Broniąc Jedwabnego, broniłem Polski
![]() |
|
Fot. R. Sobkowicz |
Z prof. Jerzym Robertem Nowakiem, honorowym obywatelem miasta
Jedwabne, rozmawia Jolanta Tomczak
Panie Profesorze, od wielu lat broni Pan dobrego imienia mieszkańców
Jedwabnego. Radni tego miasta za te i inne zasługi dla odkłamywania
polskiej historii przyznali Panu tytuł honorowego obywatela Jedwabnego.
- To dla mnie wielki honor, tym bardziej że przede mną tego zaszczytu
dostąpił prof. Tomasz Strzembosz, jeden z najwybitniejszych polskich
historyków ostatnich dziesięcioleci, zawsze bezkompromisowy w docieraniu
do prawdy. To wyróżnienie, przekazane w bardzo podniosłej atmosferze,
przy udziale wielkich autorytetów, jak ks. bp Stanisław Stefanek, który
bardzo mocno eksponował znaczenie walki historyków o poszukiwanie
prawdy, jest dla mnie faktem bardzo wzruszającym. Odczytuję to jako
uhonorowanie dziesięcioleci mojej walki o polską godność narodową. W
sprawie Jedwabnego tak się złożyło, że broniąc całej prawdy o Jedwabnem
i jego regionie, broniłem zarazem zbyt często deformowanej prawdy o
Polsce.
Kiedy Jan Tomasz Gross twierdził, że żydowskich mieszkańców
Jedwabnego wymordowali Polacy, Pan pisał o skrajnej jednostronności
obrazu zachowań całej tamtejszej ludności, jaki daje się zauważyć u
Grossa...
- W przypadku Jedwabnego mieliśmy do czynienia ze zmasowaną akcją, w
której chodziło o to, by poprzez skrajnie zafałszowany obraz wydarzeń w
jednej miejscowości uderzyć w ogół postaw i zachowań Polaków w II wojnie
światowej. Profesor Norman Finkelstein ocenił to jednoznacznie, gdy
krytykował Grossa i jego książkę "Sąsiedzi". Jego zdaniem, Gross zbierał
argumenty na rzecz wysuwanych w stosunku do Polski roszczeń materialnych
niektórych skrajnych środowisk żydowskich. Ta "operacja Jedwabne",
zmasowana kampania prasowa w Polsce i licznych mediach zagranicznych,
miała na celu zniekształcenie obrazu Polski i Polaków. Z kraju ofiar
wojny, tak jak było w rzeczywistości, kraju, który poniósł największe
zniszczenia materialne w Europie i tak dotkliwe straty ludnościowe,
mieliśmy zmienić się - w myśl inspiratorów tej kampanii - w naród katów,
współodpowiedzialny za holokaust. Nagłośnieniem sprawy Jedwabnego w
duchu maksymalnie antypolskim były szczególnie zainteresowane niektóre
wrogie nam koła w Niemczech, również np. w Rosji wykorzystano to jako
okazję do jadowitych ataków na Polskę i Polaków.
Zabrał Pan głos już w samych początkach sporu wokół Jedwabnego,
reagując na publikacje Grossa, gdy inni milczeli...
- Ubolewam nad tym, że znacząca część historyków polskich z opóźnieniem
zaczęła podejmować tę sprawę, nie widząc od razu jej prawdziwego
znaczenia. W książce "100 kłamstw J.T. Grossa" zwróciłem uwagę, że to
nie był pierwszy kłamliwy wyczyn tego autora. Przypomniałem, na co żaden
z historyków polskich jakoś nie zwrócił uwagi w tej debacie, książkę
Grossa wydaną w 1978 r. "Polish Society under German Occupation"
(Społeczeństwo polskie pod okupacją niemiecką). Pisząc do czytelników
amerykańskich, których ogromna część nie ma pojęcia o tym, co się działo
podczas II wojny światowej, Gross pozwolił sobie na użycie tego typu
fałszów i oszczerstw, na jakie by się nie ośmielił wobec odbiorców
polskich. Aby pomniejszyć polski heroizm i polską martyrologię,
twierdził, że ogromna liczba organizacji Polski podziemnej była wynikiem
tego, że Polacy w latach 1939-1944 mieli więcej wolności niż w całym
poprzednim stuleciu. Ponieważ od tej rzekomej nazistowskiej wolności
zginął mój ojciec i niemal każdy z Polaków stracił kogoś bliskiego, po
przeczytaniu tej książki uznałem, że mam do czynienia ze skrajnym
fałszowaniem historii. W listach Jerzego Giedroycia, którego nikt nie
oskarży o rzekomy polski prowincjonalizm czy nacjonalizm, również
znajduje się krytyka wystąpień Grossa. Dość szybko poznał się na jego
tendencyjności.
Co jeszcze trzeba zrobić dla Jedwabnego? W jaki sposób można Pana
zdaniem przywrócić godność mieszkańcom tego miasteczka?
- Przede wszystkim pokazywać jak najpełniej całą historię tego regionu.
Przecież to właśnie tutaj (np. Uroczysko Kobielno) było największe i
najbardziej bohaterskie skupisko antysowieckiego ruchu oporu. Wiosną
1940 r., kiedy wyglądało na to, że straszna noc okupacyjna już na zawsze
zawisła nad polskimi ziemiami podzielonymi pomiędzy dwóch zaborców -
sowieckiego i niemieckiego, w regionie Jedwabnego bardzo wielka liczba
ludzi uczestniczyła w tej antysowieckiej partyzantce, narażając się na
okrutne represje, które spowodowały m.in. wymordowanie miejscowych
polskich elit, symbolizowanych przez nazwisko bohaterskiego ks.
Szumowskiego, jednej z najsłynniejszych ofiar sowieckiego terroru. O tym
wszystkim ludzie pokroju Grossa świadomie milczeli. Milczeli też o tym,
kto i jaką rolę odgrywał w donoszeniu na Polaków oraz w ich wywózce na
Sybir.
Cieszę się z audycji z prezesem IPN Januszem Kurtyką w Radiu Maryja,
ponieważ zapowiedział, że powróci do sprawy Jedwabnego. Wiele wątków
bowiem zostało potraktowanych nazbyt pobieżnie i jednostronnie. Myślę,
że konieczne jest zrewidowanie decyzji byłego prezesa IPN Leona Kieresa,
który doprowadził do przerwania ekshumacji w Jedwabnem, co było tak
krytykowane przez wielu profesorów polonijnych, na czele z
nieodżałowanym profesorem medycyny sądowej Janem Moorem-Jankowskim.
Właśnie on zwrócił uwagę na to, że w szpitalach izraelskich oraz
szpitalach żydowskich w Stanach Zjednoczonych dokonuje się pełnej
ekshumacji w sytuacjach, które tego wymagają. A właśnie w sprawie
Jedwabnego to było szczególnie potrzebne. Liczę na to, że po odejściu
Leona Kieresa i zmianach na różnych stanowiskach w IPN dojdzie też do
ponownego podjęcia tej tak ważnej dla Polski i obrazu Polski sprawy w
nowy, prawdziwie rzetelny sposób.
Dziękuję za rozmowę.