I czemu mamy to świętować?

Niedawno w michnikowskiej „Gazecie Wyborczej" z przejęciem pojękiwano, iż w Polsce nie przygotowuje się do świętowania z należytą czołobitnością 10 rocznicy „okrągłego stołu". Ciekawe tylko, co polski naród ma świętować? Czy to, że „okrągły stół" ułatwił przetrwanie starej nomenklatury w gospodarce, polityce i mediach? Że dalej grasuje z całą hucpą Jerzy Urban, który powinien ponieść odpowiedzialność za zbrodnicze kłamstwa, choćby nagonki na księdza Jerzego Popiełuszkę i tyle innych fałszerstw! Że dotąd nie wykryto i nie skazano prawdziwych inspiratorów zbrodni na księdzu Popiełuszce i sprawców, jakże wielu, innych PRL-owskich zbrodni. Dlaczego tak łatwo godzimy się na zapomnienie o tych nie wykrytych zbrodniach? Dziś, gdy już prawie wszyscy mordercy księdza Popiełuszki wyszli na wolność, aż nazbyt łatwo zapomina się o tym wstrząsie, jakim była dla nas wszystkich wiadomość o nieludzko storturowanym bohaterskim księdzu. Pamiętam, jak szedłem na pogrzeb ks. Popiełuszki przez most na Wiśle ku kościołowi św. Stanisława Kostki. Idąc na pogrzeb, myślałem, że musi być on ogromnym protestem przeciw sięganiu przez komunistów do tak skrajnej przemocy, że powinno nań przy być przynajmniej z milion, półtora miliona osób z całej Polski. Jak wiemy, było dużo mniej osób uczestniczących w pogrzebie, najwyżej około pół miliona. Z jakimż zdenerwowaniem i smutkiem zarazem obserwowałem, idąc przez most na drugą stronę Wisły na pogrzeb, spore grupy osób idących przez ten sam most w drugą stronę. Ludzi, dla których, jak widać, obojętna była sprawa tak ohydnej zbrodni i którzy nie chcieli uczcić jej ofiary ani zaprotestować przeciw przemocy. Koszty atmosfery tej obojętności, tej alergii moralnej dużej części narodu, zapłaciliśmy w czasie „okrągłego stołu" i płacimy po dziś dzień.

Czy nie za łatwo zapomnieliśmy dziś, w 10 rocznicę Magdalenki, o zamordowanych w cieniu obrad „okrągłego stołu" odważnych, bezkompromisowych postaciach księży Niedzielaka i Suchowolca. Zamordowanych najwyraźniej po to, aby zastraszyć ludzi nie chcących pogodzić się z dogodnymi, głównie dla komunistów, kompromisami „okrągłego stołu". Dziś milczy się o ich zamordowaniu, podobnie jak o późniejszym zamordowaniu w 1989 r. księdza Zycha. Zaś były komunistyczny minister spraw wewnętrznych z 1989 r. Czesław Kiszczak pojedzie wraz z twórcą stanu wojennego Wojciechem Jaruzelskim do Stanów Zjednoczonych i tam będą długo i głośno opowiadać o rzekomych dobrodziejstwach „okrągłego stołu". Oni na pewno nie wspomną o zabitych księżach i tylu innych ofiarach nie ukaranych komunistycznych zbrodniarzy. Nie ukaranych, choćby dlatego, że za czasów zarządzania resortem spraw wewnętrznych przez tegoż Kiszczaka, jako ministra w drugiej połowie 1989r. i w 1990 roku, starannie niszczono akta operacyjne osób inwigilujących księdza Niedzielaka etc. Dwaj wspomniani komunistyczni prominenci pojadą do Stanów Zjednoczonych, by w glorii jupiterów świętować jako rzekomi bohaterowie narodowego pojednania. Pojadą do Stanów Zjednoczonych, choć są rzekomo zbyt chorzy, by w Kraju pojawić się na procesach za własne czyny wobec tego Narodu: jeden jako współodpowiedzialny za masakrę robotników Wybrzeża w 1970 r, drugi jako współodpowiedzialny za masakrę górników w kopalni „Wujek".

Pytam jeszcze raz, co mamy świętować jako naród z okazji „okrągłego stołu"?

Czy mamy świętować to, że dzięki pookrągłostołowej „grubej kresce" Tadeusza Mazowieckiego stalinowscy sędziowie i prokuratorzy mordercy jeszcze dziś otrzymują wielomilionowe emerytury, sięgające niekiedy aż 45 milionów starych złotych (4500 nowych złotych), podczas gdy weterani walk o niepodległą Polskę nieraz wegetują za 3, 4 min starych złotych. Że wysoką emeryturę po 1989 r. otrzymywał prokurator Zarako-Zarakowski, były zastępca najwyższego prokuratora odpowiedzialny za liczne wyroki śmierci. Były minister sprawiedliwości RP Wiesław Chrzanowski tłumaczył, że jest tak dlatego, bo Zarako-Zarakowskiego nie pociągnięto do odpowiedzialności za ludobójstwo — z powrotu złego stanu zdrowia. W taki sposób to i w Niemczech nie pociągnięto by do odpowiedzialności Himmlera, Goebbelsa czy Goeringa jako biednych, schorowanych starców!

