g
|
Książki Grossa na tle fali antypolonizmu Kiedy obudzą się patriotyczni polscy Żydzi? Żydowska „hańba domowa" Wygramy tę bitwę Czego nie zauważyli krytycy Grossa Część I Kłamstwa o historii Polski i stosunkach polsko-żydowskich przed 1945 r. Gross o stosunkach polsko-żydowskich przed 1939 rokiem Kłamstwo 1. O stuleciach polskiej „wrogości" do Żydów Kłamstwo 2. O Polakach „winnych" za żydowską ksenofobię Kłamstwo 3. O Bogdanie Chmielnickim jako „patronie" polskich „żydożerców" Kłamstwo 4. O „ksenofobicznej" niechęci chłopów do Żydów Kłamstwo 5. O grożącej Żydom „złej" szlachcie Kłamstwo 6. O tych, co „musieli" korumpować szlachtę Kłamstwo 7. O „antyżydowskiej" rabacji Kłamstwo 8. O „krwiożerczości" i „antysemityzmie" wsi w XX w. Kłamstwo 9. O dławiących inne nacje polskich „nacjonałach" Kłamstwo 10. O „szczęściu" emancypacji w ZSRR Kłamstwo 11. O „przyjacielskim" likwidowaniu konkurencji Kłamstwo 12. O tym jak w handlu dominowały „krasnoludki" Kłamstwo 13. O tym jak „majoryzowano" Żydów Kłamstwo 14. O Polsce jako „krainie pogromów" Kłamstwo 15. O „powszechnej" niechęci między Polakami a Żydami
Zrzucanie
na Polaków winy za samoizolację Żydów I. Kalumnie Grossa przeciw Kościołowi Kłamstwo 16. O „krwiożerczym, czarnym" duchowieństwie Kłamstwo 17. O biskupie, który przyjął „haracz" Kłamstwo 18. O „niedobrym" „księdzu-endeku" Kłamstwo 19. O innych „złych" duchownych II. Jak żydowscy sąsiedzi tępili katolików Gubelman (Jarosławski) — „morderca zza biurka" Niszczenie polskich kościołów i klasztorów Grabież mienia kościelnego Walka z religią w szkołach Fałsze i przemilczenia o żydowskiej kolaboracji na Kresach Mimikra Grossa Kłamstwo 20. O tym, że Żydzi „nie kolaborowali" z Sowietami Kłamstwo 21.0 tym, że bramy triumfalne wystawiano ze strachu Kłamstwo 22. O tym, że nie było prosowieckich żydowskich tłumów Kłamstwo 23. O niewielkiej grupie Żydów fetujących przyjście Sowietów Kłamstwo 24. O „przyjacielskim" zachowaniu armii sowieckiej w 1939 r. Kłamstwo 25. O „zagadkowości" intencji sowieckich we wrześniu 1939 r. Kłamstwo 26. Zafałszowanie wymowy raportu J. Karskiego Kłamstwo 27. Zafałszowanie wymowy raportu gen. S. Roweckiego-„Grota" Kłamstwo 28. O „znikomej" roli Żydów w „czerwonej" milicji Kłamstwo 29. O tym, że Żydzi nie byli uprzywilejowani Kłamstwo 30. O tym, że Żydzi „nie dominowali" w sowieckiej administracji na Kresach Kłamstwo 31.0 „zrujnowaniu Żydów" pod okupacją sowiecką Kłamstwo 32. O „równości" narodów pod Sowietami Kłamstwo 33. O tym, że Żydzi nie pomagali w deportacjach Kłamstwo 34. O rzekomym masowym oporze Żydów wobec Sowietów Kłamstwo 35. Manipulowanie danymi o składzie rad deputowanych Niemiecki historyk o „absurdach" Grossa I. Co przemilcza Gross? — antypolska dywersja Mordowanie Polaków na kresach Masakry więźniów. Daniłki, Świsłocz, Tomaszówka Czy będą rozliczone zbrodnie na Polakach? Sąsiedzkie donosy Polacy i Żydzi w okresie okupacji niemieckiej I. Losy polskie i żydowskie w czasie okupacji niemieckiej Kłamstwo 36. O „wolności" Polaków w Generalnej Guberni Kłamstwo 37. O „korzyściach finansowych" działaczy konspiracji Kłamstwo 38. O „antysemityzmie" „znakomitej większości" Polaków. Kłamstwo 39. O „udziale" Polaków w zagładzie Żydów Kłamstwo 40. O tym, że Żydom pomagała tylko „drobna garstka" Polaków Kłamstwo 41. Zafałszowanie wymowy książki „Ten jest z ojczyzny mojej" Kłamstwo 42. O „antysemityzmie" polskiej prasy podziemnej w czasie wojny Kłamstwo 43. O „antysemityzmie" polskiej prasy podziemnej w czasie powstania w getcie warszawskim Kłamstwo 44. Jak Gross zmienił niemieckich żandarmów w polskich Kłamstwo 45. Zafałszowanie wymowy książki Z. Klukowskiego Kłamstwo 46. O tym, że Polacy prześladowali Żydów jak Amerykanie Murzynów. Kłamstwo 47. O Polsce „godnej" Niemiec Hitlera i Francji Vichy Kłamstwo 48. O „masowej kolaboracji" Polaków z Wehrmachtem.. Kłamstwo 49. Pomniejszanie polskiej martyrologii Kłamstwo 50. O niewielkiej ilości Niemców w Polsce w czasie wojny Kłamstwo 51. Zafałszowanie wymowy książki S. Datnera Kłamstwo 52. O „niewykorzystanych" przez Polaków szansach powie dzenia „Nie" gestapo Kłamstwo 53. O wymordowaniu Żydów przez oddział powstańczy Kłamstwo 54. „Zapomnienie" o roli Judenratów i żydowskiej policji. II. Żydowska „hańba domowa" |
I Część II Kłamstwa o historii Jedwabnego w czasie wojny Żydowscy sąsiedzi a Polacy w czasie okupacji sowieckiej Żydowski szowinizm ocen Grossa Kłamstwo 55. O braku w Instytucie Hoovera relacji na temat Żydów-kolaborantów Kłamstwo 56. Zafałszowanie wymowy książki M. Gnatowskiego Kłamstwo 57. O braku opisów fetowania wojsk sowieckich Kłamstwo 58. O braku Żydów-donosicieli w Jedwabnem Kłamstwo 59. Zafałszowanie wymowy tekstu o Uroczysku Kobielnym Kłamstwo 60. Zdeformowanie obrazu polskiej konspiracji Fałszywi świadkowie Grossa Bezkrytyczna akceptacja selektywnie dobranych relacji żydowskich Kłamstwo 61. Nagłośnienie kłamliwej relacji Wasersztajna Kłamstwo 62. Wyeksponowanie oszukańczej relacji Finkelsztajna. Kłamstwo 63. Nagłośnienie oszukańczej relacji samochwała Neumarka Kłamstwo 64. Przemilczenie faktu zdezawuowania przez sąd w 1949 r. trzech żydowskich świadków oskarżenia Kłamstwo 65. Żyd-złodziej „świadkiem" polskiego „rabunku" Kłamstwo 66. Wybielanie niemieckiego żandarma Bardonia Kłamstwo 67. Nagłośnienie antykatolickiego oszczercy Avigdora Kochava Kłamstwo 68. Ordynarne zafałszowanie przebiegu procesu z 1949 r. Kłamstwo 69. Przemilczenie ustaleń prokuratora Monkiewicza Kłamstwo 70. Przemilczenie „niewygodnej" części zeznań A. Wyrzykowskiego Kłamstwo 71. Pominięcie ważnego świadectwa żydowskiego na temat roli Niemców w Jedwabnem Akta z 1947 roku Niedopuszczalne pominięcie przez Grossa kwerendy w archiwach niemieckich Dokumenty odnalezione w archiwach niemieckich w 2001 r Ślady użycia broni palnej w czasie mordu Inne fałszerstwa i zniekształcenia Kłamstwo 72. O tym, że Żydów w Jedwabnem wymordowało społeczeństwo Kłamstwo 73. Przemilczenie treści werdyktu z 1949 r. i apelacji z 1950 r. Kłamstwo 74. O zeznaniach wymuszonych w dobie stalinizmu
Kłamstwo
75. Zafałszowanie obrazu roli Czesława Laudańskiego Kłamstwo 77. O mordowaniu Żydów przez Polaków „w rozlicznych miejscowościach" Kłamstwo 78. Zawyżenie liczby Żydów w Jedwabnem w 1941 r Kłamstwo 79. O „władzach miejskich" w Jedwabnem Kłamstwo 80. Plotka o rzekomej umowie z Niemcami Kłamstwo 81. Plotka o niemieckim filmie Kłamstwo 82. Insynuacja na temat lokalnych pogromów na kresach. Kłamstwo 83. Żonglerka liczbą Żydów uratowanych w Jedwabnem. Inne zniekształcenia i nieścisłości Manipulacje w filmie A. Arnold Sprawa Jedwabnego na tle kolejnych fal antypolonizmu Część III Fałsze o stosunkach polsko—żydowskich po wojnie Stosunki polsko-żydowskie po 1944 r. Kłamstwo 84. Negowanie szczególnego uprzywilejowania martyrologii Żydów. Kłamstwo 85. O rzekomym braku żydowskiej skłonności do wybielania Niemców Kłamstwo 86. Negowanie Żydów-komunistów w tworzeniu stalinizmu w Polsce Kłamstwo 87. Antydatowanie antyżydowskiej kampanii Stalina w Europie Środkowej Kłamstwo 88. O strachu jako rzekomej „dominancie żydowskiego losu" w Polsce pod rządami Bermana i Minca Kłamstwo 89. O roli Żydów w bezpiece jako drobiażdżku, „bez znaczenia" Kłamstwo 90. O „antysemitach" w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego Kłamstwo 91.0 „antysemityzmie" polskich robotników Kłamstwo 92. O charakterze strajków robotniczych Kłamstwo 93. O Polakach jako „grabieżcach" mienia Niemcówi Żydów Kłamstwo 94. Przemilczenie roli komunistycznych prowokacji Kłamstwo 95. O tym jak zmuszono Żydów do ucieczki „w zrujnowaną Europą" Kłamstwo 96. Rasistowska brednia o „czystej etnicznie jak łza" dzisiejszej Polsce Kłamstwo 97. Pomówienie o „antysemityzm" współczesnej polskiej historiografii Kłamstwo 98. O rzekomym braku w Polsce opracowań losów Żydów w czasie okupacji Kłamstwo 99. O braku w Polsce porządnych monografii dziejów gett. Kłamstwo 100. O wynikach ankiety z 1993 r. na temat stosunku do Żydów |
Jerzy Robert Nowak
Parokrotnie
już cytowałem w Niedzieli wypowiedzi żydowskiego przyjaciela Polaków - prof.
Normana G. Finkelsztajna z USA, ostrzegające nas przed roszczeniami i
szantażem paru wielkich organizacji żydowskich. Prof. Finkelsztajn stwierdził,
że organizacje te chcą wymusić na biednej Polsce ok. 60 mld dolarów spłat
tytułem odszkodowań za mienie żydowskie. Aby spotęgować naciski na Polskę w
tej sprawie, od kilku lat coraz bardziej nasila się w świecie zjadliwą
propagandę antypolską, próbując przedstawić Polaków jako rzekomych wspólników
niemieckich nazistów w mordowaniu Żydów. W tej propagandzie szczególnie dużą
rolę odgrywają tendencyjne polakożercze teksty socjologa żydowskiego z USA
Jana Tomasza Grossa, zwłaszcza dwie ostatnie jego książki: Upiorna dekada i
Sąsiedzi (Gross, b. uczestnik wydarzeń marcowych 1968 r., wyemigrował z Polski
w 1969 r.). Wbrew twierdzeniom J. T. Grossa, który zarzucił mi na łamach
Tygodnika Powszechnego z 6 lutego 2001 r., że jako pierwszy skrytykowałem go
za dawanie przez jego teksty uzasadnień do materialnych roszczeń żydowskich
wobec Polski, zrobiono to już znacznie wcześniej przede mną. I to piórem
znakomitego polskiego naukowca z USA - prof. Iwo Cypriana Pogonowskiego, który
świetnie zna cele i manipulacje J. T. Grossa i innych żydowskich anty-Polaków.
A przy tym trudno go oskarżyć o jakąkolwiek antyżydowskość w sytuacji, gdy
jego obszerna, świetnie udokumentowana książka Jews in Poland (Żydzi w
Polsce), dwa wydania w 1993 i w 1998 r., ukazała się z entuzjastycznym wstępem
słynnego żydowskiego sowietologa z USA, prof. Richarda Pipesa.
Prof. Pogonowski dokładnie obnażył intencje J. T. Grossa w świetnym tekście o
jego książce Upiorna dekada 1939-1948, publikowanym na łamach krakowskich
Arcanów (nr 5 z 1998 r.). Już wtedy, w 1998 r., prof. Pogonowski wskazywał, że
celem Grossa "jest stwarzanie mitów o udziale narodu polskiego w zagładzie
Żydów. Łatwiej jest ściągać odszkodowanie od winnych niż od współofiar (...).
Propaganda Grossa pomaga skrajnym ugrupowaniom żydowskim w ich próbach
wymuszania od rządu polskiego haraczu za zbrodnie dokonane w Polsce przez
Niemców, Sowietów i zwykłych kryminalistów".
W pracach swych Gross snuje skrajnie oszczercze uogólnienia na temat Polski i
Polaków. Opierając się na mało wiarygodnej relacji Szmula Wassersztajna,
oskarża Polaków o rzekome "ludobójstwo" na Żydach w Jedwabnem, całkowicie
pomijając lub krańcowo pomniejszając dominującą rolę odegraną w tym mordzie
przez Niemców. Twierdzi np., że w czasie mordu w Jedwabnem było jakoby tylko 8
żandarmów niemieckich, przemilczając podane przez badającego wcześniej tę
sprawę prokuratora W. Monkiewicza dane, iż w Jadwabnem było 232 niemieckich
żandarmów. Niebagatelna różnica! Gross przedstawia skrajnie zafałszowany i
zdeformowany obraz dziejów Żydów w Polsce jako historię ich ciągłych cierpień
z rąk "antysemickich" Polaków, od których mogli się rzekomo ratować tylko
obfitymi haraczami płaconymi Polakom, by uniknąć "pogromów". Nie wyjaśnia
tylko, dlaczego akurat tę "antysemicką" Polskę nazwano " rajem dla Żydów" (paradisus
Judeorum) w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej z XVIII wieku, dlaczego właśnie
w tej "antysemickiej" Polsce w XIX wieku przebywało cztery piąte Żydów świata
(wg Normana Daviesa)? Gross pisze o "podstawowym temacie, jakim jest udział
etnicznie polskiej ludności w zagładzie polskich Żydów" (Sąsiedzi, s. 95), o
tym jakoby " podczas okupacji hitlerowskiej znakomita większość polskiego
społeczeństwa odczuwała brak sympatii do Żydów" (Upiorna..., op. cit., s.
41-42). Szczególnie ciężkimi winami za siłę polskiego "antysemityzmu" obciążył
Gross polskie duchowieństwo, cytując przeciwko niemu najgorsze, najbrudniejsze
oszczerstwa w rodzaju z lubością cytowanych przez niego słów skrajnie
tendencyjnej relacji Menachema Finkelsztajna, głoszącej, że: "Polscy mordercy
(...) pędzeni są przez zwierzęcy instynkt, a krwią i rabunkiem uczeni i
wychowani w przeciągu dziesiątków lat przez czarne duchowieństwo, które na
gruncie nienawiści rasowej budowali swoją egzystencję" (Sąsiedzi, s. 46,
stylistyka z książki Grossa).
