 1989 roku stało się doprowadzenie do likwidowania programów niewygodnych dla dysydentów telewizyjnych, bądź ich wpływowych mocodawców. I tak na przykład w grudniu 1991 roku decyzją szefów telewizji: prezesa Zaorskiego i wiceprezesa Markiewicza usunięto program Dziennikarze ujawniają, zrealizowany przez kierowniczkę działu publicystyki I programu TVP Małgorzatę Bocheńską.
Jednym z najbardziej spektakularnych przypadków działania „nowej cenzury" w telewizji było usunięcie (1996 r.) popularnego programu Puls Dnia wyłącznie z przyczyn politycznych. Kierownictwo TVP, związanemu z rządzącą wówczas lewicową koalicją SLD-PSL, przeszkadzała bardzo żywa, krytyczna publicystyka Pulsu Dnia, a przede wszystkim stosowany tam ostry, krytyczny styl rozmowy z najbardziej nawet wpływowymi politykami, w większości z rządzącej koalicji. Likwidacja Pulsu Dnia spowodowała podanie się do dymisji na znak protestu dyrektora I programu TVP Tomasza Siemoniaka oraz szefów kilku redakcji. Puls Dnia zastąpiono nowym politycznie programem W centrum uwagi, mającym dużo mniej przebojową obsadę dziennikarską i stąd od początku dużo mniej popularnym. Podczas gdy Puls Dnia cieszył się 8-15-procentową oglądalnością, W centrum uwagi dysponował o ok. połowę mniejszą publicznością. Na ocenzurowaniu najwięcej utracił I program TVP, bo dużą część widzów jego publicystyki przejęły inne stacje.
Do programów, które napotykały na trudności ze strony decydentów (większość została zlikwidowana), należały też m.in.: cykl Dekomunizacja po polsku Szczepana Żaryna, programy: Kultura duchowa narodu, Przywracanie pamięci, Opinie, Rewizja nadzwyczajna, Refleks, Rodzina rodzinie. Szczególnie jaskrawym przykładem cenzorskich ograniczeń stosowanych w telewizji wobec programów niewygodnych dla decydentów były zawiłe losy najpopularniejszego przez lata programu telewizyjnego Sprawa dla reportera Elżbiety Jaworowicz, niejednokrotnie podejmującego sprawy różnych afer gospodarczych, wyprzedaży polskich przedsiębiorstw, spraw, które obawiano się poruszać w innych mediach. E. Jaworowicz była niejednokrotnie obiektem różnych form nagonki (szczególnie napastliwej w „Gazecie Wyborczej"). Nieraz przez dłuższy czas blokowano możliwość ukazania się kolejnego programu; uniemożliwiano również wystąpienia w obronie programu Jaworowicz w prasie. Typowym przykładem było nieumieszczenie w „Rzeczpospolitej" listu-protestu zredagowanego 22 lipca 1992 r. przez ponad 60 osób z Ruchu Naprawy i Rozwoju, oburzonych tendencyjnym
Zdominowana przez lewicowe lobby prasa stosuje metodę konsekwentnych przemilczeń informacji niewygodnych dla wspieranych przez nią decydentów. Dobitnie widać to na przykładzie głośnych afer gospodarczych (alkoholowa, FOZZ, rubli transferowych, PET-Gate), hamowania ich rozliczenia. Podobnie blokowane lub tuszowane są sprawy zbrodni z czasów PRL; bezkrytyczne teksty w duchu nowej „propagandy sukcesu" o rozwoju polskiej gospodarki w ramach planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza szły na ogół w parze z niedopuszczaniem krytyki realizowanych w Polsce rozwiązań w ocenach ekonomistów zagranicznych czy polonijnych. W najbardziej wpływowych mediach konsekwentnie blokowano druk publikacji krytykujących wprowadzenie systemu powiatów (np. artykuły prof. W. Kieżuna), pokazujących wiele niekorzystnych dla Polski rozwiązań w negocjacjach z Unią Europejską itp. Bardzo często blokuje się ukazanie prawdy o nieuczciwym stosunku Niemiec do Polski. Odwracaniu uwagi od prawdziwej sytuacji Polski, pełnej zagrożeń (np. na tle wykupu polskiego przemysłu i banków przez zagraniczne spółki), służy forsowanie tematów zastępczych w postaci ataków na Kościół katolicki i rzekomą groźbę państwa wyznaniowego, zagrożenia nacjonalizmem i antysemityzmem.
Wyrafinowane metody „nowej cenzury" widoczne są m.in. w tworzeniu negatywnego obrazu „inaczej myślących" polityków czy dziennikarzy tak, aby w myśl systemu „poprawności politycznej" nie wypadało ich nagłaśniać w radiu i telewizji czy prasie. Ten typ manipulacji szerzej przedstawił bp Lepa w książce Świat manipulacji, pisząc o manipulacji za pośrednictwem cliche (franc. Frazę, komunał), co „deformuje obraz osoby (albo instytucji), przedstawiając ją jedynie w kategorii negatywnej i przesłaniając jednocześnie jej cechy pozytywne". Omawiając różne przykłady najbardziej rozległych manipulacji po 1989 r. bp Lepa pisał: Wielką manipulacją w tym czasie była (i jest nadal) próba narzucenia społeczeństwu mitu o antysemityzmie Polaków oraz mitu o totalnej klerykalizacji Polski, zmierzającej do utworzenia państwa wyznaniowego.
Jednym z elementów sprzyjających wprowadzaniu cichej cenzury w mediach jest opanowanie dużej części rynku prasowego przez firmy zagraniczne. O skutkach tego można było się przekonać przy okazji opublikowania w „Dzienniku Bałtyckim" (oraz w „Życiu") artykułu o domniemanych kontaktach prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego z agentem rosyjskiego wywiadu. A. Ałganowwem. Niemiecki właściciel „Dziennika Bałtyckiego" Franz Hirreiter przeprosił Kwaśniewskiego z powodu publikacji, w których osoba prezydenta RP „stała się ofiarą" domysłów, nie podejmując żadnych starań w celu wyjaśnienia pełnej prawdy. Dotychczasowy redaktor naczelny dziennika (były redaktor „Tygodnika Gdańskiego") Andrzej Liberadzki musiał odejść ze stanowiska. Cała sprawa dowiodła, że zagranicznym właścicielom polskich gazet i czasopism, dążącym do powiększania swego zysku w żadnym razie nie zależy na podejmowaniu ważnych, ale kontrowersyjnych spraw polskich.