Dlaczego milczały „autorytety"?
 

W prawie pół roku od kazania ks. prałata Henryka Jankowskiego, które wywołało tyle kontrowersji w Polsce i za granicą, ukazuje się książka Petera Rainy „Ks. Henryk Jankowski nie ma za co przepraszać" (wyd. „Książka Polska"). (...). Jakże jednostronna była cała kilkumiesięczna dyskusja wokół „sprawy księdza Jankowskiego". Przeważały w niej skrajne potępienia i wyroki, bez uwzględnienia szerszych kontekstów, w jakich zrodziły się wypowiedzi ks. Jankowskiego. Przede wszystkim faktu reakcji gdańskiego prałata na skrajną bezkarność polakożerczych i katoliko-żerczych tekstów urbanowego „Nie". Żaden z uczestników kampanii potępień ks. Jankowskiego za obrażenie przezeń Żydów jako narodu ani przez chwilę nie zająknął się na temat jakże licznych wcześniejszych przykładów obrażania Polaków jako narodu przez niektórych wpływowych przedstawicieli narodu żydowskiego.

Jakaś dziwna mentalność Kalego! Tylko Prymas Polski Józef Glemp i paru publicystów w swych uwagach na temat sprawy ks. Jankowskiego wspomniało o poprzednich zakłóceniach stosunków polsko-żydowskich, wynikłych z niepolskiej winy i o potrzebie uwzględnienia całej złożoności sprawy. Liczne tzw. autorytety od zarządu polskiego Pen-Clubu po I. Cywińską i A. Małachowskiego pośpieszyły z wyłącznym potępieniem gdańskiego prałata jako jedynego winnego zakłóceń wzajemnego dialogu między Polakami i Żydami.
Warto więc zapytać, dlaczego milczały te „autorytety" w czasie, gdy padały najgorsze kalumnie pod adresem Polski ze strony kolejnych premierów Izraela Menachema Begina czy Icchaka Szamira?

Dlaczego autorytety z Pen-Clubu, ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich etc. nie zwróciły się do swych amerykańskich kolegów z prośbą o zareagowanie na kolejne bezwstydne przejawy szkalowania Polski w książkach amerykańskiego pisarza żydowskiego Leona Urisa, notabene bestsellerów, rozchwytywanych przez co prymitywniejszych czytelników amerykańskich.

Dlaczego wspomniane „autorytety" nie zwróciły się do swych amerykańskich kolegów po piórze z protestem przeciw antypolskim przekłamaniom w książkach Styrona („Wybór Zofii") i Wouka („Wichry wojny"), czy w scenariuszu filmu „Holocaust"?

Dlaczego taki „autorytet" jak Andrzej Wajda nie protestował, przeciw kłamstwom „Listy Schindlera", choć sam był wiele razy na planie filmu Spielberga, jeszcze przed jego wejściem na ekrany? (podkr. w wyd. książkowym — J.R.N.).

Dlaczego „autorytety" nie protestowały przeciwko nagminnemu cynicznemu stosowaniu w Stanach Zjednoczonych określenia „polskie obozy koncentracyjne" między innymi przez adwokata rabina Weissa—Alana M. Dershowitza w jego bestsellerze ,,Hucpa".

Dlaczego „autorytety" nie protestowały, gdy w 1991 roku rabin Weiss i jego ludzie, demonstrując przeciw Prymasowi Glempowi w Nowym Jorku, w pobliżu konsulatu RP „wpisali krzyż w swastykę" (scenę tę przedstawia jakże wymowne zdjęcie umieszczone na końcu nowej książki Rainy).

Dlaczego przedstawiciele polskich władz nie zaprotestowali publicznie do władz amerykańskich wobec tak obrzydliwego znieważenia świętego symbolu krzyża?

Dlaczego władze amerykańskie nie reagują na skrajne deformacje prawdy o historii w duchu antypolskim w Muzeum Holocaustu, utrzymywanym za pieniądze amerykańskich podatników?
Polskie autorytety jakoś nie zdobyły się na protesty przeciw fałszom godzącym w dobre polskie imię za granicą. Przeciwnie, niektóre polskie autorytety wspierały za granicą wymierzone w Polaków kłamstwa i pomówienia (taką rolę odegrały za granicą niektóre teksty i wystąpienia Michnika, Szczypiorskiego, czy skrajnie popularyzowany za granicą osławiony tekst Błońskiego o stosunkach polsko-żydowskich z „Tygodnika Powszechnego" w 1987 roku). Doszło do takiej znieczulicy na wszystko, co dotyczy zniekształceń polskiej historii, że bezkrytycznie przełyka się największe bzdury i uproszczenia.