Gross rozpętał oszczerczą nagonkę przeciwko Polsce i Polakom i trudno się temu
zbytnio dziwić, znając antypolski klimat panujący w niektórych środowiskach
Żydów amerykańskich. Dziwić się można tylko tym żyjącym w Polsce osobom ze
środowisk intelektualnych, które z werwą podjęły wszystkie oskarżenia Grossa
przeciw Polakom, nie bacząc na to, iż nie zostały one zweryfikowane przez
badaczy historii, ani nie czekając na wyniki śledztwa prokuratury w tej
sprawie. Co najlepsze, wśród osób tego rodzaju znaleźli się autorzy nie mający
większego pojęcia o historii Polski w drugiej wojnie światowej typu pisarza
science fiction Stanisława Lema, filolożki Marii Janion, socjologa Jacka
Kurczewskiego itp. Jakże słusznie pisał Maciej Łętowski w Tygodniku
Solidarność z 9 lutego 2001 r. na temat tych, którzy natychmiast poparli
bezkrytycznie Grossa, wzywając Polaków do pokajania się za domniemane
zbrodnie: "budzi we mnie opór zachowanie 'narodowych biczowników', którzy przy
każdej okazji biją się przed kamerami w piersi w sposób tak wylewny, że
zaczynam się niepokoić o stan ich umysłów (...). Oby nie trzeba było zarzucić
niektórym naszym ziomkom, że budują przedsiębiorstwo: Pokuta".
Niech śledztwo dokładnie wykaże, kto popełnił zbrodnię w Jedwabnem i
zbrodniarzy publicznie potępi, bez względu na ich narodowość. Niedopuszczalne
jednak są stosowane przez Grossa skrajne uogólnienia na temat całego narodu
polskiego, idące w parze z ciągłym zafałszowywaniem wymowy cytowanych przez
niego materiałów.
W rozpoczynanej dziś na łamach Niedzieli serii artykułów pt. 100 kłamstw J. T.
Grossa pragnę udowodnić na konkretnych przykładach, że masochistyczni
"narodowi biczownicy" po prostu się zbłaźnili, bezkrytycznie wielbiąc Grossa -
autora, który dopuszcza się rozlicznych cynicznych manipulacji i oszustw
intelektualnych. Pokażę, że Gross wielokrotnie bezwstydnie kłamał w swych
tekstach, zafałszowywał obraz całych okresów historii, przeinaczał i
zafałszowywał wymowę książek, które cytował. Bardzo źle świadczy o ludziach
aspirujących do bycia członkami intelektualnej elity, że nie poznali się na
jego matactwach. To, że przez swe lenistwo umysłowe nie zwrócili uwagi na
otwarte zafałszowywanie przez Grossa wymowy nawet tak znanych książek, jak Ten
jest z ojczyzny mojej W. Bartoszewskiego i Z. Lewinówny. Począwszy od
prezentowanego tu tekstu, będę przedstawiał czytelnikom punkt po punkcie
kolejne kłamstwa J. T. Grossa.
1. Kłamstwo o wolności Polaków w Generalnej Guberni
Mało kto wie,
że już w 1981 r. zdemaskował niektóre kłamstwa Grossa sam Stefan Korboński,
niegdyś jeden z przywódców Polskiego Państwa Podziemnego (b. Delegat Rządu na
Kraj i podziemny wicepremier). W artykule publikowanym na łamach paryskich
Zeszytów Historycznych (nr 58, s. 176-184) Korboński ostro napiętnował
antypolskie przekłamania Grossa w wydanej przez niego w 1979 r. książce Polish
Society under German Occupation. Gross pisał swą książkę dla mało wiedzących o
Polsce Anglosasów. Bez skrupułów więc "obdarzył" ich nonsensami, których na
pewno nie ośmieliłby się napisać w książce dla polskich czytelników. Już wtedy
zaznaczyła się jego maniera eksponowania ponad wszystko znaczenia martyrologii
Żydów i równoczesnego maksymalnego pomniejszania polskiej martyrologii i
polskiego heroizmu. Temu celowi służyło wmawianie anglosaskim czytelnikom, że
działalność konspiracji polskiej doby wojny jakoby wcale nie była szczególnie
ryzykowna, wręcz przeciwnie, podejmowano ją w warunkach zdumiewającej swobody
działań. Korboński wyśmiał w swoim tekście niezwykle kompromitującą Grossa
brednię (ze s. 240 jego książki), jakoby: "Tak, paradoksalnie Polacy cieszyli
się większą wolnością w okresie 1939-1944 niż w ciągu całego stulecia...
Sądzę, iż można słusznie przyjąć, że rozmnożenie się organizacji podziemnych i
obfitość konspiracyjnych inicjatyw należy zawdzięczać w znacznej mierze
istnieniu w Generalnej Guberni w czasie wojny swobody politycznej. Trudno
przypuścić, by podziemne organizacje mogły powstać i istnieć w takiej liczbie,
gdyby było inaczej".
Innymi słowy, według Grossa, wielkość Polskiego Państwa Podziemnego i polskiej
konspiracji nie była żadną wielką polską zasługą. Byliśmy bowiem tak bardzo
wolni w czasie niemieckiej okupacji! Rzeczywiście, Polacy mieli wtedy dzięki
Niemcom wręcz niebywałe rozmiary wolności w jednym względzie - wolności
umierania: na stryczku, od katowskiego topora, od kul, z zagipsowanymi ustami,
z wyczerpania w obozach koncentracyjnych...
Zapytajmy, jak człowiek, który pisał takie jak Gross brednie, może być
uznawany za wiarygodnego autora w sprawach polskich?
O kolejnych kłamstwach Grossa - w następnej Niedzieli.
Pod
prąd
100
kłamstw J. T. Grossa (2)
Jerzy Robert Nowak
Gross idzie dosłownie na całość w przedstawianiu Polaków jako narodu krwiożerczego i fanatycznego, wrogiego Żydom od zawsze. Konsekwentnie fałszuje obraz losów Żydów od czasów dawniejszych po okres powojenny.
2. Zafałszowanie obrazu losu Żydów w dawnej Polsce
Można by
długo wyliczać uczciwych autorów żydowskich, którzy wychwalali rolę Polski
jako kraju, który był przez stulecia symbolem wyjątkowej tolerancji i
schronienia dla Żydów. Słynny żydowski myśliciel, rabin krakowski Mojżesz
Isserless pisał w XVI wieku: "Jeśliby Bóg nie dał nam tego kraju (tj. Polski -
J. R. N.) na schronienie, los Izraela byłby nie do zniesienia". Współczesny
historyk żydowski Barrett Litvinoff ocenił w monumentalnej pracy: The Burning
Bush (Londyn 1988), że "przypuszczalnie Polska ocaliła Żydów od całkowitego
wyniszczenia". W prezentowanym przez Grossa obrazie stosunków między Polakami
a Żydami nie znajdziemy jednak nigdzie stwierdzenia na temat wyjątkowego
znaczenia Polski jako schronienia dla Żydów, wręcz przeciwnie. Z książki
Sąsiedzi (wyd. 2000 r., s. 83) dowiadujemy się np., jakoby w Polsce "od czasów
Chmielnickiego - które w żydowskiej zmitologizowanej pamięci zakodowane są
słowem Khurban, katastrofa, jako wzbudzający trwogę pierwowzór Shoah -
gotowość do zniszczenia tego, co obce, a w pierwszej kolejności Żydów, nie
tylko przetrwała na polskiej wsi, ale coraz to była manifestowana w
paroksyzmach gwałtu".
Chmielnicki dokonywał rzeczywiście rzezi Żydów, ale jako przywódca powstania
Kozaków i ukraińskiego chłopstwa, wyrzynając wraz z Żydami polską szlachtę.
Pisać o jego rzeziach w kontekście polskiego chłopstwa i snuć uogólnienia na
temat powtarzających się odtąd wciąż na polskiej ziemi "paroksyzmach gwałtu"
może tylko zupełny nieuk i ignorant (a tak nie jest w przypadku Grossa) lub
świadomy cyniczny szalbierz.
3. Oskarżanie Polaków o udział w zagładzie Żydów
W Sąsiadach (op. cit., s. 94-95) Gross uznaje za wyraz ogromnych braków historiografii polskiej to, że dotąd nie ma w niej prac na " podstawowy temat, jakim jest udział etnicznie polskiej ludności w zagładzie polskich Żydów". We wcześniejszej książce (Upiorna dekada, wyd. 1998, s. 117) Gross pisał: "Polacy (...) jakże często, na różne sposoby, uczestniczyli w procesie Zagłady". Zdumiony jestem, że te oszczercze kalumnie Grossa, godne najobrzydliwszych polakożerców, nie spotkały się dotąd z żadnymi stanowczymi replikami znaczących osobistości polskiego życia publicznego, świadków doby wojny. Przypomnijmy tu, że nawet Jerzy Kosiński, autor osławionego Malowanego ptaka, zdobył się pod koniec życia na zaakcentowanie potrzeby przeciwstawienia się "takim zjawiskom, jak podły stereotyp Polaka-antysemity, kolaborującego z hitlerowcami i odpowiedzialnego za holocaust. Kiedy to słyszę, przychodzą mi na myśl najlepsze czasy Goebbelsa". (W wywiadzie dla Przeglądu Tygodniowego, nr 15 z 1988 r.) Grossowi - oszczercy warto przypomnieć również stwierdzenie prezesa Stowarzyszenia Kombatantów Żydowskich Arnolda Mostowicza: "Żaden naród nie złożył na ołtarzu pomocy Żydom takiej hekatomby ofiar jak Polacy, bowiem w wielu krajach okupowanych pomoc ta nie niosła ze sobą takiego ryzyka" (cyt. za AC, Warszawscy Sprawiedliwi, Życie: Życie Stolicy z 25 lutego 1998).
4. Oszczerstwo o "drobnej garstce" Polaków, która pomagała Żydom
Kalumniom o udziale Polaków w zagładzie Żydów towarzyszą u Grossa oszczerstwa krańcowo pomniejszające rozmiary polskiej pomocy Żydom. Według Grossa: "Żydom pomagała jedynie drobna garstka" Polaków (Upiorna dekada, s. 36), a Polacy "w zasadzie nie byli gotowi pomagać Żydom" (tamże, s. 41). Przypomnijmy więc w tym kontekście choćby ocenę Marka Edelmana: "Niech pan sobie wyobrazi, że 12 tysięcy Żydów przeżyło w Warszawie do Powstania Warszawskiego... żeby 12 tysięcy Żydów przeżyło, musiało w to być zaangażowane co najmniej 100 tysięcy osób. Warszawa liczyła wtedy 700 tysięcy, więc co siódmy Polak był zaangażowany. To bardzo duży procent (...). Myślę, że drugiego takiego miasta w Europie nie ma. Zwłaszcza, że tutaj były najostrzejsze kary" (cyt. za rozmową z M. Edelmanem, publikowaną w Tygodniku Powszechnym z 18 kwietnia 1993 r.). Żydowska autorka Klara Mirska, która emigrowała z Polski po wydarzeniach marcowych 1968 r., pisała w wydanej w Paryżu w 1980 r. książce W cieniu wielkiego strachu: "Zebrałam wiele zeznań o Polakach, którzy uratowali Żydów i nieraz myślę: Polacy są dziwni. Potrafią być zapalczywi i niesprawiedliwi. Ale nie wiem, czy w jakimkolwiek innym narodzie znalazłoby się tylu romantyków, tylu ludzi szlachetnych, tylu ludzi bez skazy, tylu aniołów, którzy by z takim poświęceniem, z takim lekceważeniem własnego życia tak ratowali obcych". Uratowana przez Polaków Żydówka Janka Altman pisała do Marka Arczyńskiego o Polakach, którzy narażali życie dla ratowania Żydów w czasie wojny: " Nie wiem, czy my, Żydzi, wobec tragedii innego narodu, zdolni bylibyśmy do takiego poświęcenia" (cyt. za: M. Arczyński i W. Balcerak: Kryptonim " Żegota". Z dziejów pomocy Żydom w Polsce 1939-1945, Warszawa 1983, s. 364).
5. Zafałszowanie wymowy książki: "Ten jest z ojczyzny mojej"
Szkalowaniu
Polaków jako narodu, przedstawianiu ich w jak najczarniejszych barwach służą u
Grossa
również skrajne hucpiarskie zafałszowywania wymowy treści cytowanych przez
niego książek. Na s. 48 Upiornej dekady (op. cit.) Gross twierdzi, że "lektura
książki Bartoszewskiego i Lewinówny Ten jest z ojczyzny mojej nie pozwala mieć
wątpliwości, jaka jest odpowiedź na pytanie, skąd pochodziło 'wszechobecne
zagrożenie dla ukrywającego się Żyda'". Według Grossa, była nim "generalnie
odczuwana wrogość w stosunku do Żydów". Na dowód Gross przytacza krótki urywek
z wydania wspomnianej książki w 1969 r., ilustrujący antyżydowskie zachowanie
trzech wiejskich chłopców. Przypomnijmy więc, że książka Bartoszewskiego i
Lewinówny na 1034 stronach tekstu wypełniona jest setkami przykładów
ilustrujących, jak wielu Polaków pomagało Żydom i narażało swoje życie w
czasie tej pomocy. Dosłownie w kilku krótkich fragmentach tekstu czytamy o
przejawach zachowań antyżydowskich. Nie przeszkadza to Grossowi, nawet
opierając się na takiej właśnie książce, bezczelnie kłamać o "generalnie
odczuwanej wrogości do Żydów".
6. Fałsze o "antysemityzmie" polskiej prasy
W Upiornej
dekadzie (op. cit., s. 44) Gross pisze, iż: "W bardzo ważnej książce Wojna
niemiecko-żydowska (Aneks 1989) Paweł Szapiro przytacza pełny zestaw tekstów
na temat powstania w gettcie warszawskim. Jak widać z tego zbioru,
antysemityzm był regułą wyrażaną w opinii publicznej polskiego społeczeństwa,
od której oczywiście należy odnotować ważne, bardzo szlachetne i wpływowe
odstępstwa (...)". Podziwiać można tylko tupet, z jakim Gross deformuje wymowę
książki P. Szapiro, historyka związanego z Żydowskim Instytutem Historycznym w
Warszawie. Otóż wybór Szapiro przekonywająco pokazuje, że ogromna część
polskiej prasy konspiracyjnej sympatyzowała z walką Żydów w gettcie, a
rzadkimi odstępstwami od tej reguły były właśnie teksty antyżydowskie.
Dodajmy, że Ludwik Landau, słynny żydowski autor Kroniki lat wojny i okupacji
(por. wyd. z 1962 r., t. 2, grudzień 1942 - czerwiec 1943 r., s. 377)
odnotował w jedenastym dniu walk w gettcie - 30 kwietnia 1943 r., iż: "Walka
ta spotkała się wszędzie z uznaniem, obudziła współczucie, nawet w mało
dostępnych dla niego w stosunku do Żydów środowiskach, zwłaszcza wobec
jednoznacznego stanowiska całej tajnej prasy".
O kolejnych kłamstwach J. T. Grossa w następnym numerze.
Pod
prąd
100
kłamstw J. T. Grossa (3)
Jerzy Robert Nowak
7. Przemilczenie wyników śledztwa prokuratora W. Monkiewicza
W swych próbach obciążenia Polaków wyłączną odpowiedzialnością za mord na Żydach w Jedwabnem Gross oparł się głównie na mało wiarygodnej (publikowanej w dwóch odmiennych wersjach) relacji Szmula Wasersztajna. Prof. Tomasz Strzembosz ujawnił w Głosie z 3 marca, że Wasersztajn był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa, występującym jako śledczy w stopniu porucznika. Wasersztajn całkowicie zminimalizował rolę niemieckich żandarmów w Jedwabnem, pisząc że było ich tam zaledwie ośmiu. Gross, powołując się na Wasersztajna, równocześnie ani słowem nie wspomniał w swej książce o przytaczanych jeszcze w 1989 r. ustaleniach śledztwa na temat mordu w Jedwabnem przez badającego całą sprawę prokuratora Waldemara Monkiewicza. Podawał on, że decydującą rolę w masakrze Żydów w Jedwabnem odegrali nie Polacy, a żandarmi niemieccy w liczbie 232 (a nie 8, jak głosi Gross). Świadome zatajenie przez Grossa w Sąsiadach ustaleń prokuratora Monkiewicza było krytykowane przeze mnie już w maju 2000 r., a później krytykował to m.in. prof. Tomasz Szarota.
