Apeluję do delegatów na Kongres Krajowy Ligi Polskich Rodzin
Warto walczyć o prawdę
 

Wstecz Dalej

 

To, że dana osoba jest dorosła, wcale nie oznacza, że jest dojrzała politycznie. Bo jak określić działania tchórzliwe ze strony człowieka dorosłego, który toleruje rozdawanie w swojej obecności anonimowych paszkwili, oczerniających prof. J. R. Nowaka i posła A. Macierewicza?
Wspomniane ulotki dziesiątkami, może nawet i setkami tysięcy zalegały tuż przed wejściem na salę obrad Kongresu LPR w dniu 13 września 2003 r. Pan Roman Giertych dosłownie potykał się o nie. Następnie zostały rozdysponowane, rozwiezione we wszystkie strony Polski i rozdawane przez niektórych delegatów w swoim terenie.
 


Polityk dojrzały, powołujący się na etykę katolicką, winien jest postępować zgodnie z deklarowaną etyką, podejmując walkę uczciwą, choćby była ona najtrudniejsza. Jednym słowem - powinien żyć w prawdzie, gdyż tylko głoszenie i szanowanie jej przez polityków może zapewnić długo oczekiwaną uczciwość w polityce, a to winni są swoim wyborcom.
 

W tym miejscu, mając powyższy przykład na uwadze, nasuwają mi się pewne wątpliwości:
1. Czy można osuszyć bagno (politykę), dolewając do niego błota?
2. Jakim mianem określić polityka, który niby walczy z nieobecnym na miejscu zdarzenia przeciwnikiem?


Nie jest to oczywiście jedyny przykład niedojrzałości politycznej ze strony p. R.G. Warto tu obnażyć działania kłamliwe, tchórzliwe i – według mej oceny – wskazujące na powiązania np. z antynarodową prasą.
Oto w polskojęzycznym wydaniu “Newsweeka” z dnia 9 listopada 2003 r. na stronie 26 p. R.G. stwierdza, że wniosek zaskarżający uchwały Kongresu LPR o ich unieważnienie ze względu na złamanie Statutu LPR do Sądu Okręgowego w Warszawie złożyły osoby, które... nic wspólnego z LPR nie mają. Co więcej, z wypowiedzi p. R.G. wynika, że osoby te są powiązane z... J. Urbanem (sic!), i to pomimo że znał nazwiska wnioskodawców.
Tak bezczelnych i kłamliwych stwierdzeń tolerować nie można! Tuż po opublikowaniu tego godnego pożałowania stwierdzenia zadzwoniłem do redakcji wspomnianego periodyku, domagając się sprostowania. Jednak do dnia dzisiejszego takowe się nie ukazało.

Przypadek? Ja przestałem w nie wierzyć!

W organie prasowym, o kształcie którego decyduje p. R.G. (“Nowa Myśl Polska”, 14.XII.2003 r.) na str. 3. ukazał się tekst młodego człowieka (studenta politologii), szkalujący prof. J.R. Nowaka.
Czy dopuszczenie tekstu do druku świadczy o męstwie i dojrzałości politycznej? Młody autor tekstu poświadcza nieprawdę, pisząc o “środowisku, które współtworzy”.
Jak można współtworzyć coś, co zostało rozbite? Przypomnę (o czym już wcześniej pisałem), że w okręgu wyborczym nr 30, a więc od Mikołowa po Racibórz rozbito wszystkie (poza jedną “lojalną”) struktury, w tym – według oceny pełnomocników powiatowych LPR woj. śląskiego – najprężniej działające na Śląsku Koło Powiatowe LPR w Jastrzębiu Zdroju.
Autor wspomnianego ataku na prof. J. R. Nowaka, wywodzący się ze środowiska “lojalnych” wobec R.G., w Jastrzębiu Zdroju i okolicy pozostał sam. Wielu ludzi starszych, z którymi spotykał się na zebraniach Koła Powiatowego LPR, a których życie doświadczało boleśnie i niejednokrotnie, m. in. za to, że w czasach komunizmu - których ów autor ze względu na młody wiek pamiętać nie może - czynnie przeciwstawiali się temu zbrodniczemu systemowi, czuje się oszukanych i zdradzonych Jego postawą.
Warto dodać, że ulotki, o których pisałem na wstępie, przywiezione na Śląsk z Kongresu LPR, były rozprowadzane przez tego studenta.
Czy tak ukształtowany umysł młodego człowieka może w przyszłości przynieść zdrowe owoce?
Często też powołuje się On na ideologię. Pytanie, dokąd ideologia bez własnych przemyśleń może doprowadzić?
Czy wobec powyższego treść przedstawiona w tekście może być wiarygodna?
Czy wiarygodny jest periodyk, który takie treści publikuje?
Czy wreszcie wiarygodny jest polityk, który akceptuje treść druku w piśmie, na które ma bezpośredni wpływ?

