Prof. J. R. Nowak o rusofilstwie i dyspozycyjności “Nowej Myśli Polskiej”
 

Wstecz

Narodowcy "antynarodowi”?

W “Nowej Myśli Polskiej”, gdzie przez szereg tygodni drukowano teksty atakujące mnie w najbardziej plugawy sposób, zabrzmiały nagle i niespodziewanie zupełnie nowe tony. Redaktor Krzysztof Nagrodzki w tekście “Gra z bankierem” (“Nowa Myśl Polska z 7 IX 2003) przyznał, że przedrukowany w “Nowej Myśli Polskiej” tekst z “Racji Polskiej” dawał mi “odpór” na niskim poziomie. I zaakcentował na mój temat, że jestem człowiekiem, którego zasługi dla odkłamywania historii dewastowanej przez wyspecjalizowanych harcowników antypolonizmu lub po prostu omamionych czytelników ideologicznych bryków w ostatnich latach są godne szacunku. W tymże numerze ukazał się również polemiczny tekst “W obronie Jędrzeja Giertycha” pióra Piotra Sutowicza z którym na ogół się nie zgadzam, ale jest to tekst na poziomie, z klasą.

Jest to pierwszy tego rodzaju tekst polemizujący ze mną w ostatnich tygodniach na łamach “Nowej Myśli Polskiej”, w którym próbuje się dyskutować godnie, rzeczowo, bez oszczerstw i prób zniesławiania. Cieszę się bardzo z tej ewolucji w “Nowej Myśli Polskiej”, na pewno wymuszonej przez protesty czytelników, którzy zaprzestali prenumeraty tego periodyku (mam odbitki listów czytelników “Nowej Myśli Polskiej”). Przypomnijmy, że prof. Stefan Kurowski wycofał parę tygodni temu swe nazwisko ze stopki redakcyjnej “Nowej Myśli Polskiej”
 

Paszkwilanci służyli antypolonizmowi
Fakt, że w “Nowej Myśli Polskiej” uznano teraz moje zasługi za godne szacunku piórem red. Nagrodzkiego, którego cenię za rozliczne publikacje, nie zmienia jednak jednego, jakże przykrego faktu. Tego, że redakcja “Nowej Myśli Polskiej”, tak akcentująca, że jest narodowa i patriotyczna, przez dwa miesiące publikowała atakujące mnie najbardziej obrzydliwe paszkwilanckie artykuły. Było to szczególnie wymowne. Mieniąca się narodową i patriotyczną redakcja w imię potrzeb chwili, przez dyspozycyjność wobec Romana Giertycha atakowała naukowca i publicystę, który od dziesięcioleci walczy o prawdę w Polsce i polskiej historii, wbrew coraz silniejszej ofensywie antypolonizmu. Przypomnijmy, że nie gdzie indziej, a właśnie w “Nowej Myśli Polskiej” z 28 października 2001 r. pisano: I zapytajmy, jakby się potoczyła ta batalia o uratowanie polskiej świadomości i dobrego imienia polskiego narodu, gdyby nie było Roberta Nowaka, już znanego, już popularnego obrońcy polskości i pogromcy żydowskiego antypolonizmu.
W świetle tych słów, drukowanych właśnie w “Nowej Myśli Polskiej” w 2001 r., zapytajmy czy późniejsze paszkwilanckie ataki, próbujące zdyskredytować cały mój dorobek twórczy i całe życie, nie były działaniem antypolskim, antynarodowym, sprawiającym satysfakcję tylko szermierzom antypolonizmu.
Zastanówmy się też, jak określić redaktora naczelnego LPR-owskiej “Racji Polskiej” Jana M. Rumana, który gromko zaatakował moje książki historyczne, nazywając je “histeryczno-historycznymi”. W swoich książkach historycznych - “Przemilczane zbrodnie. Polacy i Żydzi na Kresach 1939-1941”, “Spory o historię i współczesność”, “Czarna legenda dziejów Polski”, “Kogo muszą przeprosić Żydzi”, “Zbrodnie UB” - atakowałem antypolonizm krajowy i zagraniczny.
Książki te, jak wiadomo, cieszyły się dużym rezonansem wśród członków LPR. Co oznacza więc atak redaktora naczelnego “Racji Polskiej” J. Rumana na te książki? Czy oznacza to, że sam Ruman identyfikuje się z antypolonizmem, który demaskuję w moich książkach, robiąc to nie histerycznie, lecz w sposób gruntownie udokumentowany?!
Plugawa nagonka ostatnich tygodni przeciwko mnie to kolejna próba zamknięcia mi ust lub zmniejszenia możliwości walki z antypolonizmem, który jest głównym terenem mojego działania.
 