8. Uogólnienia kształtujące skrajnie czarny obraz Kościoła katolickiego
Obciążając
Polaków wyłączną winą za mord na Żydach w Jedwabnem i negując zbrodniczą rolę
Niemców w tym względzie, Gross całkowicie pomija również i takie motywy
niechęci do Żydów, jak ich wsparcie władz sowieckich w sowietyzacji i
depolonizacji Kresów w latach 1939-41 (pisałem o tym bardzo szeroko w wydanej
w 1999 r. książce Przemilczane zbrodnie). Jedynymi czynnikami, które miały
stać się w Jedwabnem inspiracją do mordu, były - według Grossa - "dziki"
antysemicki, chrześcijański fanatyzm Polaków i ich chęć grabieży. W książce
Grossa Sąsiedzi upowszechnia się kalumnie o Biskupie łomżyńskim i dwóch innych
polskich duchownych oraz skrajne uogólnienia o stosunku Kościoła katolickiego
w Polsce do Żydów. Na s. 45-46 Sąsiadów Gross tak tłumaczy inspirację do rzezi
w Jedwabnem: "(...) rozpoczęła się propaganda wychodząca z polskich sfer
oddziaływająca na tłum, że przyszedł już czas, aby ostatecznie rozliczyć się z
tymi, którzy ukrzyżowali Jezusa Chrystusa, z tymi, którzy używali krew na macę
i którzy są przyczyną złego na świecie - Żydami (...). Ziarno nienawiści padło
na dobrze użyźnioną ziemię, która była dobrze przygotowana w przeciągu długich
lat przez duchowieństwo. Dziki i krwiożerczy tłum przyjął to jako święte
wezwanie misji, którą historia na nich nałożyła - zlikwidować Żydów (...). Kto
ich zabił? Polscy mordercy, brudne ręce ze świata podziemnego, ludzi ślepych,
którzy pędzeni są przez zwierzęcy instynkt za krwią i rabunkiem uczeni i
wychowani w przeciągu dziesiątków lat przez czarne duchowieństwo, które na
gruncie nienawiści rasowej budowali swoją egzystencję". (Za pokraczną
stylistykę odpowiadają wyłącznie Gross i wydawnictwo jego książki). Wcześniej
(na s. 28) Gross pisał o "regularnie powtar zających się momentach zagrożeń -
do których należała Wielkanoc, kiedy księża ewokowali w kazaniach obraz Żyda
Bogobójcy".
Lansując tego typu zniekształcające, "czarne uogólnienia" o Kościele
katolickim w Polsce, które już w kwietniu mają dotrzeć do czytelników w USA i
w Niemczech, Gross świadomie pomija jakąkolwiek informację o ludziach
Kościoła, która odbiegałaby od jego tendencyjnych tez. Nikt z czytelników jego
książki w świecie nie dowie się, że Kościół katolicki w Polsce miał m.in.
takich hierarchów, jak bp Antoni Sotkiewicz, który zasłynął zdecydowanym
przeciwstawieniem się inspirowanym przez władze carskie próbom upowszechnienia
antyżydowskich nastrojów w Warszawie po zapoczątkowaniu w Rosji pogromów w
1881 r. (m.in. nakazał wywiesić we wszystkich kościołach listy pasterskie
potępiające próby podburzania przeciw Żydom). Jak polski biskup Wilna Edward
von Ropp, którego interwencja skutecznie zapobiegła w 1905 r. popieranym przez
władze carskie próbom wywołania pogromu Żydów. Jak biskup tarnowski Franciszek
Lisowski, który w 1931 r. skutecznie położył kres atakom na sklepy żydowskie
we Lwowie (pisze o tym francuski historyk E. Tollet w Historii Żydów w
Polsce). Jak Prymas Polski, kardynał August Hlond, który w 1936 r.
zdecydowanie potępił i importowaną z zagranicy nienawiść do Żydów, i
stosowanie wobec nich przemocy.
9. Świadome przemilczenie roli bikupa T. Kubiny
Gross, trzeba
to przyznać, jest ogromnie konsekwentny w malowaniu czarnego obrazu Kościoła
katolickiego. W Upiornej dekadzie poświęca ponad półtorej strony (s. 107-108)
na malowanie czarnego obrazu losu Żydów w Częstochowie w latach 1945-46,
tamtejszej groźbie pogromu. Ani słowem nie wspomina jednak o najistotniejszej
rzeczy w całej sprawie - tj. o interwencji bp. Teodora Kubiny, która
zapobiegła temu pogromowi. A świadectwa co do tego są jednoznacznie zgodne. W
opracowanej przez Stanisława Meduckiego książce Antyżydowskie wydarzenia
kieleckie 4 lipca 1946 r. (Kielce 1994, t. 2, s. 115) czytamy m.in. tekst
Powiatowego Urzędu Informacji w Kielcach z 29 sierpnia 1946 r., mówiący m.in.:
"Po wypadkach kieleckich sytuacja w terenie była strasznie naprężona, a nawet
groźna. (...) Następnie wydano odezwy podpisane przez Biskupa Kubinę diecezji
częstochowskiej, które uspokoiły opinię".10. Oszczerstwo przeciwko biskupowi
S. Łukomskiemu
Gross rzuca w Sąsiadach (s. 49) ohydną kalumnię przeciw biskupowi łomżyńskiemu
Stanisławowi Łukomskiemu, oskarżając go o to, że wziął od delegacji żydowskiej
z Jedwabnego srebrne lichtarze, a mimo to nie zapobiegł pogromowi Żydów w
Jedwabnem. Według Grossa: " Przywódcy społeczności żydowskiej wysłali
delegację do biskupa w Łomży, która zawiozła ze sobą piękne srebrne lichtarze,
z prośbą, aby zapewnił im opiekę, interweniował u Niemców i nie pozwolił na
pogrom w Jedwabnem". I rzeczywiście, "biskup przez jakiś czas dotrzymał słowa.
Ale Żydzi zbytnią wiarę pokładali w jego zapewnieniach i nie chcieli słuchać
ostrzeżeń od życzliwych im sąsiadów Polaków". Pomówieniu temu przeczą
jednoznaczne fakty. Biskup przez dłuższy czas był nieobecny w Łomży, ukrywając
się przed okupantami sowieckimi, głównie w Tykocinie i Kuleszach Kościelnych.
Jak sam wspomina, w VII zeszycie swoich Wspomnień, powrócił do Łomży dopiero 9
lipca, a więc zaledwie na dzień przed mordem jedwabieńskich Żydów. Stąd celne
zapytanie redaktorów KAI: B. Łozińskiego i A. Petrowej-Wasilewicz, w
obalającym zafałszowania Grossa tekście z 26 lutego 2001 r.: "Powstaje
pytanie, w jaki sposób delegacja, która miała wręczyć srebrne lichtarze
biskupowi, dowiedziała się, że będzie on w Łomży? Mord na Żydach w Jedwabnem
wydarzył się 10 lipca, biskup Łukomski prowadził najpierw pisemne pertraktacje
z niemieckim dowództwem, nim wrócił do stolicy swojej diecezji. Czy
pertraktacje te były aż tak jawne, że wszyscy w okolicy wiedzieli, że oto
wrócił po wygnaniu biskup łomżyński? Stawia to bowiem pod znakiem zapytania
prawdziwość całej relacji. Biskup Łukomski wspomina bowiem, że wydzielone
mieszkanie w pałacu zajął dopiero w sierpniu i od tego miesiąca zaczął stale
urzędować (...), jak wytłumaczyć wspomnienia świadka, który twierdzi, że
'biskup łomżyński przez jakiś czas dotrzymał słowa'? Pogrom w Jedwabnem
wydarzył się nazajutrz, najdłużej dwa dni po powrocie bp. Łukomskiego do
Łomży, jeśli przyjąć za prawdziwy zapis z kroniki panien benedyktynek" (one
podają datę powrotu bp. Łukomskiego - 8 lipca - J.R.N.).
Autorzy tekstu KAI przypominają również, że: "W swych wspomnieniach bp
Łukomski pisze także o zagładzie Żydów. Nie są to zapiski człowieka
obojętnego, a osoby patrzącej z przerażeniem na bestialstwo hitlerowców. O
postawie bp. Łukomskiego wobec eksterminacji Żydów mogą świadczyć relacje
księży żyjących w tamtym okresie w diecezji, np. ks. Kazimierz Łupiński
wspomina, że wśród księży było przekazywane ustne zalecenie bp. Łukomskiego,
aby odmawiać rozgrzeszenia Polakom, którzy brali udział w mordowaniu Żydów
przez Niemców". Przypomnijmy również informacje nt. bp. Łukomskiego, zawarte w
jego biogramie opracowanym przez ks. prof. Zygmunta Zielińskiego do Polskiego
Słownika Biograficznego (t. 18, s. 560). Ks. prof. Zieliński pisał tam m.in.
że biskup Łukomski: "Interweniował też u władz hitlerowskich przeciwko gwałtom
stosowanym wobec ludności polskiej i żydowskiej. W czasie odwrotu wojsk
niemieckich udaremnił wysadzenie katedry łomżyńskiej w powietrze".
Pod
prąd
100
kłamstw J. T. Grossa (4)
Jerzy Robert Nowak
Aby przyczernić obraz Polaków - dla Grossa wszystkie chwyty są dobre. Podobnie jak dla wybielania najbardziej niegodnych postaw części Żydów. Oto kilka typowych przykładów.
11. Jak Gross zmienił niemieckich żandarmów w polskich
Wspominany już przeze mnie w pierwszym odcinku cyklu znakomity naukowiec polski z USA - prof. Iwo Cyprian Pogonowski zdemaskował w krakowskich Arcanach (nr 5 z 1998 r.) świadome zafałszowanie przez Grossa tekstu dr. Z. Klukowskiego z jego Dziennika lat okupacji. Klukowski pisał tam o zbrodniach dokonanych na Żydach przez niemieckich żandarmów, "naszych" (tzn. mieszkających w Szczebrzeszynie) i obcych, którzy przybyli z innych miast, aby mordować Żydów. W Upiornej dekadzie Gross, cytując Klukowskiego, opuścił cudzysłów przy słowie "nasi", tak żeby wyszło, że to nasi - polscy żandarmi mordowali Żydów. Jak pisał prof. Pogonowski: "W czasie okupacji polskich żandarmów nie było. Przez usunięcie cudzysłowu Gross fałszuje tekst i sugeruje, że morderstwa dokonali Polacy. Jest to wymowny komentarz do wiarygodności jego książki".
12. Fałsz Grossa nt. bram triumfalnych
Aby obalić
godzący w Żydów zarzut wystawiania bram triumfalnych dla Sowietów,
potwierdzony w setkach relacji, Gross dał tu dość szczególną interpretację
tego faktu. W Upiornej dekadzie (s. 66) twierdzi, że bramy triumfalne były
"najczęściej stawiane ze strachu". Dziwne tylko, że ten strach przed Sowietami
żadnej innej nacji na Kresach nie skłaniał do aż takiej nagminnej gorliwości w
budowie bram triumfalnych. Na dodatek wszyscy świadkowie wydarzeń, zarówno
polscy i ukraińscy, jak i żydowscy, nigdzie nie odnotowali tego rzekomego
strachu Żydów wystawiających bramy triumfalne, wręcz przeciwnie -
piszą o ich niekłamanym entuzjazmie. Żydowski autor książki o Żydach Shtetla
Ben-Cion Pinchuk pisze o jednomyślności żydowskich relacji prosowieckich. Inny
żydowski autor Nachum Alpert wspomina: " Żydzi Słonimia witali Armię Czerwoną
z radością i ulgą, jakby wyczuwając, że oznaczać to będzie koniec polskiego
antysemityzmu". Inny żydowski autor Shalom Cholavsky w swej monografii dziejów
Żydów Białorusi w czasie drugiej wojny światowej pisał: "Ludność żydowska
Zachodniej Ukrainy przyjęła Armię Czerwoną z wielką radością. Ta spontaniczna
reakcja objęła niemal wszystkie grupy tej ludności".
13. Fałsz Grossa w sprawie żydowskich tłumów witających wojska sowieckie
Próbując
osłabić oparte na faktach przekonanie, że we wrześniu 1939 r. miało miejsce
entuzjastyczne witanie wojsk sowieckich przez tłumy Żydów, Gross sugeruje w
Upiornej dekadzie (s. 66-67), iż takie postrzeganie było oparte na
nieścisłych, iluzorycznych przesłankach. Żydów na ulicach wówczas widziano tak
wielu... głównie z powodu ich trudności mieszkaniowych. W większych miastach
na Kresach w tym czasie bowiem podwoiła się liczba Żydów (o uchodźców z
terenów okupowanych przez Niemców). Stąd, jak pisze Gross: "Było ich zatem
bardzo dużo. Nie mieli gdzie mieszkać, co też poniekąd przesądza o tym, kto
ile czasu spędza na ulicy".
Istnieje aż nadto świadectw dowodzących, że witające Sowietów tłumy Żydów
składały się na ogół nie z przypadkowo pętających się bez celu po ulicach z
braku mieszkań uchodźców, lecz z ogromnych rzesz skomunizowanej biedoty
żydowskiej. Znakomity matematyk żydowskiego pochodzenia Hugo Steinhaus z
goryczą pisał o postawie "olbrzymiej masy" biedoty żydowskiej, "która wyległa
na spotkanie bolszewików ustrojona w kokardy i gwiazdy czerwone". Żydowski
historyk Dov Levin przytaczał m.in. relację Gershona Adiva z Wilna, który
pisał o tłumie fetujących sowiecką armię, iż: "Trudno było znaleźć jednego
goja w tym tłumie".
14. Fałsz o niewielkiej grupie Żydów autentycznie szczęśliwych z powodu wejścia Sowietów
Gross pisze w Upiornej dekadzie (s. 68), że "wśród entuzjastów, którzy radośnie witali żołnierzy bolszewickich, byli też i sympatycy komunizmu, ale przecież wśród tzw. szerokich mas małomiasteczkowych Żydów z Galicji było ich bardzo niewielu. Niemniej nawet kilka osób autentycznie szczęśliwych musiało się wyróżniać na tle ogólnej atmosfery strachu i przygnębienia". Relacje wydarzeń zarówno autorów polskich i ukraińskich, jak i żydowskich odnotowały, że wśród Żydów nie było wcale widać "ogólnej atmosfery strachu i przygnębienia", wręcz przeciwnie - dominowała nieokiełznana radość. Nauczyciel ze Słonimia David Yochvidowicz Kahana wspominał: "Żydzi słonimscy rzucali się w ramiona sowieckich żołnierzy (...). Świętowania trwały przez trzy dni (...). Wielu wierzyło, że nadeszło nasze zbawienie i że Rosja Sowiecka była naszym Mesjaszem. Goje szeptali i mówili: 'Teraz nadszedł rząd żydowski'" (cyt. za książką Shaloma Cholavsky'ego). Ukrainka Ł. Kruszelnicka wspominała na kartach Europy NIE prowincjonalnej, iż: "Ze zdziwieniem zobaczyliśmy, że wśród krzyczących ludzi najwięcej było biedoty żydowskiej. Wydawało się, że całe 'Krakiedały' (część Lwowa zamieszkała głównie przez Żydów - J.R.N.) wysypały się na Akademicką".
