Polska maruderem reform
Ostatnie dwa i pół roku w Polsce znowu zmarnowano. Taki jest coraz wyraźniejszy bilans rządów premiera „grubej kreski" Tadeusza Mazowieckiego i szefa „rządu kontynuacji" Jana Krzysztofa Bieleckiego. Jeszcze nie tak dawno zapewniano nas (zwłaszcza ze strony polityków Unii Demokratycznej), że Polska bezapelacyjnie prowadzi pod względem jakości i tempa przemian wśród postkomunistycznych państw Europy Środkowej.
A tu rzeczywistość skrzeczy: inwestorzy zagraniczni najchętniej udają się na Węgry, gdzie stworzono najlepsze warunki do inwestowania, czy do Czecho-Słowacji, gdzie są tradycje lepszej pracy; Polska przoduje natomiast w recesji i skrajnej słabości pozycji dyrektorów przedsiębiorstw (osławiony trójkąt — dyrektor — władze związkowe —rada pracownicza). Według najnowszych danych na 20 największych inwestycji zachodnich w krajach postkomunistycznych 12 przypadało na Węgry, 6 na Czechosłowację, a tylko na Polskę.
Co najgorsze, przez ostatnie trzy lata Polska straciła pozycję lidera przemian demokratycznych. Poprzednio przez całe dziesięciolecia byliśmy krajem o największej liczbie enklaw wymykających się spod kontroli komunistycznej władzy. Należała do nich niebywała rola Kościoła katolickiego, dominacja prywatnego rolnictwa, większa niż gdzie indziej w krajach bloku swoboda i odwaga mówienia, większa niż gdzie indziej liczba krnąbrnych intelektualistów etc. Dziś, w parę lat po utracie władzy w państwie przez komunistów, również wyróżniamy się swoimi enklawami—tylko, że tym razem są to większe niż gdzie indziej wpływy starej komunistycznej nomenklatury. Pod tym względem zdecydowanie „przodujemy" wśród państw trójkąta: Czecho-Słowacja —Polska—Węgry. Oto niektóre wymowne przykłady.
Pomimo rozpoczęcia właśnie w Polsce procesu przemian w czerwcu 1989 r., w naszym kraju najpóźniej zniesiono zapis o przewodniej roli partii (po Węgrzech, Czecho-Słowacji i byłej NRD).
U nas najpóźniej odbyły się wolne wybory, z prawie półtorarocznym opóźnienieni wobec Czecho-Słowacji i Węgier.
W Polsce przez ponad rok prezydentem był twórca stanu wojennego gen. W. Jaruzelski, podczas gdy w Czecho-Słowacji i na Węgrzech urząd Prezydenta o wiele wcześniej przeszedł w ręce byłych więźniów komunizmu V. Havla i A. Goncza.
W Polsce dopiero dwa tygodnie temu urząd ministra obrony narodowej przeszedł w cywilne ręce. Dotąd sprawował ten urząd wiceadmirał Piotr Kołodziejczyk, „zalecony" na to stanowisko przez gen. W. Jaruzelskiego. Był do tego odpowiednio „przygotowany", jako były szef najbardziej skompromitowanej instytucji wojskowej Głównego Zarządu Politycznego LWP. Na Węgrzech cywilny minister obrony L. Fur sprawował urząd już od maja 1990 r. W Czecho-Słowacji w październiku 1990 r. usunięto ze stanowiska ministra obrony byłego komunistę gen. Vaclava Vacka. Zrobiono tak mimo usilnych prób obrony gen. Vacka ze strony prezydenta V. Havla, rzecznika bardziej stopniowanej polityki przemian.