“Narodowiec” potępiający narodową historie
Apologeci rodu Giertychów gotowi są posuwać się do najskrajniejszych absurdów w chwalbie swoich idolów. Pamiętam, jak jakaś apologetka zadzwoniła dwa miesiące temu do Radia Maryja, atakując mnie za to, że śmiem krytykować ród Giertychów, choć ona dokładnie sprawdziła ich rodowód i polskość wstecz aż do piętnastego stulecia. A cóż takie “sprawdzenie” ma wspólnego z aktualną dyskusją? Nawet, gdyby kobiecina posprawdzała ród Giertychów aż do czasów Popiela i Piasta, a nawet samego króla Ćwieczka. Parę dni temu inna apologetka, niejaka Anna z Nadrenii, z furią napiętnowała mnie w telefonie do Radia Maryja za to, że śmiem krytykować największego polskiego publicystę minionego wieku - Jędrzeja Giertycha. Jeśli dla tej pani największym polskim publicystą jest człowiek, który jeszcze w 1938 roku wypisywał androny o “potężnym, zasadniczo zdrowym hitleryzmie”, to można tylko podziwiać rozmiary takiej naiwności czy niewiedzy.

Uważać za największego polskiego narodowego publicystę człowieka, który zajadle piętnował powstanie robotników poznańskich w Poznaniu 1956 roku, masowe wystąpienie mieszkańców Nowej Huty w obronie Krzyża w 1960 roku, kolejne działania opozycji antyreżimowej lat 60-tych i 70-tych, wielki narodowy ruch “Solidarności” w latach 1980-1981; a za to występował z ofertą akceptującą obecność Polskę w obozie sojuszników ciemiężącej nas Rosji Sowieckiej w “Liście do Chruszczowa” w grudniu 1959; chwalił “dobre ramy” zmian stworzone przez zdradzieckich generałów - twórców stanu wojennego w tekście z 1982 roku! Jak ocenić narodowca, który równocześnie szkalował Armię Krajową jako “terrorystyczną” organizację i wybielał działania armii sowieckiej w Polsce w latach 1945-1945. A to właśnie robił Jędrzej Giertych jeszcze w 1986 roku w książce wydanej w Londynie (tak!). Co te działania godzące w polski patriotyzm, w podstawowe polskie dążenia niepodległościowe miały wspólnego z prawdziwą polską myślą narodową?

Dlaczego atakujący mnie tak gwałtownie apologeci J. Giertycha z “narodowej” podobno “Nowej Myśli Polskiej” i narodowej podobno “Racji Polskiej” milczą jak grób, że ich idol - Jędrzej Giertych - został wyrzucony ze Stronnictwa Narodowego na emigracji w 1961 roku? Dlaczego nie próbują wyjaśnić, jak doszło do tego, że tak wielki jakoby narodowy publicysta i patriota został wyrzucony z trzaskiem właśnie z partii narodowej? Co wspólnego z patriotyzmem, z prawdziwą troską o Naród miało stosowane przez Jędrzeja Giertycha odrzucanie wielkiej części pięknych polskich tradycji niepodległościowych, jadowite ataki na wszystkie powstania polskie, od Kościuszkowskiego poprzez Listopadowe, Styczniowe do Warszawskiego; jadowite piętnowanie Marszałka Polski J. Piłsudskiego dosłownie za wszystko; ataki na Armię Krajową?
 

Poseł LPR obrońcą stanu wojennego
A cóż to za przedziwny “patriotyzm”, który kazał obecnemu posłowi Ligi Polskich Rodzin Maciejowi Giertychowi działać w Radzie Konsultacyjnej przy największym targowiczaninie naszych czasów – gen. W. Jaruzelskim? Cóż to za patriotyzm kazał mu aprobować wydaną Narodowi przez zdradzieckich generałów wojnę z 13 grudnia 1981 r. i jeszcze w grudniu 1989 roku występować na rzecz utrzymania Układu Warszawskiego! Cóż to za patriotyzm kazał obecnemu posłowi Ligi Polskich Rodzin (tak!) Maciejowi Giertychowi wypisywać jeszcze w 1995 r. w książce “Dmowski czy Piłsudski” (s. 104-105.) takie oto stwierdzenie zafałszowujące i zohydzające “Solidarność” z 1981 r. i usprawiedliwiające wprowadzenie stanu wojennego: Z miesiąca na miesiąc Naród coraz gorzej czuł się w szeregach “Solidarności” opanowanej przez KOR i KPN ale na izolowanie mącicieli zabrakło warunków politycznych. Ekstremiści zafascynowali się liczbą 10 mln. członków. Myśleli, że tylu obywateli stanie w ich obronie. Zapomnieli, że nie wyrażają ich uczuć, że reprezentują margines w polskim życiu politycznym (...) Tymczasem decydowała wola niewielkiej grupy ekstremistów dążących do konfrontacji z władzą, dążących do konfrontacji z ZSRR. Chodziło o ingerencję Paktu Warszawskiego, o kompromitację ZSRR w oczach świata, by Reagan mógł tytułem retorsji załatwiać swoje sprawy na Kubie, w Nikaragui czy gdzie indziej (...) I tym razem się nie udało. Milcząca większość nie poparła ekstremistów KOR-u i KPN-u. Gen. Jaruzelski swą branką nie sprowokował powstania, ale ustrzegł przed nim, okazał się większy od Wielopolskiego. Politycznie okazaliśmy się dojrzalsi niż sądzono w sztabach NATO. Ich wściekłość była więc zrozumiała. Odmówiliśmy roli poligonu antysowietyzmu.