Jeszcze o Kongresie

Wrócę teraz do Kongresu, mojego członkostwa w LPR oraz zaskarżenia uchwał tegoż Kongresu.
Wszyscy, którzy z LPR są związani wiedzą, że wybory w strukturach wszystkich szczebli muszą być zgodne ze Statutem i Regulaminem Wyborczym LPR. Wybory na szczeblu powiatu muszą odbywać się w obecności obserwatora Wojewódzkiej Komisji Wyborczej LPR, wyznaczonego przez Zarząd Główny LPR.
Taką osobą w woj. śląskim był p. Stanisław Zapała – pełnomocnik wojewódzki LPR (obecnie ponoć wiceprezes LPR woj. śląskiego). Osobiście nadzorował On wybory władz powiatowych LPR w Jastrzębiu Zdroju, co potwierdzają jego podpisy w protokołach wyborczych z dn. 20 sierpnia 2002 r. i ponownie 20 marca 2003 r.
Nie jest to żadna pomyłka. Wybory odbywały się dwukrotnie, i to nie tylko w Jastrzębiu Zdroju, ale wszędzie tam, gdzie były przeprowadzone w 2002 r. Te z 2002 r. zostały unieważnione, co już wówczas podważało wiarygodność Zarządu Głównego LPR, gdyż odbyły się z jego polecenia. Co ciekawe - zastrzeżeń co do ich przeprowadzenia nie było.
W dniu 20 marca 2003 r. wybory odbyły się ponownie. Wybrany zostałem prezesem LPR w Jastrzębiu Zdroju, delegatem na Kongres Krajowy LPR oraz delegatem na Zjazd Wojewódzki LPR woj. śląskiego.
Pomimo przyjazdu na Kongres Krajowy LPR w dniu 13 września 2003 r., na jego obrady wpuszczony nie zostałem. Dodam, że przypadków nie wpuszczenia i nie powiadomienia legalnie wybranych delegatów było bardzo wiele. Było to więc sprzeczne z zapisami Statutu LPR, stąd decyzja o zaskarżeniu w Sądzie podjętych na tymże Kongresie uchwał. Innej drogi niestety nie ma.

Co się działo na Śląsku wcześniej?

Za zgodą jedynego posła LPR ze Śląska, p. Stanisława Zadory, który na początku 2002 r. podczas spotkania z pełnomocnikami powiatowymi i gminnymi LPR woj. śląskiego wprost stwierdził, że “został namaszczony przez Romana Giertycha” do bycia tym, który będzie tworzył LPR na Śląsku (co wówczas wzbudzało humor, żałość i przerażenie) oraz pełnomocnika LPR woj. śląskiego, p. Stanisława Zapały, dopuszczono do struktur LPR ludzi, których przeszłość pozostawia wiele do życzenia, np. bycie członkiem i funkcjonariuszem nieboszczki (?) PZPR,  piastującym funkcję lektora czy sekretarza ówczesnej organizacji. Nie są to żadne oszczerstwa, gdyż istnieją dowody na uzasadnienie opisanych sytuacji.
W marcu 2003 r. pojechałem na wcześniej umówione spotkanie z p. Romanem Giertychem do Warszawy, gdzie osobiście przekazałem dowody niepokojących nas - pełnomocników powiatowych - przypadków dopuszczania do LPR wyżej wspomnianych osób. Jednak ostrzeżenie przed próbami przejęcia i rozbicia struktur LPR w woj. śląskim przez osoby z niechlubną przeszłością nie spotkały się z aprobatą p. R.G. Stałem się - według Jego mniemania - osobą “nielojalną”. Warto dodać, że wspomniane spotkanie odbyło się o godz. 15.00 w Sejmie, w pomieszczeniu Klubu Parlamentarnego LPR. Tego samego dnia, ok. godz. 10 (czyli przed spotkaniem) odebrałem telefon od osoby, której spotkanie to dotyczyło. Oprócz  niewybrednych słów pod moim adresem posypały się pogróżki. Skąd ów osobnik o spotkaniu się dowiedział? Pomimo tego incydentu do zaplanowanego spotkania doszło, a p. Roman G. poświęcił mi aż 3 (trzy) minuty.
Kilka dni po tym spotkaniu w województwie śląskim rozpoczęły się dziwne ruchy. Skompromitowane przeszłością osoby zaczęły mieć decydujący wpływ na LPR poprzez roszady personalne w poszczególnych powiatach. Za ich wskazaniem odsuwano najbardziej aktywne osoby, mające zarazem duże poparcie społeczne.
Padały pod naszym adresem stwierdzenia typu: “współpracujecie ze służbami specjalnymi”, bądź “to prowokacja Mosadu”. Trzeba przyznać, że mniemania o sobie mają wygórowane. Najwyraźniej jest to przejaw pewnej schizofrenii. Znamiennym jest fakt, że nie wyciągnięto wcześniej żadnych konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za niezarejestrowanie listy LPR w 13-mandatowym okręgu wyborczym w Katowicach przed wyborami parlamentarnymi w 2001 r. Przypomnę, że był to jedyny taki przypadek w Polsce.
Dziś te osoby w LPR mają się dobrze, a za ich aprobatą likwidowane są struktury terenowe. Bez przyzwolenia p. R.G. i kilku innych osób byłoby to niemożliwe!