Zarówno w Czecho-Słowacji, jak i na Węgrzech dużo szybciej niż w Polsce siły demokratyczne przejęły kontrolę nad resortem spraw wewnętrznych. (... ) W przeciwieństwie do Polski, gdzie wybrano zasadę nieujawniania byłych agentów bezpieczeństwa, nawet za cenę ich ewentualnego dopuszczenia do nowego demokratycznego parlamentu, zarówno w Czecho-Słowacji jak i na Węgrzech podjęto ustawy uniemożliwiające piastowanie ważnych funkcji publicznych, udział w parlamencie etc. przez byłych agentów bezpieczeństwa. W Czecho-Słowacji, w ciągu pierwszych dwóch miesięcy 1990 r. zawieszono ze skutkiem natychmiastowym w czynnościach 10 tysięcy funkcjonariuszy tajnej policji bezpieczeństwa, którym natychmiast polecono opuszczenie stanowisk pracy. Wszelkie pomieszczenia zawierające aparaturę podsłuchową oraz akta personalne obywateli inwigilowanych w czasach komunistycznych zostały opieczętowane. W Polsce umożliwiono zniszczenie wielkiej części akt lub ich ukrycie. Dotąd nie w pełni wyjaśniona jest sprawa likwidacji podsłuchów (od czasu do czasu wybuchają sprawy podsłuchów: w hotelach, w małopolskiej „Solidarności", w Komitecie Obywatelskim etc).
Podczas gdy w Polsce ton nadawała polityka „grubej kreski", na Węgrzech i w Czecho-Słowacji jednoznacznie akcentowano sprawę rozliczeń z przeszłością. Jak to określił premier József Antall—niedopuszczalna jest sytuacja, w której były dyrektor więzienia dla więźniów politycznych miałby, otrzymywać większą emeryturę od byłych więźniów politycznych. W. Polsce ludzie odpowiedzialni za katowanie, a nawet śmierć więźniów politycznych, nadal otrzymują pokaźne, na ogół dużo większe od przeciętnych emerytury.
W Czecho-Słowacji, w ciągu pierwszych dwóch tygodni po utworzeniu rządów demokratycznych, usunięto 21 dotychczasowych ambasadorów. Podobnie szybko działano w tej sprawie na Węgrzech.
W Polsce jeszcze w październiku 1989 r. mianowano na ambasadora do Bułgarii byłego wiceministra spraw wewnętrznych generała Pożogę, a szefem placówki w Albanii był osławiony generał Ciastoń. Jeszcze teraz kolejny, trzeci już, polski rząd demokratyczny reprezentuje w Moskwie były członek Biura Politycznego KC PZPR Stanisław Ciosek. Jak „dobrze" reprezentuje Polskę w Moskwie, mogą świadczyć takie fakty, jak nie docenienie roli B. Jelcyna, zaskoczenie moskiewskim puczem, nie zareagowanie w odpowiednim czasie na aferę z rublami transferowymi, która przyniosła bilionowe straty, opóźnienia w pertraktacjach w sprawie wyjścia wojsk radzieckich z Polski. Jesteśmy dziś jedynym państwem Trójkąta, w którym pozostały wojska radzieckie, a zarazem krajem, który jest najdalej od sprawy finansowego uregulowania spraw związanych z wyjściem wojsk radzieckich z Polski.
W żadnym z pozostałych państw Trójkąta nie ma tak złej sytuacji, jeśli chodzi o przemianę mass mediów, jak w Polsce. Przeważająca część polskiej prasy jest nadal w rękach starej postkomunistycznej nomenklatury. Powstaje pełna asymetria pomiędzy zaznaczającym się dzięki październikowym wyborom pluralizmem politycznym w parlamencie a sytuacją w prasie, radiu i telewizji. Prawie nie ma w telewizji redakcji nie zdominowanej przez ludzi ze starej nomenklatury. W ciągu ostatniego roku padło wiele pism solidarnościowych i niezależnych (m. in. „Młoda Polska", „Tygodnik Gdański", „Po Prostu", „Opinia", „Polityka Polska", „Wokanda"). Coraz lepiej kwitną za to pisma utrzymane w rękach spadkobierców po PZPR, nie mówiąc już o urbanowym „Nie", „Skandalach" etc. Najbardziej przebojowym i intratnym wydawnictwem politycznym pozostaje BGW, powstałe między innymi wskutek przekształcenia dawnego Instytutu Wydawniczego OPZZ. Równocześnie Polskę od Węgier i Czecho-Słowacji „odróżnia" to, że u nas istnieje wiele nie naprawionych krzywd po grudniu 1981., choćby takich jak nie rozliczenie sprawy majątku zabranego „Solidarności" przez władze i przekazanego OPZZ, nie rozliczenie sprawy majtku zabranego SDP. Przez dwa i pół roku w Polsce nie zrobiono niczego dla rozwiązania sprawy troski o pluralizację telewizji. W przeciwieństwie np. do Węgier, gdzie już wiosną 1990 r. powołano radę nadzorczą nad telewizją, powołaną z przedstawicieli różnych partii, stowarzyszeń twórczych i rządu. Na skutek blokowania rozwoju partii politycznych w Polsce za czasów ekipy T. Mazowieckiego, wyraźnie odstajemy od pozostałych krajów Trójkąta pod względem rozwoju nowych, demokratycznych partii politycznych. Szczególnie wyraźnie widać to w porównaniu z Węgrami, gdzie od początku 1989 r. przeprowadzono przemiany metodą rywalizacji partii opozycyjnych. W maju 1990 r. po wyborach, był tam zarówno „nasz rząd" jak i„nasza opozycja".