Przedstawiane tu oceny M. Giertycha na temat sytuacji w “Solidarności” w 1981 r. rzekomo opanowanej przez KOR nie miały nic wspólnego z faktami historycznymi. W rzeczywistości ludzie KOR-u faktycznie przegrali z kretesem walkę o opanowanie “Solidarności”. W tomiku “Jak oszukano Naród” (wyd. MaRoN, Warszawa 2001, Biblioteka książek “niepoprawnych politycznie”, t. III, s. 4.) pisałem, że na pierwszym zjeździe “Solidarności” jesienią 1981 r. wyraźnie dominowały poglądy nurtu “prawdziwych Polaków”, jak zgryźliwie wspominali ich później kosmopolityczni KOR-owscy oponenci spod znaku Michnika, Kuronia, Borusewicza czy Celińskiego. Ku wzburzeniu całej warszawskiej lewicowej “elitki” jej największy guru – Bronisław Geremek - fatalnie przegrał w wyborach na jesiennym zjeździe “Solidarności” w 1981 r. Nie zdołał wejść nawet do stuosobowego składu Komisji Krajowej “Solidarności”. Adam Michnik z goryczą wspominał, że nie opublikował ani jednego tekstu na łamach tygodnika “Solidarność” w 1981 roku; nikt mu wówczas nawet nie zaproponował współpracy z tym głównym solidarnościowym periodykiem!

Dopiero w efekcie Jaruzelskiego “wojny z Narodem” wyraźnie zmieniła się sytuacja w “Solidarności”. Podobno Jaruzelski publicznie chwalił się we francuskiej telewizji w latach 90-tych, że dzięki jego grudniowemu stanowi wojennemu zapobieżono opanowaniu “S” przez “prawdziwych Polaków”. To lata stanu wojennego i późniejsze represje, emigracja 800 tysięcy osób, umożliwiły zdobycie w latach 1988-1989 tak wielkich wpływów w “Solidarności” przez Geremka, Michnika i innych czołowych przedstawicieli tzw. lewicy laickiej.
Warto zwrócić uwagę w cytowanym wyżej wywodzie Giertycha na równie zajadły antyamerykanizm jak w przypadku jego ojca Jędrzeja Giertycha. Jakże haniebne jest to atakowanie przez dzisiejszego posła LPR prezydenta Ronalda Reagana, któremu Polska tak wiele zawdzięcza jako jedynemu prezydentowi amerykańskiemu, konsekwentnie, niezłomnie i z sukcesem dążącemu do osłabienia i rozbicia imperium sowieckiego. Imperium przeciwko którego osłabieniu i rozczłonkowaniu tak konsekwentnie wojowali Jędrzej i Maciej Giertychowie.
Przypomnijmy tu, że Maciej Giertych jeszcze 22 grudnia 1989 r. w wywiadzie publikowanym na łamach “Gazety Krakowskiej” wypowiadał się za utrzymaniem Układu Warszawskiego i przeciwstawiał się wyodrębnieniu z ZSRR niepodległej Ukrainy. Nazywał to bardzo niebezpieczną dla Polski propozycją parcelacji Związku Radzieckiego. Przecież te wszystkie stwierdzenia Macieja Giertycha, obecnego posła LPR, jaskrawie godziły w elementarne interesy narodowe. Może się tym właśnie zajmą żałośni samozwańczy lustratorzy z “Nowej Myśli Polskiej”, gdzie wystąpił, jakże gromko niedawno jakiś Nobody (czyli nie znany szerzej nikomu Nikt) ze Szczecina.
 