Jak na przykład wytłumaczyć brak reakcji naszych „autorytetów" na fakt, że Szymon Wiesenthal nawet w przemówieniu z okazji przyznania mu doktoratu honoris causa na UJ 21 października 1994 r. pozwolił sobie na beztroskie zdeprecjonowanie cierpień milionów Polaków, mówiąc: Znajduję się w kraju, w którym wymordowano nie tylko miliony Żydów, ale także i wielu Polaków" (por. „Tygodnik Powszechny", 30 października 1994). Co to znaczy „wielu Polaków"? 50,100 czy 1000?
Dlaczego Wiesenthala nie było stać na przyznanie przed honorującymi go polskimi gospodarzami, że w czasie wojny zginęło nie jakieś nieokreślone „wielu Polaków", lecz że było ich kilka milionów?

Dlaczego nikt z „autorytetów" nie sprostował tak nietaktownej i tak nieprawdziwej wypowiedzi Wiesenthala?
Książka Petera Rainy składa się z kilku części.

W pierwszej autor ukazuje postać księdza prałata Henryka Jankowskiego w szerszym tle, z charakterystyką jego pracy duszpasterskiej z przeszłości, ciągłymi konfliktami z władzami PRL-u, donosami es-beków na jego polityczne, pro-solidarnościowe zaangażowanie. Mówiąc o kazaniu z 11 czerwca 1995 r. Raina zarzuca „Gazecie Wyborczej" jego świadome zmanipulowanie, wręcz wypaczenie treści atakowanych fragmentów kazania księdza Jankowskiego przez Jarosława Popka, autora notatki w „Gazecie Wyborczej". Tu Raina widzi główne źródło później szych przeinaczeń i nieporozumień. Ciekawe, jak ta sprawa zostanie wytłumaczona w „Gazecie Wyborczej". Uważam, że wiele nieporozumień zostałoby szybciej usunięte, gdyby ksiądz Jankowski szczegółowo i precyzyjnie dużo wcześniej już w czerwcu 1995 wyjaśnił całą sprawę na łamach prasy. Na pewno nie pomogło w jej wyjaśnieniu niezbyt udane wystąpienie księdza Jankowskiego w telewizyjnym „Pulsie Dnia". Według Rainy zostało ono ,mocno ocenzurowane". Ja z kolei dziwię się ks. Jankowskiemu, że zgodził się wystąpić w programie telewizyjnym z dwoma dziennikarzami, związanymi ze środowiskiem „Gazety Wyborczej", a więc z osobami, co do obiektywizmu których mógł mieć od razu duże wątpliwości.
Raina przedstawia szerzej przyczyny wystąpienia ks. Jankowskiego w dniu 11 czerwca. Poświęca szczególnie dużo miejsca kwestii prowadzonej w Polsce w ostatnich latach kampanii antyklerykalnej. Jako świadek w procesie Bendera przeciw Urbanowi (sprawa o porównanie tego ostatniego przez Bendera do Goebbelsa) Raina zwraca uwagę na szczególny typ propagandy antykościelnej uprawianej przez urbanowe „Nie". Oskarża je o świadomą dezinformację i nienawiść, stwierdza: „Wprasie goebbelsowskiej obiektem nienawiści, ubliżeń i naśmiewań był Żyd, u Urbana jest nim ksiądz. Ale zarówno w jednym jak i drugim wypadku obrażana i bez skrupułów deptana jest godność ludzka". Na końcu książki Raina daje obok siebie wymowne zestawienie wyszydzających księży karykatur z nazistowskiego „Sturmera" i z urbanowego „Nie". (...).
Ostatnią, a zarazem najdłuższą, ponad studziesięciostronicową część książki Petera Rainy stanowią listy w sprawie ks. Jankowskiego. Z wielu z nich przebija prawdziwa troska o Polskę, obawy przed dzisiejszymi zagrożeniami dla jej bytu, zaniepokojenia z powodu ciągłego podważania polskiego patriotyzmu, osłabiania świadomości narodowej. W niektórych listach spotykamy wręcz alarmujące tony. Tak jak w liście przewodniczącego NSZZ „Solidarność" Region Słupsk, Krzysztofa Górskiego z 7 lipca, stwierdzającym między innymi: ,Jak wykazują doświadczenia z historii, wolność i niepodległość nie są wieczne i trzeba umiejętnie z nich korzystać. Jest rzeczą charakterystyczną że problem antysemityzmu jest zawsze wywoływany w momentach dla Polski przełomowych". Z jakże wielu listów przebija żal i gorycz z powodu ciągłego jednostronnego i tendencyjnego atakowania Polaków za rzekomy nacjonalizm i szowinizm przy równoczesnym maksymalnym przemilczaniu krzywd doznanych przez Polaków. Wyraźnie jakby komuś zależało, aby mieć w Polakach „chłopca do bicia". Są listy w których szczególnie mocno wskazuje się na potrzebę rzeczywiście głębokiego, opartego na równorzędności i szczerości dialogu polsko-żydowskiego.