Niektóre bezczelne kłamstwa Gross powtarza w różnych wersjach po kilka razy. Np. w Upiornej dekadzie (s. 76) pisze, że "tylko drobna część społeczności żydowskiej jawnie manifestowała te uczucia" (chodzi o uczucia prosowieckie).
16. Kłamliwe zaprzeczenia przywilejowanej pozycji Żydów
W Upiornej
dekadzie (s. 91) Gross pisze: "opowieści o uprzywilejowaniu Żydów przez reżim
sowiecki powinniśmy odłożyć do lamusa".
Przypomnijmy więc uczciwe świadectwa na ten temat. Henryk Reiss tak wspominał
w książce Z deszczu pod rynnę... Wspomnienia polskiego Żyda (Warszawa 1993, s.
41) lata rządów sowieckich we Lwowie (1939-1941): "wówczas we Lwowie bycie
Jewrejem ułatwiało życie. Władze sowieckie nie ufały Polakom. Nie ufały
Ukraińcom (...). Pozostali Żydzi. Jedynie oni witali Armię Czerwoną kwiatami
jak zbawców (...). O posady było łatwo. Dla Żydów nawet bardzo łatwo (...).
Dziewięćdziesiąt procent urzędników zjednoczenia stanowili Żydzi. Podobna
sytuacja istniała we wszystkich innych zjednoczeniach i kooperatywach
spółdzielczych na terenie Lwowa, obejmujących wszystkie gałęzie przemysłu,
produkcji i handlu. Czyż można się dziwić, że Polacy, którzy starali się nie
współpracować z Rosjanami, bo taki był rozkaz polskiego rządu w Londynie,
uważali Żydów za kolaborantów, agentów bolszewizmu?".
Jan Karski, którego Gross nie może chyba oskarżyć o antyżydowskie uprzedzenia,
raportował jako kurier do Rządu RP w Londynie w lutym 1946 r. "Żydzi są tu (na
terenach zajętych przez ZSRR - J.R.N.) u siebie: nie tylko, że nie doznają
upokorzenia i prześladowań, ale posiadają dzięki swemu sprytowi i umiejętności
przystosowania się do każdej nowej sytuacji pewne uprawnienia natury zarówno
politycznej, jak i gospodarczej. Wchodzą do komórek politycznych, w dużej
części zajęli poważniejsze stanowiska polityczno-administracyjne, odgrywają
dość dużą rolę w związkach zawodowych, na wyższch uczelniach, no i przede
wszystkim w handlu, a przede wszystkim w lichwiarstwie i paskarstwie w handlu
nielegalnym (kontrabanda, handel obcymi dewizami, spirytusem, nieczyste
interesy i nieczyste pośrednictwo czy stręczenie). Na tych terenach w bardzo
wielu wypadkach sytuacja ich jest lepsza i gospodarczo, i politycznie niż była
przed wojną (...). Uważa się powszechnie, że Żydzi zdradzili Polskę". Żydowski
historyk Andrzej Żbikowski przytacza w książce Studia z dziejów Żydów w Polsce
(Warszawa 1995, t. II, s. 65) relację Żydówki z Grodna: "Sytuacja ekonomiczna
Żydów na zajętych terenach przedstawiała się o wiele lepiej od położenia
ludności polskiej. Podczas gdy Polacy musieli ciężką pracą zarabiać na
utrzymanie, Żydzi obsadzili wszystkie ważniejsze stanowiska i byli zajęci przy
pracach lżejszych". Żydowski autor M. Amihai, pisząc o sytuacji w mieście
powiatowym Sambor w województwie lwowskim, stwierdzał, że: "Wielu Żydów weszło
do służb miejskich i rządowych. Rosjanie ufali żydowskiej ludności więcej niż
Polakom i Ukraińcom i dlatego wyższe stanowiska powierzano Żydom" (por. The
Rohatyn Jewish Community. A Town, that Perished, Tel Aviv 1962, s. 44).
Pod
prąd
100
kłamstw J.T. Grossa(5)
Jerzy Robert Nowak
17. Zarzut antysemityzmu dla usprawiedliwienia fałszerstwa
Jak pisałem
już w drugim odcinku mojego cyklu (Niedziela z 4 marca br.) o 100 kłamstwach
J. T. Grossa, autor ten oskarża Polaków o udział w zagładzie Żydów. Na tym tle
godne uwagi jest więc stwierdzenie rabina Warszawy i Łodzi Michaela Schudricha
w wywiadzie dla KAI. Według Życia z 14 marca br., rabin Schudrich pytany, czy
można oskarżać Polaków o współudział w Holocauście, odpowiedział m.in.: "Już
samo pytanie wzbudza mój sprzeciw. Nie można w ogóle stawiać takich pytań!
(...) To jest nie tylko przeciwko Polsce, lecz przeciwko prawdzie i historii.
Holocaust był zaplanowany i zrealizowany od początku do końca przez Niemców.
(...) oskarżanie Polaków o współudział w Holocauście jest grzechem".
Przypomnijmy więc, że Gross, tak skwapliwie oskarżający Polaków o współudział
w Holocauście, równocześnie robi, co może, aby zafałszować i wybielić rolę
wielkiej części Żydów w prosowieckiej kolaboracji na Kresach po 17 września
1939 r. W rozmowie redakcyjnej w Rzeczpospolitej (nr z 3-4 marca 2001 r.)
Gross stwierdził nawet, że twierdzenie o żydowskiej kolaboracji z Sowietami na
Kresach - to "antysemicki stereotyp".
Wyjaśnijmy więc, że o kolaboracji z Sowietami wielkich mas żydowskich na
Kresach po 17 września 1939 r. piszą nie tylko niektórzy wybitni współcześni
historycy polscy, jak np. prof. Tomasz Strzembosz. Wskazywali na nią tacy
wybitni Polacy doby wojny, jak gen. S. Rowecki - "Grot", gen. W. Sikorski,
gen. W. Anders. Słynny historyk brytyjski Norman Davies pisał 9 kwietnia 1987
r.: "Wśród kolaborantów, którzy przybyli, aby pomagać sowieckim siłom
bezpieczeństwa w wywózce wielkiej liczby niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci
na odległe zesłanie i przypuszczalnie śmierć, była nieproporcjonalnie
wielkaliczba Żydów". Mówił o odpowiedzialności dużej części Żydów za
kolaborację z Sowietami po 17 września 1939 r. noblista Czesław Miłosz w
wywiadzie dla żydowskiego periodyku w USA Tikkun (nr 2 z 1987 r.). Słynny
intelektualista żydowskiego pochodzenia Aleksander Wat pisał w Moim wieku, że
we Lwowie po 17 września 1939 r. "sporo było donosicieli Żydów, niesłychanie
dużo". Nawet b. komunistyczny ideolog żydowski Adam Schaff zdobył się w
Notatkach kłopotnika (Warszawa 1995, s. 268), że zachowanie ludności
żydowskiej, a ściślej młodzieży żydowskiej na Kresach - "to była hańba i
zdrada Polski". I dodawał: " Osobiście odczuwam wielki wstyd, wywodzę się
przecież z tej populacji. Co mogę zrobić w tej sytuacji? Tylko powiedzieć, że
mi wstyd i że przepraszam, bardzo przepraszam". Warto tu przypomnieć, że już w
kwietniu 1942 r. w organie Żydów z nurtu asymilatorów Żagiew, wydawanym
konspiracyjnie w warszawskim gettcie, w obszernym artykule wypowiedziano się
za koniecznością pociągnięcia do odpowiedzialności wszystkich Żydów z Kresów,
splamionych prosowiecką kolaboracją. Zapytajmy więc p. Grossa, czy za
antysemitów uważa wszystkie zacytowane tu osoby i środowiska gromiące żydowską
kolaborację na Kresach?
18. Fałsz nt. sowieckich deportacji
W czasie
redakcyjnej rozmowy w Rzeczpospolitej (nr z 3-4 marca 2001 r.) Gross
powiedział do prof. T. Strzembosza: " (...) kiedy mówisz o tym, że Żydzi
wysyłali Polaków na Syberię, to jest zwykłe kłamstwo". Faktycznie kłamał nie
prof. Strzembosz, lecz Gross. Istnieją dosłownie setki relacji na temat roli
odegranej przez zbolszewizowanych Żydów w przygotowywaniu list Polaków do
wywózki na Syberię. Poświęciłem tej sprawie cały duży rozdział mej książki
Przemilczane zbrodnie (wyd. w 1999 r.). Kolejny, dużo obszerniejszy,
udokumentowany rozdział na ten temat poświęcam w mającej się ukazać w kwietniu
br. mojej dwutomowej monografii nt. stosunków polsko-żydowskich na Kresach w
latach 1939-41. Obok niezliczonych relacji polskich na ten temat istnieją też
obiektywne świadectwa żydowskie. Np. Yitshak Arad pisał w książce: The
Partisan: From the Valley of Death to Mount Zien, New York 1979, s. 26-27, iż
w Święcianach: "Podczas nocy 14 czerwca 1941 r. miasto było zaszokowane, gdy
NKWD i członkowie milicji zabrali setki ludzi z ich domów i umieścili w
więzieniach. Większość aresztowanych stanowili urzędnicy polskiego rządu,
obszarnicy, oficerowie polskiej armii (...). Tej nocy podobne akcje miały
miejsce na terenie całej Litwy; blisko 30 000 ludzi, całymi rodzinami, zostało
aresztowanych i deportowanych na Syberię i do Kazachstanu (...) Żydzi grali
relatywnie wielką rolę w komunistycznym aparacie partyjnym, który stał za tą
akcją" (podkr. - J. R. N.).
Jeden z najwybitniejszych niemieckich historyków młodego pokolenia Bogdan
Musiał mówił w wywiadzie dla Życia z 2 lutego 2001 r. pt. Nie wolno się bać,
iż: "Powszechnie sądzono, że listy proskrypcyjne wysyłanych na Syberię były
przygotowane przez żydowskich komunistów. Po części jest to prawda. Weźmy na
przykład relację Michaela Mielnickiego, syna Chaima Mielnickiego z Wasilkowa
(...). Wspomina on, że przyjeżdżali do nich funkcjonariusze NKWD i dla nich on
z tatą wypełniali listy tych, którzy mieli jechać na Syberię (...). Cytuje
swego ojca: 'musimy się pozbyć tych polskich faszystów, bo oni są naszymi
wrogami'. Tylko że wśród tych faszystów i zdrajców były też dzieci,
niemowlęta".
19. Zafałszowanie wymowy raportu Karskiego
Jaskrawym fałszem Grossa, ilustrującym jego "wybiórcze" podejście do tekstów, było zafałszowanie przezeń w Upiornej dekadzie raportu kuriera Jana Karskiego z lutego 1940 r. Gross aż cztery strony swej książki poświęca na omówienie fragmentów 2. części raportu Karskiego, mówiących o niechęci części społeczeństwa polskiego do Żydów. Nawet zdania nie poświęcił jednak na zacytowanie fragmentów z 1. części raportu Karskiego, wyjaśniających wpływającą na tę niechęć kolaborację wielkiej części Żydów na Kresach. Choćby np. tak niewygodnego dziś dla Grossa stwierdzenia o Żydach na Kresach po 17 września 1939 r.: " Gorzej jest np., gdy denuncjują oni Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek, lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na ich lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski". To "wybiórcze" przekłamanie Grossa krytykowała m.in. A. Magdziak-Miszewska w Więzi z lipca 1999 r. i M. Wierzbicki w Tygodniku Solidarność z 2 marca 2001 r.
20. Zafałszowanie wymowy raportu gen. Roweckiego "Grota"
Na s. 46-47 Upiornej dekady Gross maksymalnie eksponuje stwierdzenia zawarte w wysłanej przez gen. Roweckiego - "Grota" do Londynu informacji z 25 września 1941 r. o nastrojach antyżydowskich w wielkiej części społeczeństwa polskiego. Całkowicie pomija jednak przy tym bardzo niewygodne dla niego, podane przez gen. Roweckiego, jednoznaczne wyjaśnienia przyczyn powyższych nastrojów. Otóż gen. Rowecki - "Grot" pisał tam m.in.: "Kiedy w końcu 1939 r. wróciło z tułaczki wielu świadków z różnych sfer społecznych, to opowiadania ich o zachowaniu się nie tyle wojsk sowieckich, ile wysługujących się bolszewikom Żydów, wywołały w społeczeństwie polskim oburzenie i nienawiść do Żydów. Ujawniło się, że ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już szczególnie na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu, zanim jeszcze ustąpiły polskie oddziały, wywiesił flagi czerwone i ustawił bramy triumfalne na powitanie wojsk bolszewickich, że zorganizował samorzutnie rewkomy i czerwoną milicję; że po wkroczeniu bolszewików rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad funkcjonariuszami Państwa Polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując ich (...)".
Pod
prąd
100 kłamstw J. T. Grossa (6)
Jerzy Robert Nowak
21. Przemilczenie bardzo ważnego świadectwa z historii holocaustu
Obowiązkiem
badacza poszukującego prawdy o jakimkolwiek fragmencie dziejów, a tym bardziej
o sprawach wyjątkowo trudnych i kontrowersyjnych, jest dotarcie do każdej
ważniejszej informacji faktograficznej związanej z tematem, który bada.
Naukowiec, który tego nie zrobi przez partactwo czy nieuczciwość, grzeszy
przeciw podstawowym zasadom obowiązującym profesjonalnych historyków. Do
najskrajniejszych przykładów takiego w najlepszym razie partactwa Grossa
należało całkowite przemilczenie przez niego faktu, że informacja o mordzie w
Jedwabnem była podana w książkach jednego z najsłynniejszych badaczy
holocaustu Żydów - Martina Gilberta. Co więcej, była to informacja
jednoznacznie stwierdzająca, że mordu w Jedwabnem dokonały niemieckie
jednostki SS.
W wydanym w 1985 r. w Nowym Jorku monumentalnym, ponad 900-stronicowym, dziele
M. Gilberta The Holocaust. A History of the Jews of Europe during the Second
World War, uważanym w USA za podstawowe dzieło z zakresu dziejów zagłady
Żydów, na s. 170 pisze się wprost: " 10 lipca w wiosce Jedwabne tysiąc
sześćset Żydów zostało zagnanych na rynek przez SS, gdzie ich torturowano
przez kilka godzin, a potem zagnano do stodoły i spalono". M. Gilbert
powtórzył tę samą informację dosłownie również w paru innych wydaniach swej
książki. Jeśli Gross nie zgadzał się z informacją Gilberta, gdyż tak bardzo
była przeciwna jego twierdzeniom, zwalającym winę za mord w Jedwabnem na
Polaków, mógł przedstawić polemiczne argumenty wobec zapisu podanego przez
Gilberta. Fakt powtórzenia przez prof. Gilberta informacji o wymordowaniu
Żydów w Jedwabnem przez SS w kolejnych wydaniach jego monumentalnej książki z
trzech różnych lat (1985, 1986, 1987) dowodzi, że w owym czasie taka
informacja nie była podważana, choć przecież żyli ocalali świadkowie mordu w
Jedwabnem. Pytanie więc, dlaczego dziś próbuje się tę informację podważać?
22. Zafałszowanie wymowy książki Z. Klukowskiego
Niejednokrotnie przekonywałem się, że Gross, pisząc dla anglosaskich
czytelników, pozwala sobie na dużo ordynarniejsze kłamstwa w sprawach
polskich, niż pisząc dla znających dużo lepiej te sprawy polskich czytelników.
Szczególnie ewidentnym, szkolnym wręcz przykładem takich zafałszowań jest
sposób, w jaki Gross przedstawił anglosaskim czytelnikom treść książki dr.