Sojusz GG (Giertych - “Gazeta Wyborcza”)
W kontekście takiej spuścizny nie zadziwia nagły sojusz “narodowego” Romana Giertycha z “Gazetą Wyborczą” (sojusz GG, jak pisano już w jednym z wcześniejszych numerów GŁOSU). W przygotowanym na 3 maja 2003 r. podstawowym programowym dokumencie LPR – skrócie jej programu gospodarczego – czytamy na końcu, jako ostateczną konkluzję: Rozwój Polski może nastąpić tylko poza UE (s. 20.). A już niewiele ponad miesiąc później Roman Giertych pospieszył z wywiadem “Jestem Europejczykiem” dla “Gazety Wyborczej”, by zadeklarować, że LPR “szanuje wynik referendum” i dodać, że obecna walka o wyjście z Unii jest działaniem nierealnym. Czy dziwi w tej sytuacji fakt, że prof. Kurowski nazwał tak niebywałą woltę programową R. Giertycha “zdradą narodową”?
Niektórzy próbują usprawiedliwić wywiad R. Giertycha dla “Gazety Wyborczej” jako “zwykłą” próbę nagłośnienia swoich poglądów. Czy rzeczywiście polityk mieniący się być politykiem “narodowym” powinien iść z wywiadem, i to przymilającym się do “michnikowców”, akurat do gazety uważanej nie bez powodów za najbardziej antynarodową; gazetę, w której umieszczono tak wiele oszczerstw i kłamstw, zniesławiających Polskę i polską historię?! Przypomnę, że wiceprzewodniczący Episkopatu ks. Arcybiskup Józef Michalik już 2 września 2001 r. podejmował w tygodniku “Niedziela” problem: czy godzi się udzielać wywiadów, publikować teksty, czyli reklamować własne przemyślenia na łamach obcych mi lub obcych kulturze ogólnoludzkiej pism?

Niedwuznacznie odnosząc się do “Gazety Wyborczej” ks. Arcybiskup J. Michalik pytał: jak się zachować, kiedy gazeta ta permanentnie kłamie, manipuluje i prowadzi swoją niszczycielską, aczkolwiek zakamuflowaną robotę?
Jak określić postępowanie Giertycha, który zaakceptował jako najlepsze miejsce dla konsultacji przywódców antymillerowej opozycji forum antynarodowej “Gazety Wyborczej”, tak współdziałającej z A. Kwaśniewskim. Przywódca partii “narodowej” tak oto uwiarygodnia gazetę wrogą polskim interesom narodowym, po tylekroć szkalującą Polskę. Tenże sam Roman Giertych w sążnistym wywiadzie dla “Racji Polskiej” z sierpnia 2003 r. gromko zadeklarował walkę z antysemityzmem, ani słowem natomiast nie zająknął się na temat potrzeby walki z największym dziś zagrożeniem dla Polski – antypolonizmem krajowym i zagranicznym.
Nowe tony w tekstach najnowszej “Nowej Myśli Polskiej” na mój temat szły niestety w parze z drukiem na tych samych łamach kolejnego paszkwilanckiego tekstu, tyle że na temat przeszłości posła Antoniego Macierewicza. Przypomnę tu, że zaatakowany tak grubiańsko i prymitywnie w “narodowej” “Nowej Myśli Polskiej” poseł Antoni Macierewicz występował wielokrotnie, dużo częściej niż jakikolwiek inny z polityków polskich w obronie prawdy o Polsce i Polakach w związku z kłamstwami J. T. Grossa na temat Jedwabnego i jakże niegodną postawą w całej sprawie zaprezentowaną przez szefa IPN L. Kieresa i aktualnego prezydenta RP A. Kwaśniewskiego.
Zapytajmy więc, czy “narodowiec” R. Giertych wystąpił w sporze wokół Jedwabnego donośniejszym głosem przeciw oszczercom Polski? J

akoś nikt nie przypomina sobie takiego wystąpienia, może nie zdołał wydać z siebie w tej sprawie donośniejszego głosu, a najwyżej w najlepszym razie coś tam pisnął w kuluarach?
Zastanówmy się, jakim celom służą te ataki “Nowej Myśli Polskiej”, prowadzące do odwracania uwagi od spraw dzisiejszych i szkalowania ludzi, którzy publicznie odważnie występują w obronie interesów narodowych. Może warto byłoby zająć się przypomnieniem jakże wielu tekstów “Nowej Myśli Polskiej” (a poprzednio “Myśli Polskiej”), przez wiele lat publikującej tak dużo tekstów zawierających apolegetykę skrajnego rusofilstwa, godzących w elementarne polskie interesy narodowe lub też wybielających PRL. Jak widać w tym szaleństwie była jakaś metoda.

prof. dr hab. Jerzy Robert Nowak