Tak jak w niewątpliwie jednym z najważniejszych merytorycznie tekstów publikowanych w książce Rainy — skierowanym do Prymasa Polski liście prof. dr. hab. Włodzimierza Bojarskiego i artystki — śpiewaczki Stefanii Woytowicz: ,,Wydaje się, że dialog katolicko-żydowski i polsko-żydowskinie przyniesie potrzebnych owoców, jeśli nie będzie oparty na prawdzie i przemilczy krzywdy i oszczerstwa doznane przez Polaków (...) W ostatnich latach z polskiej strony już wielokrotnie padały słowa ubolewania za krzywdy doznane od Polaków, wyrazy przeprosin oraz gotowość pojednania. Zabrakło natomiast podobnego uznania win [przeprosin z drugiej strony. Tego oczekuje zarówno społeczeństwo polskie, jak i wielu uczciwych Żydów".
A jednak ta ostatnia część książki Rainy wywołuje najwięcej zastrzeżeń—ze względu na skrajny brak selekcji przedstawionego materiału. Obawiam się, że rekordowy pośpiech, z jakim przygotowano do druku książkę Rainy, uniemożliwił prawdziwie gruntowny namysł tak potrzebny przy wyborze korespondencji, wybranej z ponad trzech tysięcy listów przesłanych do ks. Jankowskiego. (...). Nie każdy list nadaje się do publikowania, chodzi o pewien poziom listu i jego autora. Po co było na przykład publikować list B. Tejkowskiego, który od dawna odgrywa szczególnie szkodliwą, wręcz prowokacyjną rolę w sferze stosunków polsko-żydowskich. Powie mi ktoś na to, że przecież „Gazeta Wyborcza" w swoim czasie zamieściła na swych łamach ogromniasty wywiad z Tejkowskim pt „Żydzi są wszędzie". Tyle że „Gazeta Wyborcza" robi co tylko może, by świadomie skrajnie uwypuklić rozmiary rzekomego polskiego antysemityzmu, więc tym chętniej skorzystała z okazji skrajnego nagłośnienia postaci, nawet tak marginesowej jak Tejkowski. Nie sądzę, by gdzie indziej warto było jednak pokazywać osobę Tejkowskiego, dostatecznie znanego choćby z haniebnych popisów w służbie PRL-u (podkr. w wyd. książkowym—J.R.N.).
Myślę, że niepotrzebnie wydrukowanych zostało kilka listów utrzymanych w tonie skrajnego zacietrzewienia, niewolnych od przeróżnych uogólnień—insynuacji na temat niektórych postaci polskiego życia publicznego, uwag na temat domniemanego żydowskiego pochodzenia etc. Nikt nie jest nieomylny, z każdym można polemizować, ale poprzez konkretne wypowiedzi, a nie jakieś uogólnienia i insynuacje, nawet w listach czytelników.
W licznych listach do księdza Jankowskiego dostrzega się, niestety, jak bardzo atmosfera stosunków polsko-żydowskich nasiąkła obciążeniami. W niektórych środowiskach, stanowi wręcz przysłowiową beczkę z prochem.