Zygmunta Klukowskiego Dziennik z lat okupacji Zamojszczyzny 1939-1944 (Lublin
1958). Pisze na jej temat w książce Politics of Retribution in Europe. World
War II and Its Aftermath (ed. by I. DeaMk, J. T. Gross i T. Judit, Princeton
2000) w szkicu: A. Tangled Web: Confronting Stereotypes Concerning Relations
between Poles, Germans, Jews and Communists. Doktor Klukowski w prowadzonym na
bieżąco dzienniku zapisał bardzo obiektywny, realistyczny opis wydarzeń wojny
w jego rodzinnym Szczebrzeszynie. Przedstawiał ludzi wielkich i małych duchem,
polski heroizm i martyrologię, ale również i swołoczowatość niektórych kręgów.
Gross natomiast, omawiając jego książkę, konsekwentnie wybierał tylko same jak
najgorsze uwagi na temat poszczególnych Polaków czy grup osób, przemilczając
wszystko, co polski lekarz pisał dla pokazania polskiego heroizmu,
martyrologii czy wielkości ducha w " czasach pogardy". Omówienie treści
książki Klukowskiego piórem Grossa zniekształciło postać znakomitego
patriotycznego lekarza, przekształcając go w jakiegoś upiornego antypolskiego
paszkwilanta.
Typowym przykładem cynicznych zafałszowań Grossa był fragment jego
wspomnianego szkicu w Politics of Retribution... op. cit, s. 88,
stwierdzający, iż: "On (Klukowski - J. R. N.) dalej zwraca uwagę na symptomy
rozpadania się solidarności wewnątrz polskiego społeczeństwa. On ubolewa z
powodu dobrowolnych zgłoszeń na roboty do Niemiec, fraternizacji kobiet z
niemieckimi żołnierzami i plagi denuncjacji (...) Współdziałanie z władzami
niemieckimi jest już taką rutyną w lecie 1940 r. (...)" (podkr. - J.R.N.).
Taki sposób zreferowania książki Klukowskiego, pomijający jego rozliczne
informacje o martyrologii i heroizmie Polaków, a równocześnie skrajnie
wyolbrzymiający jego dużo rzadsze opisy przejawów tchórzostwa i oportunizmu,
jest wręcz obrzydliwym zafałszowaniem wymowy dziennika polskiego lekarza.
Doktor Klukowski bowiem akurat 1 września 1940 r. zapisał z ogromną
satysfakcją w swym dzienniku: "Postawa całego narodu w kraju, pomimo
niesłychanego terroru niemieckiego, jest niezwykle odporna. Uległy tylko
słabe, mierne i mało wartościowe jednostki. Ogół społeczeństwa zachowuje się z
wielką godnością" (podkr. - J.R.N.).
Typowe dla metod Grossa jest eksponowanie w swym szkicu wyłącznie wszelkich
opisanych przez Klukowskiego przejawów negatywnych zachowań wobec Żydów, jak
np. wyłapywania ich przez niektórych chłopów bojących się niemieckich
represji. Ani słowem nie wspomina Gross natomiast o opisywanej przez
Klukowskiego drugiej stronie medalu. Np. o wstrząsającym opisie tego, jak
zginął ukrywający sześciu Żydów chłop z Radecznicy i jak rozstrzelano tytułem
represji również jego żonę i dwoje dzieci: ośmioletnią dziewczynkę i
trzyletniego chłopca. Bo po co Anglosasi mają cokolwiek wiedzieć o tym, jak
niebezpieczna była w Polsce - i tylko w Polsce - pomoc dla ukrywających się
Żydów? Gross, tak gorliwie eksponujący wszelkie najgorsze rzeczy o zachowaniu
poszczególnych Polaków i bezpodstawnie je uogólniający, równocześnie
przemilcza jakże negatywne zapiski Klukowskiego o niektórych Żydach, np. kiedy
lekarz pisze (31 października 1942 r.) o tym, że czterech wyrostków żydowskich
pomaga w wyłapywaniu Żydów tym usilniej, że " znają lepiej od innych kryjówki
swoich współziomków". Gdzie indziej (pod datą 26 listopada 1942 r.) Klukowski
pisze, że: "Wśród 'bandytów' sporo jest Żydów". Wcześniej, 17 maja 1942 r.,
pisze o udziale jednego takiego żydowskiego bandyty w napadzie na pałac
ordynata Zamoyskiego w Zwierzyńcu. Tego typu niewygodne dla swej wizji zapisy
Gross, oczywiście, pomija.
Gross rozwodzi się nad tym, iż Klukowski pokazuje, że Polacy byli świadkami
holocaustu Żydów, dodając, że przy tym "mało zrobili, aby w nim przeszkodzić,
doprowadzić do jego spowolnienia czy nawet zahamowania". Nie wiem, doprawdy,
jak Polacy mogli przeszkodzić w holocauście czy doprowadzić do jego
zahamowania, skoro nie udało się im wobec potężnej niemieckiej machiny
eksterminacyjnej uchronić od śmierci ok. 3 mln Polaków. Tyle tylko, że Gross
całkowicie przemilcza to. W opisie Klukowskiego faktycznie aż do 1942 r., na
blisko 200 stronicach tekstu, widzimy głównie straszny obraz polskiego
holocaustu na Zamojszczyźnie, którego właśnie Żydzi byli biernymi świadkami. W
tym czasie - według Klukowskiego - Niemcy rabowali i bili przy różnych
okazjach Żydów, ale najokrutniej represjonowali właśnie Polaków. To Polaków
głównie aresztowali, wywozili do obozów koncentracyjnych i mordowali
(podkreślam - w okresie do stycznia 1942 r.). Chcieli bowiem zniszczyć to, co
uważali za największe wówczas dla siebie zagrożenie na ziemiach polskich -
polskie elity i siłę polskiej konspiracji. Nie czuli zaś groźby oporu Żydów. W
rezultacie u Klukowskiego czytamy głównie tasiemcowe listy aresztowanych,
wywiezionych lub rozstrzelanych Polaków: księży, nauczycieli, dyrektorów,
redaktorów, byłych posłów etc. Jedna z takich list Polaków uwięzionych przez
Niemców w miejscowej prochowni wylicza 200 nazwisk ludzi z polskich elit, a
wśród nich zaledwie jednego Żyda. Szczególnie wymowny jest zapis Klukowskiego
pod datą 17 lipca 1940 r. (148 s.): "Dzień dzisiejszy był bardzo ciężki dla
Żydów. Przez szereg miesięcy mieli oni względny spokój. Musieli tylko
dostarczać codziennie kilkadziesiąt osób na roboty do Zamościa, na folwark w
Bodaczowie i do koszar w miejscu. Poza tym nie ruszano ich zupełnie, a że od
czasu do czasu któryś z Żydów oberwał od żandarma lub policjanta, to się nie
liczy. Zaczęli już nabierać pewności siebie, co można było zauważyć po
zachowaniu się ich na ulicy".
Zastanawiając się kolejny raz nad stosowanymi przez Grossa przedziwnie
zniekształcającymi metodami streszczania cytowanych przez niego książek, już
nie wiem, czy ten człowiek nie jest chory na jakiś szczególnie niebezpieczny,
choć dotąd mało znany przypadek ciężkiej subiektywnej ślepoty, która każe mu
nie dostrzegać w książkach największych nawet fragmentów, niewygodnych z jego
punktu widzenia.
Pod
prąd
100 kłamstw J. T. Grossa
Jerzy Robert Nowak
23. Negowanie roli Niemców w mordzie w Jedwabnem
Gross konsekwentnie neguje rolę Niemców w mordzie Żydów w Jedwabnem. Na s. 56 Sąsiadów pisał, że "...bezpośredni udział Niemców 10 lipca 1941 r. ograniczył się przede wszystkim do robienia fotografii ...". Kiedy indziej stwierdził, że obecność Niemców w Jedwabnem była tylko "szczątkowa", była rolą "dekoracyjną w dużej mierze". To kłamstwo Grossa obaliły materiały ujawnione w ostatnim miesiącu. Najpierw prof. Strzembosz w Rzeczpospolitej napiętnował "gorszące postępowanie Grossa", który przemilczał liczne informacje w aktach omawianego przezeń procesu w 1949 r., mówiące o roli Niemców w mordzie w Jedwabnem. Następnie 12 marca znaleziono w dokumentach przekazanych przez Archiwum Federalne w Ludwigsburgu zeznanie bezpośredniego świadka wydarzeń w Jedwabnem Wacława Kupieckiego, jednoznacznie akcentujące wyłączną odpowiedzialność funkcjonariuszy niemieckiej żandarmerii i gestapo za mord w Jedwabnem. I wreszcie rzecz najważniejsza - ujawnione 26 marca zeznania z 1947 r. dziewięciu naocznych świadków mordu w Jedwabnem, w tym pięciu Żydów. W tych relacjach nikt nie wymienia Polaków. Wszyscy jako sprawców mordu podają Niemców (wg Życia z 27 marca).
24. Przemilczanie "niewygodnej" dla Grossa części zeznań A. Wyrzykowskiego.
Gross świadomie przemilczał "niewygodną" z punktu widzenia jego tez bardzo ważną część zeznania Aleksandra Wyrzykowskiego, którego nie mógłby zdezawuować oskarżeniem o "antysemityzm". (Wyrzykowski wraz z żoną przez lata wojny ukrywał 7 Żydów w Jedwabnem). Przebywający w USA polski historyk Marek J. Chodakiewicz pisał w Rzeczpospolitej z 5 stycznia: "Gross cytuje z aprobatą zeznanie Aleksandra Wyrzykowskiego (...). Zapomniał jednak zacytować najważniejszego fragmentu. Otóż Wyrzykowski napisał, że w Jedwabnem Żydów wymordowali Niemcy, a Polacy jedynie pomagają". Sprawa jest szczególnie istotna. Gross przemilczał fakt, że z jednoznacznym stwierdzeniem o Niemcach jako wykonawcach mordu w Jedwabnem wystąpił nie człowiek zainteresowany ukryciem swej odpowiedzialności, lecz przeciwnie - ktoś, kto z ogromnym poświęceniem ratował przez całą wojnę 7 Żydów.
Do szczególnie oburzających uogólnień Grossa należy kończące jego Upiorną dekadę stwierdzenie-konkluzja: "Tak jak biali Amerykanie muszą sami sobie opowiedzieć o niewolnictwie i dyskryminacji rasowej, Rosjanie o stalinizmie, a Niemcy o fascynacji Hitlerem, tak samo Polacy - ze względu na Holocaust - muszą sobie opowiedzieć historię prześladowania Żydów w Polsce. Inaczej nigdy nie będą żyć w zgodzie z własną tożsamością". Zapytajmy, o co chodzi w użytym przez Grossa porównaniu "historii prześladowania Żydów w Polsce" do historii niewolnictwa w Ameryce Północnej, do hitleryzmu czy do poparcia stalinizmu w Rosji? Czy chodzi o historię rzekomych prześladowań Żydów w Polsce przez całe wieki? Tak prześladowaliśmy Żydów, że Polskę nazywano "paradisus Judeorum" (raj dla Żydów) nawet w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej w XVIII wieku. A może chodzi o historię domniemanych prześladowań Żydów przez Polaków w czasie drugiej wojny światowej? Czy oznacza to, że Polacy mają odpowiadać za niemieckie prześladowania Żydów w Polsce? Bo przecież nawet, jeśli udowodniono by udział grupy polskich mieszkańców Jedwabnego w mordowaniu tamtejszych Żydów, to jak ma się skala tego wydarzenia do uprawiania procederu niewolnictwa przez całe stulecia w Ameryce czy do ludobójczego wymordowania dziesiątków milionów ludzi przez stalinizm czy hitleryzm?
26. Fałsz o "krwiożerczej, antysemickiej" polskiej wsi w XX w.
Na s. 83 Sąsiadów Gross snuje uogólnienia o jakoby tradycyjnie krwiożerczej, zwłaszcza wobec Żydów, wsi polskiej, twierdząc, że od czasów Chmielnickiego "gotowość do zniweczenia tego, co obce, a w pierwszej kolejności Żydów, nie tylko przetrwała na polskiej wsi, ale coraz to była manifestowana w paroksyzmach gwałtu. 'Rzeź i rabacja' to przecież repertuar zachowań powtarzanych co jakiś czas i w XIX, i w XX w.". Odwołajmy się więc w tej sprawie do tekstów profesjonalnego żydowskiego historyka Anthony Polonsky'ego, świetnego znawcy sytuacji Żydów na ziemiach Polski w XX wieku (przypadkiem autora wstępu do Upiornej dekady Grossa). Otóż Polonsky w wywiadzie dla Więzi (nr 7-8 z 1988 r., s. 230-231) akcentował, że "wieś była w Polsce mniej antysemicka niż miasto" i w ogóle było w niej dużo mniej antyżydowskości niż na wsiach szeregu innych krajów Europy. Według Polonsky'ego: "Podczas strajku chłopskiego w 1937 r., ogromnego strajku, w którym zginęło wielu ludzi, prawie nie było ekscesów antyżydowskich. Zupełnie inaczej niż w Rumunii, gdzie podczas rozruchów chłopskich w 1907 r. akcenty antysemickie dominowały, czy na Ukrainie, gdzie z reguły tego rodzaju rozruchy prowadziły do pogromów, od rzezi humańskiej poczynając, aż po Petlurę, a i później".
27. Fałsz o "sielankowym życiu" w Jedwabnem przed 1939 r.
Na s. 28 Sąsiadów czytamy u Grossa o "sielankowym życiu" między Polakami a Żydami w Jedwabnem przed 1939 r., co później, w 1941 r., tak mocno zniszczyli polscy sąsiedzi. Jedyne, co miało przeszkadzać w tej wspaniałej "sielance", według Grossa, to było to, że od czasu do czasu były zagrożenia dla Żydów ze strony endecji, księży ewokujących w kazaniach obraz Żyda - Bogobójcy etc. Jak zwykle Gross pominął gruntownym milczeniem jakiekolwiek powody niechęci, które mogły się zrodzić na skutek zachowania jedwabieńskich Żydów. Tymczasem twierdzeniom, że przed 1939 rokiem stosunki polsko-żydowskie w Jedwabnem były idyllą, przeczy choćby informacja faktograficzna podana przez prof. Tomasza Szarotę. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej z 18-19 listopada 2000 r. powiedział on m.in., że "... z różnych świadectw dotyczących Jedwabnego wynika, że aryjski sklep nie mógł się tam przed wojną utrzymać. Bo cały detaliczny handel był w ręku kupców żydowskich. Walka ekonomiczna - także między rzemieślnikami - mogła budzić potężne emocje". Przypomnijmy tu więc, że - według napisanego przez dr. M. Orłowicza przewodnika ilustrowanego po województwie białostockim (Białystok 1937, s. 68) - w Jedwabnem na 2500 mieszkańców było 60% katolików i 40% Żydów. Można więc sobie wyobrazić, jakie napięcia budził fakt, że w mieście z przewagą katolików (60%) "aryjski sklep nie mógł się tam przed wojną utrzymać". Tak więc było idyllicznie i wspaniale, ale sklepy były w naszych żydowskich rękach i żadnej konkurencji ze strony katolików nie dopuszczaliśmy! Idylla, maleńka taka!