“Lojalność” i LPR

Przybliżę teraz obraz tzw. “lojalności”, jako że w LPR słowo to nie schodzi z ust wielu.
Lojalność, o której mowa, rozpatrywana jest tu w dwóch kategoriach:
l ślepa lojalność wobec p. R.G. i kilku innych “nieomylnych” osób, z pominięciem jakiejkolwiek etyki,
l lojalność wobec Statutu i założeń programowych LPR, a co za tym idzie – przede wszystkim – etyki katolickiej.
Zarówno ja, jak i wielu kolegów wybraliśmy ten drugi wariant, co z miejsca dyskredytowało nas, gdyż staliśmy się zagrożeniem dla dyktatorskiej “nieomylności” i partykularnych interesów liderów.
W tej grupie znalazły się osoby, które tworzyły LPR w terenie od początku jej istnienia, m.in. z Jastrzębia Zdroju, Mysłowic, Bielska Białej, Żywca, Ustronia, Pszczyny, Radzionkowa, Piekar Śląskich, Tarnowskich Gór, Raciborza, Rybnika, Jaworzna, Gliwic i wielu innych miejscowości woj. śląskiego.
Mniejszość “trzymająca władzę w LPR”, pozornie stanowi większość.
Tu dodam, że LPR miała być z założenia ruchem sprzeciwu społecznego, a nie organem w wielu przypadkach popierającym działania rząd L. Millera (częste wywiady p. R.G. dla tzw. publicznych mediów), czy też dążącym do brukselskich synekur.
Tu dodam, że z chwilą kiedy LPR nabrała znaczenia, została zawłaszczona przez grupkę osób związanych ze środowiskiem SN, które nie mogąc samodzielnie przebić się w świadomości Polaków, zmieniło nazwę na LPR, odsuwając wszystkich, którzy ją współtworzyli (np. posłów: Jana Łopuszańskiego, Gabriela Janowskiego czy Antoniego Macierewicza). Jednym słowem LPR została zawłaszczona.
Czy dowódca niszczący własną armię zasługuje na miano bohatera?
Myślę, że sytuację w LPR przedstawiłem dość obrazowo, uzasadniając tym samym nasze działanie.
Do czasu, kiedy było to możliwe, dążyliśmy do uzdrowienia sytuacji wewnątrz struktur, wykorzystując wszelkie możliwe środki, bez nadawania rozgłosu wymienionym nieprawidłowościom.
Mamy również świadomość, że Liga Polskich Rodzin to my wszyscy, którzy tworzyliśmy ją od podstaw po to, by służyła prawdzie, Narodowi Polskiemu i naszej Ojczyźnie, a nie kilku osobom o urażonych i wygórowanych ambicjach.
Przypominam, że gdyby nie nasza – tysięcy patriotów i katolików w Polsce - praca od podstaw, na pewno nie byłoby dziś w składzie reprezentacji sejmowej ani pana Romana Giertycha, ani innych.
To nasze wspólne działanie zaowocowało blisko 8-procentową reprezentacją w ławach sejmowych (38 posłów). Na pewno też nie po to, by ławy te były przez posłów grzane!

Będziemy walczyć

Nie pozwolimy zniweczyć naszych wspólnych dokonań, ani też po raz kolejny oszukać i zniechęcić do dalszego działania środowisk patriotycznych i katolickich.
O to, cośmy wypracowali własnymi siłami, będziemy walczyć do końca, wszelkimi zgodnymi z prawdą i prawem środkami. Apeluję do wszystkich, którzy dziś mówią, że “to i tak nic nie da” o nie rezygnowanie z przysługujących Wam praw w dochodzeniu do prawdy. Wielu ludziom żądnym władzy o to właśnie chodzi. Jednostki nie mają prawa zawłaszczać na własny użytek naszych wspólnych dokonań. Zło samo się nie rozprzestrzenia, lecz jest go wokół nas tyle, na ile sami pozwolimy.
Apeluję również do delegatów na Kongres Krajowy Ligi Polskich Rodzin, którego drugi dzień obrad odbędzie się na początku przyszłego roku, aby poprzez głosowanie zgodnie z własnym sumieniem i oczekiwaniem wielu Polaków uzdrowili tę sytuację. Czas powiedzieć nieprawościom: dość!
Zdaję sobie sprawę, że poniosę pewne konsekwencje z powodu wyjawienia prawdy. Jednak zatajenie opisanych faktów skutkowałoby o wiele poważniejszymi.
Korzystając ze sposobności pragnę w imieniu własnym i wszystkich walczących o prawdę i dobro wspólne gorąco podziękować tym, którzy rozumiejąc powagę sytuacji, przesłali materiały obnażające mechanizmy podobnego działania na terenie całej Polski. Zapewniam, że jest to potężny zasób informacji.
Jeżeli są jeszcze takie materiały proszę je przesłać na poniższy adres korespondencyjny.
 

JANUSZ TARASIEWICZ
ul. Wielkopolska 25/26
44-335 Jastrzębie Zdrój
tel. 0-503 342 236

Otrzymują:
“Nasz Dziennik”
Radio Maryja
GŁOS
“Nasza Polska”