Wygląda na to, że Adam Michnik, który swoimi tekstami i tekstami swych podwładnych (m.in. osławiony paszkwil Cichego o Powstaniu Warszawskim) robił co mógł dla sprowokowania nastrojów antyżydowskich, może wreszcie być zadowolony. Długotrwała kampania antypolonizmu w różnych mediach polskich i zagranicznych wywołała rosnące zapiekłości u wielu osób w Polsce. Z przykrością można zauważyć, do jakiego stopnia skrajna jednostronność kampanii przeciw księdzu Jankowskiemu wpłynęła na równie dużą jednostronność sporej części listów popierających ks. Jankowskiego. Autorzy licznych listów skłonni są widzieć w Żydach tylko przeciwników, bez wyjątku, zbyt rzadko dostrzegają, przynajmniej w części z nich, potencjalnych partnerów dialogu. Polemizując z uproszczeniami kampanii przeciw ks. Jankowskiemu, sam i jakże często wpadają w odmienne uproszczenia. Protestujemy, gdy w licznych wpływowych kręgach żydowskich fałszuje się naszą historię w drugiej wojnie światowej, przemilczając jej blaski i dorabiając różne cienie. Nie wpadajmy w podobną tendencję w odniesieniu do spraw żydowskich. Na zło z jednej strony nie reagujmy złem po drugiej strome.
Na przykład w najdłuższym z zamieszczonych przez Rainę listów—tekście profesora Tadeusza Kwiatkowskiego przeczytałem wręcz szokujące stwierdzenia, odrzucające możliwość, by jakikolwiek Żyd był naprawdę dobrym polskim patriotą, sugestie, że w konflikcie „między jego ewentualnym patriotyzmem i patriotyzmem żydowskim, wybierze ten drugi, czyli zdradzi Polskę (...) obywatel polski żydowskiego pochodzenia nie jest i nigdy nie będzie Polakiem, już choćby ze względu na to, że nigdy się nie wyzbędzie swego żydowskiego patriotyzmu". Gdyby profesor Kwiatkowski czytał kie- dyś mój cykl „Przemilczane świadectwa" na łamach „Słowa" znalazłby dziesiątki przykładów obalających jego skrajne, nieprawdziwe uogólnienia, przykłady działań takich ludzi jak Julian Unszlicht, Hemar czy Grydzewski. Tylko niewiedza o historii i uprzedzenia mogą prowadzić do takich zacietrzewień.
Raina przedstawia również listy krytykujące postawę księdza Jankowskiego. Było ich wielokrotnie mniej (kilkadziesiąt na ponad trzy tysiące listów). Ale i tu doszło przy selekcji do pewnego zachwiania proporcji, tylko z innego względu. Raina zaznaczył na wstępie do wyboru listów, że wyłączył z niego listy anonimowe. Otóż w przeciwieństwie do najostrzejszych nawet listów popierających księdza Jankowskiego, najgwałtowniejsze, ziejące nienawiścią listy przeciwników ks. Jankowskiego, pochodzące głównie ze środowisk komunistycznych, były na ogół pozbawione podpisów. Nieprzedstawienie właśnie tych listów uniemożliwia czytelnikowi pełne uświadomienie sobie, jak ogromne pokłady morderczej nienawiści kryją się wśród tych właśnie grup ludzi.

Przeglądałem ponad 1500 listów do ks. Jankowskiego i dotąd pamiętam przerażający swą nienawistną furią początek wiersza jednej z takich komunistycznych przeciwniczek ks. Jankowskiego:

Gdybym bombę atomową skonstruować umiała
Już bym was solidaruchy z Glempem do nieba posłała.

Książka Rainy może sprowokować do kolejnej bardzo burzliwej dyskusji o stosunkach polsko-żydowskich. Dobrze byłoby jednak, gdybyśmy tej dyskusji nie ograniczyli tylko do różnych żalów i narzekań na niezrozumienie Polaków w świecie. Abyśmy pomyśleli jak skutecznie pozyskiwać dla swych polskich racji jak najwięcej uczciwych intelektualnie przedstawicieli środowisk żydowskich i obserwujących dialog polsko-żydowski ludzi z innych nacji (podkr. w wyd. książkowym— J.R.N.).
Tekst publikowany na łamach „Słowa-Dziennika katolickiego" z 30 listopada 1995 r.