28. Fałsz na temat stworzonej dopiero w ZSRR perspektywy mancypacji Żydów
Na s. 90 Upiornej dekady Gross usprawiedliwiając współpracę młodych Żydów z Sowietami twierdzi, że wynikła ona z tego, że dopiero w ZSRR jakoby zyskali oni szansę "emancypacji, oderwania się od żydostwa". Zupełnie jakby takich szans nie mieli w Polsce. Wbrew zafałszowującym realia uogólnieniom Grossa, właśnie w II RP Żydzi mieli dużo większe niż w wielu innych krajach szanse emancypacji i awansu. Obiektywny obserwator z Zachodu R. L. Buell pisał w wydanej w 1939 r. książce Poland, key to Europe, iż: "Zagraniczny obserwator jest bez wątpienia uderzony przez gotowość zwykłego Polaka do akceptowania zasymilowanego czy ochrzczonego Żyda jako równego sobie. (...) w polskiej postawie wobec Żydów widać w mniejszym stopniu spojrzenie ze względów rasowych niż u innych narodów". Przypomnijmy tu choćby kariery takich patriotycznych Żydów, jak minister handlu i przemysłu w latach 1934-1935 - Henryk J. Rajchman; prawnik, poseł i senator, przewodniczący senackiej komisji zagranicznej - Henryk Loevenherz; dowódca krakowskiego okręgu wojskowego - gen. Bernard Mond. Inna sprawa, że emancypacja, oderwanie się od Żydostwa wielu polskich Żydów budziła prawdziwą wściekłość zajadłych szowinistów żydowskich. I tak np. podirytowany tymi atakami i żydowską nietolerancją słynny poeta żydowskiego pochodzenia Antoni Słonimski w pewnym momencie wykrzyknął w przystępie krańcowego rozdrażnienia: " Psiakrew, żydostwo tu się panoszy, jestem Polakiem, katolikiem i endekiem" (por. odpowiedni zapisek w dzienniku żony J. Iwaszkiewicza - Anny pod datą 15 września 1923 r.). Warto przytoczyć w tym kontekście również zapiski z okresu międzywojennego w dzienniku niemieckiego Żyda z Wrocławia, Waltera Tauska: Dżuma w mieście Breslau. Otóż pisze on np. na s. 66 pod datą 14 marca 1933 r.: "Polska nie zna pojęcia 'wschodni Żyd', bo każdy polski Żyd jest obywatelem polskim ochranianym przez swój rząd". Na s. 93 pod datą 1 maja 1933 r. Tausk zapisuje: " Rząd Polski jest na wskroś filosemicki i to mówi samo za siebie". Dlaczego więc w tej sytuacji i tak niektórzy polscy Żydzi piętnowali stosunki w Polsce? Może najlepiej to wyjaśni inne stwierdzenie Tauska (na s. 155), zapisane pod datą 15 maja 1936 r., który - jak widać - aż za dobrze poznał różnych ówczesnych J. T. Grossów: "Wśród Żydów znowu rej wodzą '100-procentowi' Żydzi ze wschodniej Europy, ci nadsyjoniści, którzy wszędzie na kuli ziemskiej wytwarzają antysemityzm" (podkr. - J. R. N.).
Pod
prąd
100 kłamstw J. T. Grossa
Jerzy Robert Nowak
29. Zrzucanie na Polaków winy za samoizolację Żydów
Polacy są
winieni przez Grossa dosłownie za wszystko, także za skrajny samoizolacjonizm
Żydów, ich sztywne odgradzanie się przez wieki od chrześcijan. Na s. 90
Upiornej dekady Gross tłumaczy odgraniczanie się żydowskiej gminy przez wieki
od Polaków tym, że musiała się ona " trzymać oddzielnie od niechętnego jej
otoczenia okolicznej ludności". W rzeczywistości izolacja Żydów wynikała
głównie z postaw ich rabinów, obawiających się, że bliższe kontakty z Polakami
i poznanie ich języka, ułatwią rzecz, której rabini najbardziej się bali -
wyrzeczenie się przez ich podopiecznych wiary mojżeszowej. Stąd wynikało ich
poparcie dla jidysh - żargonu języka niemieckiego, języka swych okrutnych
prześladowców we wczesnym średniowieczu, zamiast uczenia się języka polskiego.
Izolacjonizm Żydów ułatwiły przyznane im zbyt duże przywileje - zwłaszcza
przyznanie Żydom w przywileju kaliskim (1264 r.) własnego sądownictwa, które
znalazło się w rękach rabinów. Żydowski historyk - dr N. Schiper pisał w 1926
r. w książce Dzieje Żydów w Polsce oraz przegląd ich kultury duchowej, że:
"Przyznanie Żydom przywilejów własnego sądownictwa (...) oddało ich pod
wyłączną władzę rabinów". Sądy rabinackie niejednokrotnie wykorzystywały swe
uprawnienia do bezlitosnego karania śmiercią, i to okrutną (np. przez
gotowanie we wrzątku lub chłostanie) żydowskich "heretyków" lub odstępców od
wiary mojżeszowej np. na katolicyzm (!) Pisał o tym m.in. prof. Israel Shahak
w książce Żydowskie dzieje i religia i prof. Jakub Goldberg w książce
Converted Jews in the Polish Commonwealth. Tragicznym wręcz paradoksem był
fakt, że w tak tolerancyjnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów dzięki przyznanej
Żydom ogromnej autonomii i oddaniu sądownictwa w ręce rabinów przez stulecia
utrzymywały się w Polsce żydowskie enklawy krwiożerczego fanatyzmu
religijnego. Fanatyczni rabini mogli po cichu bezkarnie mordować nienawistnych
im "heretyków" i konwertytów na wiarę chrześcijańską.
Warto przypomnieć również to, co pisała Ewa Świderska w Znaku (nr 2-3 z 1983
r.) o "zachowawczym charakterze" polskich Żydów, który skłaniał ich do
ciągłego trwania w niechętnym odosobnieniu. Jak pisał przywódca syjonistyczny
Włodzimierz Żabotyński: "Ghetta tworzyliśmy sami, dobrowolnie (...)". Por.
jego książkę Państwo żydowskie, Warszawa 1937, s. 29.
30. Fałsz uogólnień o występującej jakoby wszędzie niechęci między Polakami i Żydami
Trudno pogodzić się z malowanym tak wytrwale przez Grossa obrazem stosunków między Polakami a Żydami charakteryzujących się wszędzie jakoby niechęcią i wrogością. Gross twierdzi w Upiornej dekadzie ( s. 46), iż: "W każdym miasteczku, w każdym sąsiedztwie uczucia niechęci do Żydów wplecione były w historię osobistych zadrażnień i urazów". Na s. 88 Upiornej dekady czytamy, że polska ludność nie była na ogół przyjazna Żydom. Na s. 69 tejże książki znów czytamy o generalnie otaczających mniejszość żydowską wrogo do niej nastawionych sąsiadach. Ten strasznie ciemny obraz wzajemnych stosunków polsko-żydowskich przed 1939 r. nie ma żadnego potwierdzenia w realnych faktach. Mógłbym długo tu cytować fragmenty z różnych książek żydowskich, piszących o dobrych czy przyjaznych stosunkach między Polakami a Żydami w ich okolicach. Tak jak np. w książce Rożyszcze, my old home Gershona Zika (Tel Aviv, 1976, s. 45), gdzie czytamy: "Stosunki między Żydami a lokalną ludnością gojowską, która była głównie polska, były bardzo dobre aż do wybuchu wojny". Podobne stwierdzenia czytamy m.in. na s. 615 książki Darkness and Desolation o Brasławiu, w książce Lost Jewish Worlds" (s. 232) o Okiennikach, w książce F. Schulman: A Partisan's Memoir (s. 24-25). Te i liczne inne przykłady zadają kłam uogólnieniom o rzekomych niechęciach polsko-żydowskich "w każdym miasteczku, w każdym sąsiedztwie".
31. Fałsz o Żydach w bezpiece jako drobiażdżku "bez znaczenia"
Gross zawsze
idzie "na całość" w najskrajniejszych nawet kłamstwach o Polsce, gdy wie, że
ma do czynienia z niewiele wiedzącymi o polskiej historii amerykańskimi
czytelnikami. I tak np. w wydanej w 2000 r. w Princeton pracy zbiorowej
Politics of Retribution un Europe w przypisie 73 do s. 125 zapewnia, że liczba
osób żydowskiego pochodzenia w aparacie represji w Polsce mieściła się w
granicach "kilku tuzinów", co było " bez
znaczenia" (w oryginale "trivial" - J.R.N.) na tle całej polskiej ludności,
ok. 27 milionów w tym czasie. Przypomnijmy, że nawet Krystyna Kersten, zawsze
skłonna do pomniejszania roli Żydów w polskiej bezpiece, twierdziła, że już w
listopadzie 1945 r. w aparacie UB pracowało 438 Żydów (K. Kersten: Polacy,
Żydzi, Komunizm, Warszawa 1992, s. 82). 438 Żydów to nie kilka tuzinów, jak
liczy
domorosły matematyk Gross, lecz ponad 36 tuzinów. Poza tym od listopada 1945
r., gdy Żydów w bezpiece miało być 438, ich liczba stale wzrastała. Co
najważniejsze, zajmowali oni w bezpiece kluczowe stanowiska, co oznaczało, że
wcale nie byli tam drobiażdżkiem " bez znaczenia", jak Gross wmawia naiwnym
Amerykanom.
Przypomnijmy, że poza J. Bermanem nadzorującym bezpieczeństwo jako kluczową
postacią w Biurze Politycznym KC PZPR, w samym Ministerstwie Bezpieczeństwa
Publicznego pracowali m.in. następujący bezpieczniacy żydowskiego pochodzenia:
wiceministrowie MBP M. Mietkowwski i R. Romkowski, dowódca KBW J. Huabner,
dyrektorzy Gabinetu Ministra BP: L. Ajzen-Andrzejewski i
J. Burgin, dyr. Dep.V, a później Dep. III - J. Brystiger, dyr. Dep. Śledczego
J. Różański, dyr. Dep. X A. Fejgin, dyr. Dep. III J. Czaplicki, wicedyr. Dep.
X J. Światło, dyr. Dep. IV J. Kratko, dyr. Dep. IV A. Wolski-Dyszko, dyr. Dep.
II L. Rubinstejn, dyr. Dep. VII, a później dyr. Dep. III J. Czaplicki, dyr.
Dep. Więziennictwa D. J. Łańcut (wg książki M. Piotrowskiego Ludzie Bezpieki w
walce z Narodem i Kościołem, Lublin 2000). Nie wyliczam wszystkich dalszych
dyrektorów, wicedyrektorów, prokuratorów i sędziów, m.in. głównych winowajców
mordu sądowego na gen. "Nilu"-Fieldorfie, bo musiałoby to zająć wiele stron.
Szokuje tylko niebywała bezczelność w przedstawianiu jako drobiażdżku bez
znaczenia tej wielkiej, a bardzo jednorodnej swoistej Ligi Nadzorców i
Dyrektorów.
32. Fałsz o "antysemitach" w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego
Inną manipulacją Grossa jest podjęta przez niego próba przekonania naiwnych amerykańskich czytelników, że w ówczesnym Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego grasowali antysemici, ba - nadawali mu ton. W szkicu publikowanym w cytowanej wyżej Politics of Retribution..., w przypisie 83 do s. 127 Gross pisze o "epizodzie ilustrującym antysemickie postawy pracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego". Tym epizodem ma być znalezienie w owych stalinowskich latach 2 (słownie dwóch) anonimowych listów w skrzyneczce zawierającej sugestie poprawy pracy MBP. W listach zapytywano, dlaczego tylko Żydzi mają wysokie pozycje, są kierownikami i bossami. I te dwa listy (!) mają według Grossa ilustrować "antysemickie postawy w MBP" w sytuacji, gdy skrajnie pomniejszył faktyczny obraz pozycji, jakie zajmowali "towarzysze żydowscy" w bezpiece. Nic dodać, nic ująć.
Pod
prąd
100 kłamstw J. T. Grossa
Jerzy Robert Nowak
33. Nieprawdy o "grabieży mienia"
Jednym z
ważnych wątków Sąsiadów Grossa jest staranne wybielanie Niemców. Okazuje się,
że nieporównanie bardziej cywilizowani Niemcy wyraźnie z odrazą patrzyli na
nie znających umiaru w mordach "krwiożerczych" Polaków. Aby w pełni "docenić"
intencje Grossa w jego fałszach, trzeba pamiętać, że właśnie niemieckich
czytelników uważa za jednych z najważniejszych odbiorców jego książki
(przygotowuje się niemieckie wydanie Sąsiadów). Stąd wywodzi się chyba tak
mocne potępienie Polaków jako grabieżców mienia zarówno żydowskiego, jak i
niemieckiego. Oto, co Gross pisze na ten temat na s. 75 Sąsiadów: "Zauważmy,
że ten proces przywłaszczania sobie cudzej własności zakodowany jest w języku.
Widać to dobrze na przykładzie dwóch słów - 'pożydowski' i 'poniemiecki'. Są
to świetnie zrozumiałe słowa w języku polskim i wiadomo, że odnoszą się do
dóbr materialnych, które kiedyś były własnością Żydów albo Niemców i mają już
teraz innego właściciela. Gdyby ktoś powiedział 'pofrancuski' albo
'poangielski' na przykład, to nie rozumielibyśmy w pierwszej chwili o co
chodzi (...). Po prostu historycznie rzecz biorąc, zabieraliśmy dobra
materialne tylko Żydom i Niemcom". Trudno, oczywiście, byłoby używać słów
"pofrancuski" czy "poangielski" w odniesieniu do mienia w Polsce, gdzie jest
tak mało przedstawicieli tych nacji. Szokuje natomiast przeznaczone
najwyraźniej do zagranicznych, a zwłaszcza niemieckich czytelników uogólnienie
o tym, jak to Polacy zabierali mienie Żydom i Niemcom. Jak gdyby nikt nie
zabierał mienia Polakom, jak gdyby właśnie Niemcy nie grabili polskiego mienia
i w dobie Bismarcka, i w dobie drugiej wojny światowej. Jak gdyby Polacy nie
byli ofiarami wielkich grabieży polskiego mienia na Kresach, po 1917 r. i po
17 września 1939 r., i kolejnych wielkich grabieży polskiego mienia w
zachodnich częściach Polski w 1945 r. i 1946 r. przez "wyzwolicielską" Armię
Czerwoną.
Co zaś do grabienia mienia żydowskiego, to warto przypomnieć, że proceder
grabieży zapoczątkowali "dzielni" komuniści żydowscy wobec Polaków na Kresach
po 17 września 1939 r. Oto kilka wymownych, a ciągle za mało znanych
przykładów grabieży mienia kościelnego. Już 14 listopada 1939 r. przemyski
biskup Franciszek Barda uskarżał się w liście do Piusa XII na zagarnięcie
gmachu kurii biskupiej na mieszkania dla Żydów (wg J. F. Morley: Vatican
Diplomacy and the Jews during the Holocaust 1939-1943, New York 1980, s. 133).
Biskup Barda informował również o jeszcze bardziej niepokojącym incydencie -
próbie zajęcia pałacu biskupiego, gdzie mieszkał biskup i kilku księży, przez
grupę kobiet żydowskich (tamże, s. 135). W Żółkwi żydowscy milicjanci
zawłaszczyli miejscowy klasztor, aby umieścić tam swoich żydowskich rodaków,
zbiegłych z terenów pod okupacją niemiecką. Pisze o tym żydowski historyk Dov
Levin w The Lesser of Two Evils. East European Jewry under Soviet Rule
1939-1941 (Philadelphia and Jerusalem 1995, s. 63). Bp Wincenty Urban pisał,
że "Żydzi przejęli jako wychowawcy Zakład Sierot Siostry Służebniczki
Starowiejskiej w Bilce Szlacheckiej pod Lwowem. Żydzi weszli też do szkoły
jako wychowawcy i nauczyciele polskiej młodzieży i wpajali jej, że 'nie ma
Boga i nie potrzeba Go'" (bp W. Urban: Droga Krzyżowa Archidiecezji Lwowskiej
w latach II wojny światowej 1939-1945, Wrocław 1983, s. 87). Amerykański
historyk Richard C. Lukas pisał w swej znakomitej książce pt. Zapomniany
holocaust ( przekład polski - Kielce 1995, s. 164), że w owym czasie:
"Niektóre klasztory zmieniono na synagogi". W kronice ks. Józefa
Mroczkowskiego ( w czasie wojny żołnierza AK) z Oleszyc k. Lubaczowa czytamy,
że jesienią 1939 r. kancelarię urzędu parafii zagarnięto na szkołę żydowską.