W żadnym innym państwie Trójkąta nie zrobiono tam mało jak w Polsce dla podważenia władzy gospodarczej starej nomenklatury. Faktycznie dominuje ona nad polskimi bankami, wielką częścią Ministerstwa finansów etc. Przodujemy za to pod wzglądem liczby i wielkości afer gospodarczych, rozkwitu spółek nomenklaturowych. Ani na Węgrzech, ani w Czecho-Słowacji nie było ani jednej afery, która rozmiarami mogłaby się równać z naszą aferą alkoholową, benzynową, tytoniową, kasynową, FOZZ-Gate etc.
Polska jest krajem, gdzie zdecydowanie istnieją najgorsze warunki ekonomiczne dla kształtowania nowych warstw średnich, (choćby dzięki roli starych sił w fiskusie, które zwykły coraz silniej opodatkowywać prywatną przedsiębiorczość, stwarzając coraz trudniejsze warunki kredytowe. Słynny węgierski ekonomista Janos Kornai wyrażał w 1990r. zadziwienie tym, że udzielone w pierwszych 9 miesiącach rządu T. Mazowieckiego kredyty dla prywatnej przedsiębiorczości stanowiły zaledwie 2, 7% całości kredytów udzielonych przez banki państwowe.
Jesteśmy zarazem jedynym państwem Trójkąta, które nie ma dotąd choć namiastki własnej polityki przemysłowej. W rezultacie zamiast popierania tych dziedzin gospodarki, które dawały szansę największych korzyści ekonomicznych, pomoc uzyskiwały te gałęzie przemysłu i te przedsiębiorstwa, które miały najlepsze powiązania „na górze" (w bankach i w Ministerstwie Finansów). Byli to przede wszystkim różni „energożercy" z hut i kopalń. Efekt zadłużenia przedsiębiorstw wobec państwa sięga już 150 bilionów złotych.
Fatalne skutki przyniosły skrajne „oszczędzania" na nauce i kulturze, złożonych na ołtarzu poświęceń dla realizacji planu Balcerowicza. Bardzo wymowne pod tym względem były wyniki badań socjologów z krajów Trójkąta publikowane w „Gazecie Wyborczej" z 27 grudnia 1991. Wynika z nich, że Polacy są zdecydowanie najgorzej wykształceni — w Polsce jest najniższy odsetek uczniów i studentów. Co najgorsze, niekorzystne dla nas dysproporcje powiększyły się wyraźnie w ostatnich trzech latach. Według badań socjologicznych dla 47 proc. Węgrów i 25 proc. Polaków ważniejsze niż przed trzema laty jest wykształcenie. Przeciwny pogląd reprezentuje 37 proc. Polaków i 20 proc. Węgrów. Znacznie więcej Węgrów (52 proc. ) niż Polaków (32 proc. ) wierzy, że dziś łatwiej niż przed trzema laty odnieść sukces ciężką pracą.
Na tle analizowanych powyżej porównań tym słuszniejsza wydaje się teza głoszona przez premiera Jana Olszewskiego, że w Polsce dopiero teraz zaznacza się prawdziwy początek końca komunizmu. Oby nie skończyło się tylko na początku!
Tekst publikowany na łamach „Ładu" z 2 lutego 1992. Sprowokował polemikę senatora Krzysztofa Pawłowskiego pt „Polska może być liderem ", („Ład" z 15 marca 1992). Autor polemiki przyznawał wagę stwierdzeń zawartych w moim artykule, ale uważał, ze sytuacja Polski wygląda znacznie bardziej optymistycznie.