Czy mamy świętować to, że dopiero teraz z 10-letnim opóźnieniem wystąpiono o ekstradycję prokurator Wolińskiej, współodpowiedzialnej za zamordowanie bohatera polskiego Państwa Podziemnego generała „Nila" Fieldorfa. Że nie zapobieżono ucieczce zbrodniczego kata UB Solomona Morela, odpowiedzialnego za zamordowanie 1500 osób w obozie w Świętochłowicach w 1945 r., a później za katowanie młodych polskich patriotów w Jaworznie. Że tak łatwo pogodzono się z odmówieniem przez władze Izraela ekstradycji tego zbrodniarza do Polski. Że Morel, ścigany przez oficjalnie listem gończym na arenie międzynarodowej przez polską sprawiedliwość, dalej otrzymuje —jak dowiedzieliśmy się z prasy—wysoką polską emeryturę. Czy na tym ma polegać państwo prawa? Czy mamy świętować to, że dotąd nie zażądano ekstradycji brata „okrągłostołowego" herosa Adama Michnika—mordercy sądowego, kapitana Stefana Michnika?

Czy mamy świętować to, że wielka część społeczeństwa przeżywa fatalną mizerię w efekcie planu Sorosa-Sachsa-Balcerowicza? Że doprowadzono do upadku Stoczni Gdańskiej i tylu innych polskich zakładów, a wiele z nich sprzedano za bezcen w ręce zagranicznych cwaniaków? Czy mamy świętować to, że upada polskie rolnictwo na skutek braku jakiejkolwiek polityki rolnej i braku ochrony przed tak mocno dotowanym przez Zachód eksportem produktów rolnych?

Czy mamy świętować upadek polskiej nauki w sytuacji, gdy—jak pisał były rektor Uniwersytetu Warszawskiego Andrzej Kajetan Wróblewski—Balcerowicz polubił plan zamordowania nauki polskiej? Czy mamy świętować upadek oświaty i kultury, upadek zdrowia, na które „zabrakło pieniędzy", choć nie ukarano nikogo z wpływowych sprawców tak licznych wielomiliardowych afer od 1989 roku? Czy mamy świętować to, że tak liczni skorumpowani politycy w Polsce są dalej bezkarni, podobnie jak nie ukarano po 1989 r. żadnego z komunistycznych sprawców okradania Polski przez dziesięciolecia PRL? Że nie rozliczono nigdy, na co wydano wielkie pieniądze pożyczone z Zachodu, które będą jeszcze długo spłacać w pocie czoła polskie pokolenia, płacąc za PRL-owskich złodziei? Kilka lat temu mówiłem w programie Elżbiety Jaworowicz: Europa czy zaścianek (w „odpowiednim" czasie, po 23. 00), iż jeśli tyle mówimy o „wchodzeniu do Europy", to weźmy wreszcie „po europejsku" pod kluczyk skorumpowanych polityków. Tak, jak to się robi we Włoszech, gdzie za korupcję siedzi dwóch premierów, a trzeci — Craxi, uratował się przed więzieniem tylko dzięki ucieczce za granicę. Jak to się robi we Francji, gdzie skompromitowany korupcją premier Beregov popełnił samobójstwo. W Hiszpanii, gdzie pół roku temu skazano ministra spraw wewnętrznych na 14 lat za korupcję. W Belgii, gdzie wydano wyrok skazujący na najsłynniejszego belgijskiego polityka, byłego sekretarza generalnego NATO, Claesa.

Czy mamy wreszcie świętować to, że rządzą nami próżniacze elity, jakże często zachowujące się tak, jak Jacek Kuroń, który cynicznie zwierzał się: "Dobrze wysypiam się w Sejmie". Czy tak ma wyglądać na trwałe dzisiejszy model służby publicznej, pracy dla dobra społeczeństwa, zresztą „odziedziczony" po komunistycznym PRL-u. Jakże zresztą odbiegają te dzisiejsze elity od patriotycznych elit Drugiej Rzeczypospolitej. Dość wymienić nazwiska dzisiejszych prominentów: Kwaśniewski, Geremek, Cimoszewicz, Balcerowicz, Oleksy, Michnik, Kuroń i porównać je z nazwiskami czołowych postaci Drugiej Rzeczypospolitej: Piłsudskiego, Dmowskiego, Witosa, Korfantego, Kwiatkowskiego, Grabskiego. To porównanie mówi samo za siebie.

Prawdą jest natomiast to, że mają co świętować postkomuniści i ich „różowi" sojusznicy o szukali Naród, rozgrabili Polskę i tuczą się w swoich willach skradzionych narodowi. A mając w swych rękach przeważającą część mediów, mogą tym łatwiej ukrywać swoją odpowiedzialność i unikać rozliczenia. Naród się budzi jednak i coraz więcej osób protestuje przeciwko oszustwom i manipulacjom. Obyśmy zdążyli ukarać ich sprawców na czas, przed ostatecznym rozkradzeniem i ubezwłasnowolnieniem Polski!

Artykuł publikowany na łamach „Naszej Polski" z 3 lutego 1999