Równocześnie prawie górne pokoje plebanii zostały bezprawnie zagarnięte przez
miejscowego żydowskiego lekarza Józefa Schnnebauma (ks. J. Mroczkowski: Wojna
w Oleszycach, w: Karta 1998, zesz. 24, s. 105). W Klewaniu Zakład Wychowawczy,
prowadzony przez zakonnice ze Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, zagarnięto na
rzecz kierowanego przez miejscowego lekarza żydowskiego - Guzmana Wydziału
Sanitarnego. Guzman natychmiast zwolnił wszystkie zakonnice, a na ich miejsce
przyjął nowe opiekunki, głównie pochodzenia żydowskiego (ppłk L. Kowalski:
Stowarzyszenie Bezbożników Sowieckich, w: Polska Zbrojna, 5-7 czerwca 1992
r.). W Pińsku natychmiast po wkroczeniu armii sowieckiej wielka grupa
żydowskich milicjantów wdarła się do gmachu Wyższego Seminarium Duchownego,
dokonując rabunku całego mienia ruchomego, które się tam znajdowało.
Dominikanin - o. Zygmunt Mazur szczegółowo opisał z kolei, jak zbolszewizowany
Żyd - konfident NKWD stał się głównym bezwzględnym prześladowcą klasztoru
Dominikanów. Zostawszy dyrektorem archiwum, na jego rzecz zagarniał coraz
większe części klasztoru, kolejno wywłaszczając konwent z dolnych sal, potem z
hospicjum, atrium przed refektarzem i z samego refektarza ( o. Z. Mazur:
Dominikanie lwowscy w podwójnej niewoli, w: Gazeta ( Toronto), Boże Narodzenie
1991, s. 14). Opisy grabieży polskiego mienia kościelnego i mienia zwykłych
prostych polskich ludzi przez zbolszewizowanych Żydów można by długo, długo
mnożyć - poświęcam im wiele miejsca w przygotowywanej do druku dwutomowej
monografii Polacy i Żydzi na Kresach 1939-1941.
34. Kalumnie o antysemityzmie w polskiej historiografii
W Sąsiadach (op. cit., s. 114) Gross pisze: "antysemityzm zanieczyścił całe połacie współczesnej historii Polski i uczynił z nich temat wstydliwy". To gołosłowne, oszczercze pomówienie rzucone jest pod adresem polskiej historiografii, w której nie tylko, że nie widać przejawów antysemityzmu, ale wręcz przeciwnie, ogromny wpływ odgrywają badacze żydowskiego pochodzenia lub skrajnie prożydowscy, jak: J. Holzer, J. Jedlicki, J. Eisler, K. Kerstenowa, A. Garlicki, W. Borodziej, J. Tomaszewski, M. Kula, A. Paczkowski.
35. Fałsz o braku w Polsce opracowania losów Żydów w czasie okupacji
Starając się tendencyjnie pomniejszyć to, co robi się w Polsce dla lepszego poznania historii Żydów, Gross oszczerczo twierdzi ( na 118 stronie Upiornej dekady): "50 lat po skończonej wojnie nie ma w polskiej historiografii opracowania dotyczącego losów Żydów w czasie okupacji". Przypomnijmy więc choćby świetnie opracowany przez Teresę Prekerową, badaczkę wiele większej rangi niż Gross i bez porównania od niego rzetelniejszą, Zarys dziejów Żydów w Polsce w latach 1939-1945, wydany w Warszawie w 1998 r.
36. Fałsz o braku w Polsce porządnych monografii dziejów gett
Na stronie 118 Upiornej dekady Gross fałszywie twierdzi, że w Polsce jakoby: "Nie zostały nawet napisane porządne monografie historyczne o poszczególnych gettach... Gdyby się młody człowiek chciał dzisiaj zaznajomić z historią, na przykład getta warszawskiego, to jaką mu wypada polecić lekturę? - zapewne pracę Israela Gutmana, niedawno przetłumaczoną na język polski". Gross haniebnie przemilcza w ten sposób choćby tak ważną pozycję, jak wydaną przez Rutę Sakowską w 1975 r. i w 1993 r. cenną książkę o getcie warszawskim: Ludzie z dzielnicy zamkniętej. Książka była tłumaczona na język niemiecki, a Gross jej nie zauważył?!
Pod
prąd
100 kłamstw J. T. Grossa
Jerzy Robert Nowak
W Sąsiadach (op. cit. s. 94) Gross opowiada się za aprobatą wszelkich relacji żydowskich z doby II wojny światowej, głosząc " konieczność radykalnej zmiany podejścia do źródeł. Nasza postawa wyjściowa do każdego przekazu pochodzącego od niedoszłych ofiar Holocaustu powinna się zmienić z wątpiącej na afirmującą". Głoszona przez Grossa bezkrytyczna akceptacja a priori każdej relacji żydowskiej, bo to relacja "niedoszłej ofiary Holocaustu" zalatuje z daleka skrajnym szowinizmem żydowskim czy nawet rasizmem. Trudno się tu nie zgodzić z opinią publicysty Najwyższego Czasu Lecha Stępniewskiego, który nazwał tę swoistą "zasadę badawczą" Grossa "najgłupszym zdaniem" Sąsiadów. Czytamy: "Znaczy to mniej więcej tyle, że po prawdzie proletariackiej i po prawdzie aryjskiej przyszła teraz pora na prawdę holocaustową, a więc żydowską". Przypomnijmy, że już w przeszłości nierzadko okazywało się dość kosztowne bezkrytyczne zawierzenie świadectwom niektórych niedoszłych ofiar Holocaustu. By przypomnieć choćby hochsztaplerskie kłamstwa Jerzego Kosińskiego w rzekomo autobiograficznym Malowanym ptaku. Parę lat temu zdemaskowano jako wierutne kłamstwo od A do Z, pierwotnie niezwykle nagłaśniane, ba - nagrodzone w USA i w Izraelu, tłumaczone na kilkanaście języków pamiętniki niejakiego Benjamina Wiłkomirskiego z obozów zagłady. Później okazało się, że tak wychwalany, wygłaszający prelekcje w Muzeach Holocaustu autor wspomnień całą wojnę spędził najspokojniej w świecie w Szwajcarii, nie nazywał się Wiłkomirski i w ogóle nie był Żydem.
38. Nagłośnienie oszukańczej wersji Wasersztajna
Absurdalność
szowinistycznej tezy Grossa o prawdziwości każdej relacji żydowskiej najlepiej
wychodzi na jaw, gdy na ten sam temat pojawiają się dwie całkowicie sprzeczne
relacje "niedoszłych ofiar Holocaustu". A wtedy widać, że kłamie albo jedna,
albo druga z tych ofiar. Tertium non datur. Z takim przypadkiem zaś spotykamy
się przy porównaniu odpowiedniego fragmentu relacji koronnego świadka Grossa -
Szmula Wasersztajna z przemilczanym przez Grossa fragmentem relacji Rywki
Fogel na ten sam temat, zamieszczonym w znanej Grossowi książce Yedvabne.
History and Memorial Book (ed. Julius L. Baker and Jacob L. Baker, Jerusalem -
New York 1980, s. 101).
Zarówno w tekście Grossa, zamieszczonym w książce Europa NIE Prowincjonalna
(Warszawa 1999, s. 1100), jak i w początkach książki Sąsiedzi (s. 11-12, wyd.
I) czytamy dramatyczny fragment relacji S. Wasersztajna, opisujący, jak Polacy
rzekomo mordowali Żydów już pierwszego dnia po wejściu Niemców do Jedwabnego.
Polscy "mordercy" grali na harmonii i klarnecie, aby zagłuszyć krzyki
żydowskich kobiet i dzieci. "Ja własnymi oczami widziałem, jak niżej
wymienieni mordercy zamordowali (...) 2. Jakuba Kaca, 73 lat, i 3.
Krawieckiego Eliasza. Jakuba Kaca ukamieniowali oni cegłami, a Krawieckiego
zakłuli nożami - później wydłubali mu oczy i obcięli język. Męczył się
nieludzko, przez 12 godzin, dopóki nie wyzionął ducha". Cały problem w tym, że
u innej "niedoszłej ofiary Holocaustu" - Rywki Fogel wyraźnie czytamy, że
wszystkie zbrodnie pierwszego dnia po wejściu Niemców do Jedwabnego, w tym
właśnie mord na Kacu i Krawieckim, zostały dokonane przez Niemców (por.
Yedvabne..., op. cit., s. 101). Całkowite pominięcie przez Grossa informacji o
takiej sprzeczności dwóch żydowskich relacji w opisywanej przez niego sprawie
jest prawdziwym skandalem naukowym. Oczywiście, Gross robi to świadomie. Chce
przecież maksymalnie wybielić Niemców i obciążyć Polaków, po cóż ma więc
informować o przeczącym temu fragmencie relacji R. Fogel. Co to ma jednak
wspólnego z uczciwością intelektualną?
A jak określić praktykę żydowskiego miesięcznika Midrasz, który przedrukowując
relacje niektórych Żydówek i Żydów z książki o Jedwabnem, przedrukował tekst
Rywki Fogel w ten sposób, że od razu opuścił fragment jej tekstu sprzeczny z
relacją Wasersztajna. By czytelnicy nie zaczęli się przypadkiem zastanawiać
nieco głębiej nad całą sprawą. Nadmieniam, że jako pierwszy w tym numerze
Niedzieli zwracam uwagę na tę przemilczaną przez Grossa fundamentalną
sprzeczność dwóch zeznań żydowskich w sprawie tego samego mordu w Jedwabnem.
O oszustwach głównego i ulubionego "świadka" Grossa - Szmula Wasersztajna pisano już wiele w polskiej prasie. Przypominano, że Wasersztajn był po wojnie porucznikiem UB, a jego drastyczne opisy na temat rzekomych polskich okrucieństw prof. Tomasz Strzembosz nazwał " tworem chorej wyobraźni". Ja przypomnę tu tylko jeszcze jeden absurdalny przykład z opowieści Wasersztajna, również absolutnie sprzeczny z relacją Rywki Fogel na ten sam temat. Na s. 12 Sąsiadów czytamy opowieść Wasersztajna o tym, jak dwie Żydówki (skądinąd żony zbiegłych do Rosji b. partyjnych działaczy - J.R.N.) postanowiły "raczej utopić się wraz z dziećmi, aniżeli wpaść w ręce bandytów (polskich - J.R.N.). Wrzuciły one dzieci do wody i własnymi rękami utopiły, później skoczyła Binsztejn Baśka, która poszła od razu na dno, podczas gdy Kubrańska Chaja męczyła się przez kilka godzin. Zebrani chuligani zrobili z tego widowisko, radzili jej, aby się położyła twarzą do wody, a wtedy to się szybciej utopi - ta widząc, że dzieci już utonęły, rzuciła się energiczniej do wody i tam znalazła śmierć". Trudno uwierzyć w wiarygodność tonięcia przez kilka godzin Kubrańskiej, a tym bardziej, że przez te kilka godzin wraz z nią tonęły dzieci. Tymczasem o tej sprawie Rywka Fogel pisze (Yedwabne... op. cit., s. 101), że Polacy uratowali, wyciągając z wody, obie Żydówki, one jednak, zdesperowane, kolejny raz wskoczyły do wody i utonęły.
39. Przemilczenie faktu zdezawuowania przez sąd w 1949 r. trzech żydowskich świadków oskarżenia
Innym
fałszerstwem Grossa jest fakt, że znając akta procesu z 1949 r. w sprawie
Jedwabnego, całkowicie przemilczał stanowisko ówczesnego sądu w sprawie trzech
nagłaśnianych przez niego w Sąsiadach żydowskich świadków oskarżenia. Chodzi o
koronnego świadka Grossa S. Wasersztajna oraz o Abrama Boruszczaka i Eliasza
Grądowskiego. Sąd odrzucił ich zeznania jako niewiarygodne, bo okazało się, że
nie byli naocznymi świadkami mordu w Jedwabnem, wbrew temu, co sami
twierdzili. Pisał o zdezawuowaniu ich zeznań przez sąd prof. T. Strzembosz ( w
tekście Inny obraz sąsiadów, Rzeczpospolita z 31 marca - 1 kwietnia 2001).
40. Złodziej patefonu fałszywym świadkiem polskiego "rabunku"
Szczególnie kompromitujące, wręcz ośmieszające Grossa jest wybranie przez niego na głównego oskarżyciela Polaków za rabunek na Żydach akurat drobnego złodziejaszka Eliasza Grądowskiego. Jego zeznania zostały odrzucone przez sąd w 1949 r., bo okazało się, że 1940 r. został skazany przez sąd sowiecki za złodziejstwo (kradzież patefonu) i wywieziony w głąb Rosji. Do Polski powrócił dopiero w 1945 r. Nie mógł więc być świadkiem wydarzeń.
KONIEC
Gross przyparty do muru
Jerzy Robert Nowak
Wali się
gmach kłamstw Jana Tomasza Grossa, tak długo fetowanych jako nieomylna
prawda w czołowych polskojęzycznych mediach. Wielkim ciosem w fałsze Grossa
okazała się ekshumacja w Jedwabnem, wymuszona pod presją polskiej opinii
publicznej. Kłamliwe okazały się twierdzenia Grossa, że to Polacy mordowali
Żydów, podczas gdy Niemcy jakoby tylko to fotografowali. W toku ekshumacji
znaleziono prawie 100 łusek, co dowodziło strzelania do Żydów próbujących
uciec ze stodoły. W tym czasie broń palną mieli tylko Niemcy; wszak Polakom
groziła śmierć nie tylko za posiadanie broni, ale nawet za posiadanie
radioodbiorników.
Skrajnie zawyżona okazała się podawana przez Grossa liczba 1600 żydowskich
ofiar. Ekshumacja dowiodła, że w stodole zginęło 150-250 Żydów. A przecież
wyolbrzymione, zafałszowane przez Grossa liczby ofiar poszły w świat.
Amerykańskie wydanie Sąsiadów Grossa poprzedza kłamliwy wstęp głoszący, że
polska połowa mieszkańców Jedwabnego wymordowała drugą - żydowską połowę
mieszkańców tego miasteczka.
Zdumiewa fakt, że prezes IPN Leon Kieres przerwał ekshumację, którą zrobiono
bardzo powierzchownie, tłumacząc to względami na religijną wrażliwość Żydów.
Otóż nawet w Gazecie Wyborczej z 21 maja w tekście Agnieszki Kublik Tradycja
czy śledztwo pisano, że np. w USA i Izraelu władze państwowe nie respektują
protestu środowisk żydowskich, gdy w grę wchodzi uzyskanie dowodu
przestępstwa. Wynika z tego, że L. Kieres i jego koledzy są bardziej gorliwi
w przestrzeganiu w Polsce ortodoksyjnych zaleceń wiary mojżeszowej od
przedstawicieli władz Izraela.
Zachowanie prezesa IPN od początku szokuje skrajną tendencyjnością w
akcentowaniu rzekomej polskiej odpowiedzialności za mord w Jedwabnem i
ciągłym pomniejszaniu dowodów niemieckiej winy.
Niepokój budzą jego stwierdzenia dowodzące, że z jakichś względów nie chce
się ujawnić pełnych wyników dotychczasowego śledztwa. L. Kieres stwierdził,
że "wiele spraw zabierze ze sobą do grobu". To jakiś ponury absurd. Prezes
Instytutu Pamięci Narodowej ma obowiązek ujawniać zbrodnie, odsłaniać sprawy
przemilczane, a nie je tuszować, zabierając pamięć o nich do grobu.
Niefortunne wypowiedzi L. Kieresa dowodzą, jak fatalną decyzją był wybór na
prezesa IPN właśnie L. Kieresa, nie mającego, jak widać, pojęcia o tym, na
czym ma polegać szukanie prawdy o narodowej pamięci, o narodowej historii.
Cóż, L. Kieres nie jest historykiem, ani nawet prawnikiem wyspecjalizowanym
w tropieniu przestępstw. Jest specjalistą od prawa gospodarczego,
"wsławionym" głównie dość niefortunną "socjalistyczną" książką Zalecenia
RWPG w sprawach koordynacji planów gospodarczych i ich realizacji w PRL
(Warszawa 1978). Jest to jedyna samodzielna książka L. Kieresa, którą można
znaleźć w zbiorach Biblioteki Narodowej.
Kolejnym ciosem w Grossa stało się wystąpienie przeciwko niemu z pozwem
sądowym przez Kazimierza Laudańskiego. Oskarżył on Grossa, że oszczerczo
pomówił jego ojca - Czesława Laudańskiego o udział w mordzie Żydów w
Jedwabnem. Tymczasem w dniu mordu Czesław Laudański leżał obłożnie chory po
wyjściu z wielomiesięcznego więzienia sowieckiego, co potwierdza wielu
świadków.
Jeszcze na kilka tygodni przed pozwem Kazimierza Laudańskiego pisałem w
książce Sto kłamstw Grossa o tym, że Gross oszczerczo pomówił Cz.
Laudańskiego (kłamstwo nr 75 w mojej książce). Sugerowałem również w
audycjach dla polonijnego radia w Chicago, aby ktoś z potomków Cz.
Laudańskiego wystąpił z pozwem przeciw Grossowi do sądu amerykańskiego. W
USA za oszczercze pomówienia płaci się dużo więcej niż w Polsce i sprawa
mogłaby kosztować Grossa z milion dolarów.
Znamienne były kolejne krętactwa Grossa w momencie, gdy dowiedział się o
grożącym mu niebezpiecznym pozwie. Początkowo, jak pisano w Życiu z 16
czerwca, Gross oświadczył, że nie obawia się procesu, ze spokojem czeka na
rozstrzygnięcie sprawy i stwierdza: " Nie zamierzam za pomocą gazet
polemizować z Laudańskim". Już po tygodniu jednak okazało się, że Gross
uznał za bezpieczniejsze dla siebie przyznanie się do błędu na łamach prasy.
23 czerwca Rzeczpospolita zamieściła pod tytułem Gross przyznaje się do
pomyłki przyznanie się Grossa do popełnienia błędu w sprawie Czesława
Laudańskiego i jego wyjaśnienie, iż zawiadomił wydawców książki, "aby we
wszystkich dodrukach i tłumaczeniach książki poczynili odpowiednie poprawki"
. Całe wyjaśnienie było jednak bardzo pokrętne i mam nadzieję, że nie
wystarczy synowi pomówionego. Myślę, że Gross aż nadto zasłużył swoimi
pomówieniami na uderzenie go po kieszeni przez sąd w USA.
Bardzo ważne znaczenie w debacie na temat książki Grossa ma wystąpienie
przeciwko niemu ze strony wybitnego naukowca żydowskiego z USA - prof.
Normana G. Finkelsteina na łamach Rzeczpospolitej z 20 czerwca pt. Goldhagen
dla początkujących. Finkelstein ogromnie krytycznie ocenił Sąsiadów Grossa,
zarzucając im, że "pełne są rażących ( ...) sprzeczności" i "sformułowań
absurdalnych". Finkelstein zarzucił Grossowi, że jego książka wyraźnie służy
"Przedsiębiorstwu Holocaust", to jest osobom i instytucjom, które
wykorzystują dla celów politycznych i finansowych ludobójstwo dokonane na
Żydach w czasie drugiej wojny światowej. Według Finkelsteina, Sąsiedzi
Grossa "stali się kolejną bronią 'Przedsiębiorstwa Holocaust' w wymuszaniu
od Polski pieniędzy" . Jak pisał Finkelstein: "Przedsiębiorstwo Holocaust
rości sobie pretensje do setek tysięcy parceli na polskiej ziemi, wartych
dziesiątki miliardów dolarów. (...) Jest to próba wymuszenia skryta pod
płaszczykiem żydowskiego cierpienia".
Komentując naciski Przedsiębiorstwa Holocaust na Polskę, prof. Finkelstein
pisze, że wspiera ono "taktykę silnej pięści, by zmusić Polskę do
uległości". Według prof. Finkelsteina: "Tak naprawdę to mamy do czynienia z
- mówiąc krótko - chuligaństwem Przedsiębiorstwa Holocaust".
Warto tu dodać, że z bardzo stanowczym potępieniem roli Grossa jako
żydowskiego propagandysty, służącego swą książką pomocą w wymuszaniu
ogromnych spłat roszczeń materialnych Żydów, wystąpił słynny amerykański
historyk Richard C. Lukas. Ten najważniejszy dziś amerykański badacz dziejów
Polski, autor kilku znaczących książek na ten temat (m.in. doskonałego
Zapomnianego Holocaustu), opublikował ogromnie ostrą krytykę książki Grossa
na łamach The Polish American Journal z maja 2001. Lukas szczególnie mocno
potępił tam Grossa za wybielanie zbrodniczej żydowskiej kolaboracji na
Kresach Wschodnich w latach 1939-41, pisząc wręcz o "żydowskiej zdradzie we
wschodniej Polsce".
Zapomniany heroizm Jedwabnego
Jerzy Robert Nowak
W ciągu
ostatniego roku przez najbardziej wpływowe w Polsce media przetoczyła się cała
fala tendencyjnych oskarżeń przeciw miasteczku Jedwabne i ogółowi jego
mieszkańców. Ton nadał tu główny kalumniator Jan Tomasz Gross, pisząc, że
żydowskich mieszkańców Jedwabnego wymordowało społeczeństwo (czytaj: ogół
mieszkających tam Polaków). We wspierających Grossa niektórych mediach
amerykańskich zaczęto pisać (nie bez jego wiedzy), że polska połowa
mieszkańców Jedwabnego wymordowała drugą - żydowską połowę. W niektórych
wpływowych mediach w Polsce zaczęto nawet posuwać się do stwierdzeń o
szczególnie upiornym, oszczerczym charakterze - o rzekomej hańbie całego
Jedwabnego, o wstydzie, jaki po dziś dzień spada na wszystkich jego
mieszkańców. Tymczasem okazało się, dzięki badaniom prof. Tomasza Strzembosza,
Piotra Gontarczyka i paru innych historyków, że cała akcja mordowania Żydów w
Jedwabnem została zaplanowana i przeprowadzona przez Niemców, którzy
decydowali o wszystkim, co się działo na podbitych przez nich terenach Polski.
Najnowsze wyniki ekshumacji - znalezienie blisko 100 łusek na miejscu zbrodni
- dowiodły, iż Niemcy do końca uczestniczyli w mordowaniu Żydów, strzelając do
próbujących uciekać ze stodoły. (Nikt poza Niemcami nie mógł bowiem używać tam
broni palnej). Dowiedziono również skrajnego zawyżenia ilości żydowskich
ofiar. (Było ich ok. 200, a nie 1600, jak twierdził Gross, powołując się na
oszukańczego świadka Szmula Wasersztajna). Badania polskich historyków
(zwłaszcza prof. Strzembosza) dowiodły również - wbrew twierdzeniom Grossa -
że w eskortowaniu Żydów, kierowanym przez Niemców terroryzujących miasteczko
wcale nie uczestniczyły tłumy jedwabnian, lecz około 20 osób spośród
mieszkańców miasteczka, głównie osób z kręgu marginesu społecznego.
Dodajmy, że wszystko to działo się po ponad półtora roku trwającej okupacji
sowieckiej, w czasie której okrutnie zdziesiątkowano elity Jedwabnego i całego
regionu jedwabińskiego, aresztując, mordując i deportując na Syberię
dziesiątki najbardziej patriotycznych, ofiarnych, a zarazem najbardziej
wykształconych tamtejszych Polaków. Częstokroć Polacy byli aresztowani na
podstawie donosów swych żydowskich sąsiadów, którzy niejednokrotnie aktywnie
uczestniczyli w aresztowaniach lub deportacjach polskich patriotów z
Jedwabnego i okolic. Według autorów tekstu dla KAI - B. Łozińskiego i A.
Petrowicz-Wasilewicz, w aresztowaniu miejscowego bohaterskiego ks. Mariana
Szumowskiego "uczestniczył również miejscowy Żyd, współpracujący z NKWD" (wg
Życia z 3-4 marca 2001).
Szczególnie mało znany - jak dotąd jest fakt, że Jedwabne i region jedwabiński
padły ofiarą wyjątkowo okrutnych sowieckich represji, płacąc nader wysoką cenę
za niebywale ofiarny, pełen poświęcenia opór przeciwko sowieckim okupantom.
Oszczerczy żurnaliści, wydając pochopny wyrok na ogół mieszkańców Jedwabnego,
starannie przemilczeli ( najczęściej z totalnej ignorancji) wszystko to, z
czego jedwabnianie mogą być prawdziwie dumni. A przede wszystkim fakt, że
właśnie Jedwabne i cały region jedwabiński mają prawo stać się symbolem
najbardziej heroicznego oporu przeciwko Sowietom w czasie pierwszej okupacji
sowieckiej w latch 1939-41. Według znanego badacza tej problematyki - dr. hab.
Krzysztofa Jasiewicza: "Z dokumentów NKWD, znajdujących się w Mińsku, wynika,
że w okolicach Jedwabnego polskie podziemie liczyło 1500 osób (stanowi to 4%
Polaków w rejonie, nie licząc ich rodzin. (...) Czy nienawiść do systemu
sowieckiego, którego symbolem byli Żydzi, nie wyrażała swoiście pojętej
postawy patriotycznej? Nie dowiemy się tego z książki Grossa" (K. Jasiewicz:
Sąsiedzi niezbadani, Gazeta Wyborcza, 9-10 grudnia 2000). Konspiratorzy z
regionu Jedwabnego i okolic przechodzili do coraz aktywniejszych działań -
organizowali zamachy na sowieckich żołnierzy i milicjantów. Zabrano się też do
likwidacji najbardziej znienawidzonych kolaborantów z Sowietami.
Szczególnie głośny stał się zamach na skrajnie antypolskiego żydowskiego
kolaboranta z Wizny - Lejbę Gutowskiego, agenta NKWD. Gutowski od początku
1940 r. sprawował stanowisko zastępcy dyrektora szkoły w Wiznie i równocześnie
funkcję sekretarza komórki partyjnej WKP(b). Szczególne oburzenie wśród
Polaków wzbudził swym zachowaniem podczas manifestacji pierwszomajowej w 1940
r. Stojąc wówczas na cokole zniszczonego pomnika POW, zawołał do spędzonych
tam siłą Polaków: "( ...) musicie raz na zawsze zapamiętać, że Polska nigdy
nie wróci. Wielki Związek Rad i my jesteśmy właścicielami tej ziemi" (cyt. za
S. Gawrychowski: Na placówce AK (1939-45), Warszawa - Łomża 1997, s. 64). A
potem - jak pisze Gawrychowski: "wznosili okrzyki 'Niech żyje Armia Czerwona',
'Niech żyje wielki wódz - ojciec Stalin!'. Rosjanie wołali 'Hurra', Żydzi bili
brawo, a sponiewierani i bezsilni Polacy ze łzami i nienawiścią w oczach
patrzali na zdrajców i okupantów" ( Tamże). W czerwcu 1940 r. żołnierze
polskiego podziemia zastrzelili Lejbę Gutowskiego na drodze z Jedwabnego do
Wizny. Historyk Piotr Gontarczyk wspomniał również o innej akcji podziemia,
podjętej w celu odstraszenia kolaborantów. Dokonano jej w Rajgrodzie,
wrzucając granaty do sali domu kultury, w którym bawili się czerwonoarmiści i
miejscowa młodzież żydowska. Spowodowało to śmierć 4 osób i poranienie wielu
innych. Szczególnie głośnym wyczynem polskiego podziemia w regionie Jedwabnego
stało się zastrzelenie szefa miejscowego NKWD - Szewiełowa.
Coraz bardziej śmiałe akcje polskiego podziemia popchnęły Sowietów do
gwałtownego przeciwdziałania. 17 czerwca 1940 r. doszło do kolejnej wielkiej
fali aresztowań w regionie Jedwabnego (ich ofiarą padło ok. 70 osób). Pod
koniec czerwca 1940 r. Rosjanie rozpoczęli z zaskoczenia nagły atak na główną
bazę partyzantów na Uroczysku Kobielne. Doszło do zaciętej walki, która
zakończyła się całkowitym rozbiciem partyzantów, choć zginęło przy tym wielu
Rosjan. Jednym z najbardziej dramatycznych epizodów tej bitwy był bój o
gajówkę, bronioną bohatersko także przez dwie kobiety - żonę gajowego Wojsława
i Jadwigę Laudańską. Podczas gdy mężczyźni strzelali, obie kobiety rzucały
granaty przez okna, by nie dopuścić Sowietów do wnętrza domu. Laudańska
zginęła od kuli w serce, Wojsławowej pocisk rozerwał brzuch i męczyła się,
mając rozerwane jelita. Obie bohaterskie kobiety osierociły swe maleńkie
córki.
Wraz z rozbiciem polskiej organizacji podziemnej, Sowieci zintensyfikowali
zmasowane okrutne represje wobec polskiej ludności Jedwabnego i okolic. Piszę
o tym szeroko w wydanej przed dwoma tygodniami książce 100 kłamstw J. T.
Grossa, stanowiącej wielokrotne rozszerzenie cyklu publikowanego wcześniej na
łamach Niedzieli. Profesor Tomasz Strzembosz tak pisał w tekście Uroczysko
Kobielne (Karta nr 5 z 1991 r.) o losach okrutnie represjonowanych za udział w
konspiracji antysowieckiej mieszkańców Jedwabnego i pobliskich regionów:
"Schylam nisko głowę przed tymi ludźmi, z których wielu to prawdziwi
męczennicy, walczący przez długie miesiące śledztwa już nie o życie, lecz o
zachowanie ludzkiej godności i ratowanie od więzienia nie wykrytych przez
oprawców kolegów. Z ich samotnym bohaterstwem mało co się może porównać.
Ludzie prości, nie znający literackich wzorców romantycznego bohaterstwa, z
pobudek ludzkich i chrześcijańskich potrafili zdobyć się na tę wielkość, nad
którą zalega tylko milczenie. Pokrywało ono ich doświadczenie, ich los przez
pół wieku - czas, który wystarczył, by większość z nich odeszła do
wieczności".
Najwyższy czas, by przypomnieć tak długo niechlubnie przemilczany w dobie
PRL-u heroizm mieszkańców Jedwabnego, uczestniczących w oporze przeciw
sowieckiej przemocy. Uczestniczyli przecież w czymś, z czego mogą być
wyjątkowo dumni - w liczącej 1500 osób antysowieckiej partyzantce
niepodległościowej, prowadzonej w czasie, gdy tak wielu Polaków straciło
wszelkie nadzieje (po katastrofalnej klęsce Francji) . Jakże niewiele się wie
- poza regionem jedwabińskim - o ryzykanckich wyczynach tamtejszych
partyzantów. W Polsce niemal powszechnie znane jest bohaterstwo walczącego
przeciwko Niemcom majora "Hubala" - Dobrzańskiego i jego elitarnej formacji.
Tym bardziej żal, że w tym samym czasie ciągle na marginesie ludzkiej pamięci
pozostaje wspomnienie o bohaterstwie setek zwykłych prostych ludzi z polskiego
podziemia antysowieckiego w Łomżyńskiem - potomków drobnej szlachty
zaściankowej i patriotycznego chłopstwa, którzy nie chcieli się pogodzić z
triumfem potężnego okupanta.